Związki i seks

Spektakularne historie zemsty po rozstaniu. "Czułam się jak rozwścieczona patuska"

Związki i seks

Autor:
Adam
Barabasz
Zemsta po rozstaniu

Na zgliszczach związków potrafią wybuchać prawdziwe pożary. Delikatnie tlące się resztki uczucia z najdrobniejszym podmuchem przekształcają się w okazałe płomienie. Zwłaszcza, gdy delikatny wiatr, szczepce do ucha, że palone mosty najpiękniej oświetlają drogę. Moje bohaterki nie mają wątpliwości, że racja była po ich stronie. Czy wygrana również?

Bolesne zerwanie

Badania naukowe sugerują, że 55 proc. kobiet po rozstaniu obmyśla plan odwetu, jednak zaledwie 18 proc. decyduje się zmaterializować swoje wyobrażenia i przystępuje do działania. Natomiast w przypadku mężczyzn aż 70 proc. z nich myśli o rewanżu, a 21 proc. przechodzi od myśli do czynu. Gdy mowa o zemście, wiadomo, że nie obędzie się bez ofiar, ważne jednak, żeby wszystkie należały do obozu wroga.

- Łukasz był facetem, który nie akceptował, gdy coś działo się nie po jego myśli - wspomina Agnieszka. - Tankował tylko na stacjach, gdzie mógł zbierać punkty, gromadził wszystkie potwierdzenia płatności kartą i zawsze musiał mieć ostatnie słowo. To ten okropny typ, który awanturę w sklepie kończy telefonem do dyrektora regionalnego i wymachiwaniem rękami. To nie miało prawa się udać. W ulewny, listopadowy wieczór poszliśmy do kina. Zostawiłam w jego samochodzie parasol. Po skończonym seansie powiedział, że w zasadzie, to on nie chce się już ze mną spotykać i do widzenia. Gdy opadł ze mnie pierwszy szok, poprosiłam, żeby oddał mi moją parasolkę, bo musiałam jakoś wrócić do domu. Powiedział, że parasol jest jego i sobie poszedł. Szłam do domu i mokłam, lakier do włosów spływał mi po twarzy, oczy łzawiły, but obcierał. Wtedy wiedziałam, że tego pożałuje. Kiedy wróciłam do siebie i wysuszyłam głowę, przypomniało mi się, że mój luby wszak miał samochód, ale prawo jazdy zabrali mu za punkty karne. Ze zdjęcia z wakacji spisałam numery rejestracyjne. Policjanci dostali gotowca, a on spektakularną karę - zdradza.

Wojna bez wywiadu jest z góry skazana na niepowodzenie. Doskonale wie o tym, moja kolejna bohaterka.

- Poznałam go na lotnisku - mówi Magda. - Janek był miły, czarujący, można go było jeść łyżkami. Znajomość się rozwijała, jednak to zawsze on starał się przyjeżdżać do mojego miasta. Przy okazji służbowego pobytu miałam okazję być w jego mieście, ale pech chciał, że tego dnia się pochorował. Odżałowałam i wróciłam do domu. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że niewiele o nim wiem - w mediach społecznościowych był nie do odnalezienia, a miałam pewność, że imię i nazwisko, które mi podał było prawdziwe. Zapytałam wprost, o co chodzi. Odpowiedział, że ma żonę i dwoje dzieci, ale się zakochał we mnie i nie wie jak z tego wybrnąć. Jak na prawdziwą kretynkę, którą byłam, przystało, zdecydowałam się na romans. Wszystko trwało sobie z najlepsze, do czasu, kiedy nie wysłał mi screena swojego ekranu, bo chciał mi coś pokazać. Był niezwykle pedantyczny, każdy folder był opisany imieniem i nazwiskiem. Jedno wydało mi się szczególnie znajome, miałam wrażenie, że kilka razy je słyszałam. Byłam przekonana, że to żona. Postanowiłam więc sprawdzić, kim jest tajemnicza kobieta. Jej profil na Facebooku nie pozostawiał złudzeń: zaręczyli się kilka tygodni wcześniej. Wykalkulował sobie, że łatwiej będzie mu namówić mnie na romans z żonatym facetem, niż z kimś kto dopiero planuje rodzinę. I trzeba przyznać, że się nie pomylił - dodaje ze śmiechem.

Magda postanowiła dać swojemu partnerowi nauczkę.

Problemy w związku

Czy kary w związku mają sens?
Czy kary w związku mają sens? Dzień Dobry TVN
wideo 2/3

- Napisałam do niej - wyznaje. - Nie jestem histeryczką. Opowiedziałam całą historię, okraszając ją nagimi zdjęciami, które mi wysyłał. Nie odpisała. Gdy Janek zaproponował mi spotkanie, byłam pewna, że wie, co się stało. On natomiast zaplanował romantyczny wieczór. Atmosfera nieco się popsuła, gdy powiedziałam mu, że jego narzeczona wie o naszej relacji. Nazwał mnie psychopatką. Bo to ja zmyśliłam żonę, żeby przed kochanką ukryć narzeczoną. Wybiegł jak poparzony. Wiem, że dziś nie jest z tą dziewczyną - zaznacza.

Dolać oliwy do ognia

Czyszczenie sedesu szczoteczką do zębów oraz wyrzucanie ubrań to klasyka gatunku. Bardziej wprawionym zawodnikom pozostaje pirotechnika. Bo wiadomo - gdzie miłość, tam muszą być fajerwerki.

- Paweł był lekarzem, onkologiem. To ważne w tej historii - podkreśla z uśmiechem Ada. - Miał fioła na punkcie zbierania książek. W zasadzie jego mieszkanie wyglądało jak antykwariat. Przywiązywał do nich ogromną wagę. Po kilku miesiącach spotykania się, nasze drogi się rozeszły. Powiedzieliśmy sobie wprost, że raczej nic z tego nie będzie, ale rozstaliśmy się w przyjacielskich stosunkach. Już po rozstaniu złożyłam mu życzenia urodzinowe i naprawdę byłam dumna z tego, że zachowaliśmy się jak cywilizowani ludzie. Kilkanaście miesięcy później dowiedziałam się, że mama mojej przyjaciółki zachorowała na nowotwór. Napisałam więc do niego wiadomość, z prośbą o namiar na lekarza, do którego warto ustawić się w kolejce. Na nic więcej nie liczyłam. W odpowiedzi otrzymałam wiadomość, z której wynikało, że jestem niedojrzałą, interesowną suką i powinno być mi wstyd o coś takiego prosić. Czymże jest bowiem nowotwór wobec urażonej męskiej dumy. Po chwili przypomniało mi się, że pożyczył mi swoje dwie ulubione książki. Ubrałam płaszcz i wyszłam z domu, wrzuciłam je do betonowego kosza na śmieci, oblałam podpałką do grilla i podpaliłam. Czułam się jak rozwścieczona patuska. Całość nagrałam. Film oczywiście mu wysłałam. Z wiadomością: Twoje książki do odbioru na ulicy Wolności. Wiem, że przyjechał odebrać prochy - dodaje.

Czy zrobiłby to jeszcze raz? Raczej nie. Z perspektywy czasu wiedzą, ile energii, emocji i nieprzespanych nocy pochłonęła chęć odwetu. Zemsta jako jedna z niewielu słodkich rzeczy nie tuczy. Ale też nie zaspokaja apetytu. A ciężko najeść się czymś, co nie daje uczucia sytości.

Zobacz także:

Autor:Adam Barabasz

Źródło zdjęcia głównego: martin-dm / Getty Images

Pozostałe wiadomości