Usłyszała na ulicy od mężczyzny: "ale masz biust". Zadała mu wtedy genialne pytanie, które zmieniło wszystko

Styl życia

Autor:
Justyna
Piąsta
ljubaphoto/Getty ImagesZaczepki na ulicy

Wiele kobiet często spotyka się z zaczepkami na ulicy i niewybrednymi komentarzami, które słyszą od obcych mężczyzn. Z pozoru mogłoby się wydawać, że panowie chcą w ten sposób skomplementować ich strój lub wygląd. Jednak dla pań zwykle jest to dowód braku szacunku, obelga i nieprzyjemne doświadczenie, o którym chciałyby jak najszybciej zapomnieć.

Niestosowne "komplementy"

Gwizdy, cmokanie, okrzyki typu "Ale laska!" czy "Ej, niunia!" to niestety, ale dla wielu kobiet norma. Ich wygląd, ubranie, a nawet makijaż czy kolor włosów mogą przykuwać uwagę mężczyzn, którzy bezpardonowo ośmielają się krzyknąć za nimi na ulicy lub wprost zaczepić. A jak one na to reagują? Nasze bohaterki mówią wprost, że tego typu komentarze nigdy nie są dla nich komplementami. Wręcz przeciwnie, wpędzają je w poczucie winy, powodują dyskomfort.

Karolina szła do domu, kiedy zaczepił ją mężczyzna. Było gorąco, miała na sobie top na ramiączkach i nie założyła biustonosza. Nie umknęło to uwadze przypadkowego przechodnia.

- Usłyszałam: "Ale masz biust!". Na początku mnie zamurowało, a po chwili obróciłam się i zapytałam tego faceta, co powiedział i czy przypadkiem się nie przesłyszałam. On był absolutnie zaskoczony, że zareagowałam i chciałam się z nim skonfrontować. Pewnie myślał, że pójdę dalej i sprawa się zakończy - opowiada nasza bohaterka.

Mężczyzna zaczął się wypierać i stwierdził, że nic do niej nie powiedział. - Udawał, że to nie on. Dopiero po jakimś czasie wycedził, że to miał być komplement. Zapytałam, czy chciałby, żeby do jego córki ktoś się tak odezwał, zaczepił na ulicy? Nie usłyszałam odpowiedzi. Świadkiem całego zdarzenia był kurier, który zapytał, czy może mi jakoś pomóc. Na szczęście czasami inni ludzie reagują i starają się pomóc kobiecie - podkreśla Karolina.

To nie była jedyna nieprzyjemna sytuacja, która ją spotkała. - Pamiętam, że kierowca autobusu zaczepił mnie, kiedy miałam pomalowane usta na czerwono. Powiedział: "Masz usta jak malinki. Całowałbym". Miałam ochotę od razu zetrzeć z siebie tę szminkę. To było okropne, ale takie rzeczy przytrafiają mi się notorycznie. Słyszę cmokanie, gwizdanie, teksty w stylu: "Jakie masz piersi". Przez to kobiety czują, że to one robią coś złego, że nieodpowiednio się ubierają. Są skrępowane, chcą się zakryć, żeby "nie prowokować". Ani razu, kiedy w taki sposób zostałam zaczepiona przez mężczyznę na ulicy, nie pomyślałam, że to jest komplement, coś miłego, że ktoś zachwyca się moją urodą - stwierdza Karolina.

Podobne doświadczenia ma nasza kolejna bohaterka, Katarzyna Matysiak. Kiedy była w barze i czekała na koleżankę, podszedł do niej nieznajomy mężczyzna.

- Powiedział do mnie "Kici, kici". Byłam w szoku, po prostu nie mogłam wydusić z siebie słowa. Spojrzałam na niego, a on się uśmiechnął. Odeszłam i przesiadłam się. Po chwili znowu do mnie podszedł i zapytał, czy się obraziłam, bo on nie miał nic złego na myśli - opowiada nam Matysiak.

Kasia wielokrotnie spotykała się z niestosownym zachowaniem zarówno ze strony obcych panów, jak i tych znanych jej z pracy. - Kiedy idę ulicą np. w sukience, często słyszę zaczepki: "Ej, niunia", "Ale laska!", "Piękne masz nóżki", "Pokaż coś więcej". Najgorzej jest wtedy, kiedy jest kilku facetów i wszyscy śmieją się i coś wykrzykują. Niedaleko mojego bloku była budowa i po kilku razach, kiedy robotnicy się za mną obracali, zaczęłam chodzić inną drogą, żeby omijać to miejsce. Przez długi czas nie miałam też spokoju w pracy. Jestem blondynką, więc padają słowa typu: "blondyneczko", "co to za blondi". Nawet mój były szef kiedyś mi powiedział, że taka ładna blondynka to jeszcze po biurze nie chodziła. Wszystkie te sytuacje były dla mnie okropne i bardzo przykre - podkreśla nasza bohaterka.

Kiedy wypada mówić komplementy, a kiedy nie?

Dr Irena Kamińska-Radomska, znawczyni dobrych manier i specjalistka w zakresie etykiety oraz savoir-vivre'u, tłumaczy, że zaczepki na ulicy nigdy nie są oznaką dobrego wychowania i szacunku do kobiety.

- Obcy mężczyzna w ogóle nie może zaczepiać nieznanej mu kobiety na ulicy, nie powinien mówić jej komplementów. To przekroczenie wszelkich granic dobrego wychowania, jest niedopuszczalne i zakrawa o molestowanie, atak. Etykieta dotycząca sytuacji towarzyskich mówi o tym, że mężczyzna powinien być przedstawiony kobiecie przez osobę trzecią, której ona ufa i dopiero wtedy może z nią rozmawiać. W miejscu publicznym zaczepianie nieznanej kobiety jest niedozwolone - podkreśla dr Kamińska-Radomska.

Zatem w jakich sytuacjach można powiedzieć komplement, a w jakich nie?

- Trzeba rozgraniczyć dwa zbiory zasad, czyli etykietę, która dotyczy sytuacji służbowych, oraz etykietę, która dotyczy sytuacji całkowicie prywatnych. Komplementy w sytuacjach służbowych w ogóle nie powinny się pojawiać. To jest faux pas, kiedy przełożony mówi podwładnej, że ma śliczną bluzkę lub piękną figurę. Tak samo w drugą stronę, podwładna nie może powiedzieć przełożonemu, że ma on na przykład świetnie dopasowaną koszulę, która podkreśla jego muskularne ciało. W kontaktach służbowych można pozwolić sobie jedynie na pochwałę, dotyczącą pewnych zachowań, działań, dokonań. Tego nie może wręcz zabraknąć - podkreśla ekspertka.

Z kolei w życiu prywatnym panują nieco inne zasady. - Bliska osoba może komplementować męża, dziecko, mamę. Może powiedzieć, że ślicznie, kwitnąco wygląda. Jeśli zaś mamy do czynienia z osobą, która jest nieco dalsza, to już trzeba być ostrożnym, by mężczyzna nie przekroczył pewnych granic i kobieta nie poczuła się niezręcznie. I w druga stronę - jeżeli kobieta zaczyna za bardzo komplementować mężczyznę, może to zakrawać o zalecanie się, może być źle odebrane, wręcz odpychające dla mężczyzny - zauważa dr Irena Kamińska-Radomska.

Zobacz także:

Zobacz wideo: Komplementy z drugim dnem

Komplementy z drugim dnem

Autor:Justyna Piąsta

Źródło zdjęcia głównego: ljubaphoto/Getty Images