Styl życia

Jak uniknąć paragonów grozy nad morzem? "Oszczędzam nawet 100 zł dziennie"

Styl życia

Autor:
Justyna
Piąsta
gofr z bitą śmietaną i owocami

Jak co roku w czasie w wakacji w sieci krążą tzw. paragony grozy znad morza. Są dowodem tego, że gofr z bitą śmietaną i dodatkami potrafi kosztować około 20-25 zł, a za kawałek ryby z frytkami można zapłacić nawet 80 zł i więcej. Co zatem zrobić, by na urlopie niczego sobie nie odmawiać, ale przy okazji nie zbankrutować? Koszty można łatwo obniżyć rezygnując z jednej, konkretnej rzeczy. Sprawdź, jakiej.

Jak płacić mniej za jedzenie na wakacjach?

W sezonie letnim ceny w nadbałtyckich kurortach idą w górę. Szczególnie teraz, w czasie szalejącej inflacji, wysokie koszty żywności dają się we znaki, a portfel coraz szybciej pustoszeje. Za sam nocleg nad morzem trzeba słono zapłacić, a co dopiero wtedy, kiedy kilkuosobowa rodzina chce zejść obiad w barze z rybami, a potem skusi się na deser w postaci lodów i gofrów. Nagle okazuje się, że jedna wizyta w lokalu gastronomicznym może kosztować kilkaset złotych. A to przecież dopiero początek wakacji.

- Najdrożej jest w przy samej plaży - mówi Ilona, która często odwiedza Grzybowo w województwie zachodniopomorskim. - Tam jest największy ruch i są najwyższe ceny, bo turyści wolą wyjść z plaży i od razu kupić lody czy zapiekanki zamiast iść gdzieś dalej. Nie ma się co dziwić, że w takich punktach mała porcja frytek kosztuje 15 zł, a duża 20 zł. Ja wolę odejść kawałek od głównego deptaka i tam ceny są o wiele niższe. Frytki można kupić za 7-10 zł, zapiekanki za 12-14 zł. To niby kilka złotych, ale jeśli przez kilka dni tak przepłacamy, to robi się już większa suma - stwierdza turystka.

Jak spędzić wakacje?

Uwaga TVN. Wojciech Ż. organizował wakacje na Zanzibarze
Uwaga TVN. Wojciech Ż. organizował wakacje na Zanzibarze
wideo 2/5

Kuba wraz z żoną i dwóją dzieci co roku jeżdżą nad polskie morze i odwiedzają różne miejscowości na wybrzeżu. Mężczyzna zawsze szuka okazji, gdzie może tanio zjeść.

- Dla mnie najważniejsza jest dobra organizacja. Kiedy wybieram daną miejscowość, sprawdzam, jaka jest tam oferta gastronomiczna. Cenniki można znaleźć w wyszukiwarce internetowej, bary i restauracje mają swoje strony na Facebooku i tam publikują menu. Są też różne grupy dla turystów, w których ludzie polecają sobie, gdzie warto pójść, żeby smacznie zjeść w przystępnej cenie - opowiada Jakub. - Wybieram takie knajpki, gdzie kawałek ryby nie jest na wagę, tylko od razu podana jest gramatura i cena dania. Naciąłem się kiedyś na to. Poszliśmy z rodziną do smażalni, poprosiliśmy o dorsza z frytkami. Dla mnie i dla żony większe porcje, a dla dzieci mniejsze. Okazało się, że ryba była na wagę, ale ważono ją dopiero po usmażeniu w grubej panierce, która podnosiła cenę. Do tego frytki i surówki. Za cztery dania zapłaciłem ponad 300 zł. Mina mi zrzedła, kiedy zobaczyłem paragon - wspomina mężczyzna.

Oszczędzanie na wakacjach

Kuba ma też inny, sprawdzony patent na redukcję wydatków. - Nad morzem jest mnóstwo smażalni, ale są też bary, w których serwują domowe jedzenie i mają ofertę lunchową lub tzw. "danie dnia". To jest najlepszy sposób na oszczędzanie. Za zupę i drugie danie można zapłacić około 23-25 zł i spokojnie się tym najeść. Dzięki takiemu rozwiązaniu przy czteroosobowej rodzinie oszczędzam nawet 100 zł dziennie na samych obiadach - wskazuje turysta.

Szczególnie latem dużą popularnością cieszą się lody i gofry. Wizyta w kawiarni nie jest jednak tania, bo cappuccino czy latte kosztują około 12-16 zł, a gofr z bitą śmietaną, polewą i owocami nawet 25 zł. Jak zaoszczędzić na deserach?

- W Unieściu te ceny są bardzo zróżnicowane. W jednej budce za kulkę lodów trzeba zapłacić 4 zł, w innej 7, a nawet 8 zł. Dlatego zawsze sprawdzam kilka punktów i wybieram to, gdzie jest najkorzystniej - mówi Klaudia. - Nie kupuję w pierwszym lepszym miejscu blisko plaży, bo wiem, że przepłacę, a odejdę kawałek i wydam kilka złotych mniej. Najdroższe są gofry, te ceny są po prostu z kosmosu, np. 20-25 zł za mały placek z bitą śmietaną w spray'u, z owocami z puszki i frużeliną. Na szczęście nie wszędzie tak jest. Im dalej od tych centralnych punktów turystycznych, tym będzie taniej. Można znaleźć miejsca, gdzie gofra ze wszystkimi dodatkami kupimy i za 10 zł, i za 15 zł. Trzeba tylko trochę poszukać. Jeśli jemy w tych najbardziej obleganych miejscach, to nie ma się co dziwić, że wydajemy krocie - przyznaje turystka.

Klaudia redukuje koszty, rezygnując z jednej rzeczy. - W barach nad morzem ceny napojów są bardzo wysokie. Za sok czy colę o pojemności 300 ml trzeba zapłacić około 7-8 zł, w podobnej cenie jest mała butelka wody. To bardzo drogo, dlatego nie zamawiam napoju do obiadu, tylko po posiłku idę do sklepu i tam wydaję dwa lub trzy razy mniej. Dzięki temu sporo oszczędzam - podkreśla.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Justyna Piąsta

Źródło zdjęcia głównego: mikroman6/Getty Images

Pozostałe wiadomości