Paulina miała 27 lat, gdy zmarła w wyniku przedawkowania silnych leków: benzodiazepin i opiodiów. Leki przepisywali jej lekarze, ale żaden z nich jej nie zbadał osobiście. Zobacz reportaż programu "Uwaga!" TVN.
Paulina miała 27 lat, gdy zmarła w wyniku przedawkowania silnych leków: benzodiazepin i opiodiów.
- To była fajna, młoda dziewczyna. Wysoka blondynka, wytatuowana, czym doprowadzała tatę do szewskiej pasji – wspomina pani Anna, matka Pauliny.
Uzależnienie od benzodiazepin
Tabletki 27-latce przepisywali lekarze w związku z zaburzeniami psychicznymi. Żaden z nich jednak nigdy jej nie zbadał osobiście - wszystko odbywało się przez teleporady i spotkania online. Pomimo silnego działania uzależniającego tych specyfików, Paulina zdobywała recepty bez żadnego problemu.
- Byliśmy ze sobą 2,5 roku, pierwsze pół było fajne, było super. Dopiero potem zaczęły się problemy. Zaczęło coś dziać się w jej głowie. Doszło do samookaleczenia w postaci połamanej ręki. Wzięła swoją rękę i waliła o kaloryfer – opowiada Miłosz, chłopak Pauliny.
- Wtedy zaczęły się poszukiwania, co jej naprawdę dolega. I tak Paulina skakała od psychiatry do psychiatry – dodaje Miłosz.
Lekarze zaczęli przepisywać Paulinie leki.
- Zachowywała się dziwnie. Była spowolniona, sepleniąca, miała dziwną postawę, chodziła ze sztywną, wyciągniętą szyją. I to właśnie było od leków – uważa jej matka.
- Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że chodzi o oksykodon, bo oprócz tego miała jeszcze problem z benzodiazepinami – mówi Miłosz.
Co to są benzodiazepiny?
Benzodiazepiny to silnie uspokajające leki, które stosuje się w przypadku zaburzeń lękowych, depresji czy bezsenności. Mimo że te specyfiki są silnie uzależniające, to przed ich wypisaniem lekarz nie musi osobiście zobaczyć i zbadać pacjenta. Co więcej, chorzy często zaczynają łączyć uspokajacze z opiatami, co jest niezwykle niebezpieczne. Tak było w przypadku Pauliny.
- Została po niej przerażająca ilość leków – pokazuje pełną siatkę matka Pauliny.
- Jeden z lekarzy przepisał jej oksykodon. Miałem nad tym kontrolę. Po prostu wydawałem jej po pół tabletki. Ale potem, jak poszła do pracy, to zaczęło się kombinowanie z jej strony. Ewidentnie straciła nad tym kontrolę, zaczęło się mocne kłamanie – przyznaje Miłosz. I dodaje: - Niestety, brała leki przez kruszenie i wciąganie do nosa. Te dawki były takie, że nie było jak rozmawiać, w takim była złym stanie. Jak jedliśmy obiad, to ja ją karmiłem. Ona jak brała łyżkę, to wylewała sobie na bluzkę, nie mogła trafić jedzeniem do buzi.
- Benzodiazepiny to leki, które powodują wzrost tolerancji przy ich używaniu, powodują również uzależnienie. Trzeba przyjmować coraz więcej, żeby uzyskać oczekiwany stan - mówi specjalistka terapii uzależnień Jagoda Władoń-Wilecka, sekretarz stowarzyszenia Monar.
- Polska jest na niechlubnym, bardzo wysokim miejscu, jeżeli chodzi o ilość leków z tej grupy używanych przez dzieci i młodzież. Ciągle przybywa młodych osób, które w ten sposób radzą sobie z lękiem przed życiem – dodaje Jagoda Władoń-Wilecka.
- Dostawała recepty przez receptomaty, przez różnego rodzaju kliniki. To wszystko były teleporady lub wizyty online – zaznacza pani Anna.
- Dlaczego wypisywali? Odpowiedź jest prosta. Paulina płaciła 350 zł za wizytę telefoniczną. Mam do tych osób pretensje – zaznacza pan Jerzy, ojciec Pauliny.
- Udało mi się dwa razy namówić ją na domowy odwyk. Jak te leki z niej schodziły, to ona krzyczała, trzęsła się i pociła. Dostawała ataków a la padaczkowych. Musiałem ją trzymać, to było okropne – wspomina Miłosz.
