Gwiazdy

Mateusz Damięcki wspomina wydarzenie sprzed 30 lat, które mogło zmienić jego życie. "Buczałem w poduszkę"

Gwiazdy

Autor:
Sabina
Zięba

Mateusz Damięcki jest obecny w polskim show-biznesie już od wielu lat. Teraz postanowił opowiedzieć o pewnym wydarzeniu, które mogło zupełnie zmienić jego życie. Co się stało ponad 30 lat temu?

Początek kariery Mateusza Damięckiego

Mateusz Damięcki urodził się w wielopokoleniowej rodzinie aktorskiej i od dziecka interesował się sztuką. Już w wieku 11 lat wziął udział w widowisku muzycznym Leona Schillera pt. "Pastorałka". Rok później wystąpił jako Jim w serialu Jerzego Łukaszewicza pt. "Wow". Był to jego debiut na małym ekranie, który niezwykle miło wspomina. Teraz aktor postanowił cofnąć się do tamtych wydarzeń i w swoich mediach społecznościowych opowiedział, w jaki sposób dostał rolę.

Polscy aktorzy i aktorki

"W jakimś sensie byliśmy na siebie skazani"
"W jakimś sensie byliśmy na siebie skazani"Dzień Dobry TVN
wideo 2/11

- 31 lat temu kazałem ojcu zawieźć się na Chełmską, do Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, bo w naszym białym telewizorze w kuchni (...) Pani Krystyna Loska powiedziała (przed Dziennikiem Telewizyjnym, a potem znów przed Koncertem Życzeń), że do serialu szukają chłopca 10-11 lat, który umie jeździć konno, na deskorolce, ćwiczy karate, pływa. Taki sprawny ogólnie. Kiedy to usłyszałem, zacząłem się drapać. Rodzice myśleli, że z nerwów, z podniecenia. Ale okazało się, że to była ospa. Dzień później, cały w fioletowe kropki buczałem w poduszkę w naszym dwupokojowym mieszkaniu na ursynowskim osiedlu z wielkiej płyty, że moje życie i moja kariera właśnie runęły w gruzach - wspominał Mateusz Damięcki na Instagramie.

Mateusz Damięcki o swojej pierwszej roli

Aktor po dwóch tygodniach wyzdrowiał i, choć Krystyna Loska już nie przekazywała komunikatu o castingu do serialu, poprosił rodziców, aby zabrali go do siedziby Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.

- To były czasy, kiedy nawet reżyserów można było zastać przy biurkach w zakładzie pracy. Pamiętam nasze spotkanie z Jerzym [Łukaszewiczem - przyp. red.] oraz z drugim reżyserem, Ryszardem Zatorskim. Pytali, czy myślę, że takie coś mogłoby mi się podobać, czy bym się nie bał. I czy lubię uczyć się wierszy na pamięć. Musiałem odpowiadać po myśli, bo trzy dni później spotkaliśmy się znów. Przebrałem się w kostium (marynarski z czapką), w hali było dość ciemno, paliły się punktowe światła i lasery. Pamiętam te czerwone wiązki. Pokazano mi kamerę i zaraz kazano mi o niej zapomnieć i nigdy nie patrzeć w obiektyw. A potem przyszedł Pan ze srebrną walizeczką i wyciągnął z niej okrągłą szczoteczkę. To było fascynujące. Kula świeciła pulsującym fioletowo-niebieskim światełkiem, a skierowane na nią czerwone lasery rozpraszały się po ścianach. Tak poznałem WOW. Trzy dni później zacząłem pracę nad serialem w Międzygórzu - napisał Mateusz Damięcki.

Wspomnienia aktora wywołały wiele komentarzy internautów. Pisali: "Wow to mój pierwszy ulubiony serial i pierwsza miłość", "Super historia", "Oglądało się za dzieciaka. I zobacz, gdzie dziś jesteś" czy "Warto walczyć o swoje do końca!". Pod postem wypowiedział się również Mikołaj Roznerski, który zdradził: "Pamiętam, miałem wtedy 8 lat. Ten serial był moim oknem na świat".

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji na Ukrainie.  Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Sabina Zięba

Źródło zdjęcia głównego: Jan Kucharzyk/East News

Pozostałe wiadomości