Paulina wielokrotnie była na detoksie. Potrzebowała długotrwałej, zamkniętej terapii. Pomimo prób ratowania jej przez bliskich, wciąż wracała do nałogu. Pani Anna pisała do prywatnych placówek, rozpaczliwie prosząc, by lekarze przestali przepisywać Paulinie leki podczas teleporad. Zwracała się także do ośrodków terapeutycznych, szpitali i Monaru z prośbą o przyjęcie córki. Do tego ostatniego Paulina miała trafić za cztery miesiące.
Śmierć 27-letniej Pauliny
- Namówiłem ją na odwyk, zgodziła się. Ja poszedłem się wykąpać. Leżąc w wannie usłyszałem, że coś się kruszy. Nim wyszedłem z wanny, to już było po sprawie. Paulina wzięła leki i już spała. Nie obudziła się. Rano spojrzałem na nią, dotykam, a ona jest zimna, sina – wspomina Miłosz.
- Największy żal mam do lekarzy. To oni ją diagnozowali, to z nimi rozmawiała. I zaczęli wypisywać jej leki, które ją uzależniły. Nie załatwiła sobie tych recept od razu, sama – mówi pani Anna.
- Osiem leków rano, pięć po południu, dziesięć wieczorem. Brała leki garściami. Ci lekarze jedyne co potrafią to przepisywać leki i nic więcej – oburza się Miłosz.
Lekarze nie mają dostępu do historii recept pacjenta
Jak to możliwe, że Paulina w jednym tygodniu zdobywała od różnych lekarzy kilka recept na te same leki? Okazuje się, że lekarze nie maja wglądu w historię recept pacjenta wypisywanych przez innych specjalistów.
- Ludziom się wydaje, że w systemie widzimy wszystko. A my mamy możliwość sprawdzenia, ile ja jako Maja Herman, wypisałam Krystynie Kowalskiej. Ale nie mam prawa do tego, by sprawdzić, czy Krystynie Kowalskiej ktoś inny przypisał benzodiazepiny - mówi psychiatrka Maja Herman.
- W takich sytuacjach muszę zapytać: „Czy wyraża pani zgodę, żebym zerknęła w pani system, jakie leki były przypisane?”. I wtedy pacjent mówi mi, że nie. Co ja wtedy mogę? Zawód medyka, to jest trochę hazard. Musimy szafować pomiędzy objawami niepożądanymi leków, a objawami, które pacjent posiada. I co jest ważniejsze i bardziej niebezpieczne dla życia? Objawy niepożądane czy objawy danej choroby? – dodaje Maja Herman.
Jak na pretensje rodziny do lekarzy odpowiedział przedstawiciel Naczelnej Izby Lekarskiej?
- Kiedy pacjenci dostają to bez wskazań albo w ilościach przekraczających normalne stosowanie, to jest po prostu patologia. Dopóki nie ma podglądu, że można sprawdzić, co wystawił kolega, to nie mam wiedzy, czy pacjent nie wziął skądinąd tych leków – mówi Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. I przyznaje: - Stworzono furtkę do szybkiego zarobku dla części kolegów, którym możliwość szybkiego zarobku przesłoniła dobro pacjenta i fakt, że poniekąd dilują substancją uzależniającą. My ze swojej strony staramy się z tym procederem walczyć, ale liczylibyśmy, żeby państwo tę furtkę zamknęło.
O brak wglądu w historię recept pacjenta zapytaliśmy w Ministerstwie Zdrowia.
- Przepisy europejskie, ale też polskie, chociażby chodzi o Urząd Ochrony Danych Osobowych, zakwestionuje taki dostęp, tak szeroki – przekonuje Jakub Gołąb, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
- Przygotowujemy przepisy, które będą tę możliwość zawężać, to znaczy, jeżeli pacjent będzie miał przepisywane leki najbardziej uzależniające i najgroźniejsze, to będzie musiał udostępnić swoje IKP lekarzowi specjaliście, a jeżeli tego nie zrobi to lekarz nie będzie mógł wypisać tego leku. Ten mechanizm powinien być wprowadzony w najbliższych miesiącach – zapowiada Jakub Gołąb.
- Zależy nam, żeby osoby, które są w podobnej sytuacji jak nasza Paulinka nie zapłaciły za to w ten sposób jak ona. Żeby nikt więcej nie płacił za to, że mamy nieudolny system i tylko tyle – kwituje pani Anna.
Inne reportaże "Uwagi!" można oglądać na player.pl.
Zobacz także:
- 7-latka cierpi na nieuleczalną chorobę. Powódź zabrała rodzinie wszystko. "Było przerażenie"
- Nowy początek dla domu dziecka w Kłodzku. "Nikt już nie będzie uciekał przed wielką wodą"
- Jak wygląda dziś rzeczywistość powodzian? Historia rodzinnego domu dziecka
Autor: wg/dc
Reporter: Jakub Dreczka
Źródło: "Uwaga!" TVN