Newsy

Z rządowej aplikacji dowiedział się, że zatrzymano mu prawo jazdy. "Nie mogę sprawdzić, kiedy to się stało"

Newsy

Źródło:
Uwaga! TVN
Uwaga! TVN. Z rządowej aplikacji dowiedział się, że zatrzymano mu prawo jazdy
Uwaga! TVN. Z rządowej aplikacji dowiedział się, że zatrzymano mu prawo jazdy
wideo 2/28
Uwaga! TVN. Z rządowej aplikacji dowiedział się, że zatrzymano mu prawo jazdy

Pan Janusz po zalogowaniu się do aplikacji mObywatel odkrył, że w 2016 roku zabrano mu prawo jazdy. Mężczyzna twierdzi jednak, że do zatrzymania nigdy nie doszło a przedstawiciele kolejnych instytucji, do których zwraca się po pomoc, rozkładają ręce. Sprawie przyjrzeli się reporterzy programu Uwaga! TVN.

Uwaga! TVN. Aplikacja mObywatel

Janusz Marcinik w lipcu ubiegłego roku zainstalował aplikację mObywatel. To aplikacja, dzięki której mamy dostęp do naszych dokumentów w formie elektronicznej. Kiedy mężczyzna wprowadził swoje dane, przeczytał, że jego prawo jazdy zostało zatrzymane w 2016 roku.

- W aplikacji widnieje informacja o zatrzymaniu prawa jazdy, ale nie mogę sprawdzić, kiedy dokładnie to się stało, ani gdzie i kto tego dokonał – opowiada pan Janusz.

Żeby wyjaśnić sprawę, mężczyzna w pierwszej kolejności poszedł na najbliższy komisariat policji.

- Dyżurny sprawdził mnie w trzech różnych systemach. W dwóch z nich była informacja, że "jestem czysty". W trzecim widniała informacja, że mam zabrane prawo jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym – przywołuje Marcinik.

Pan Janusz zapewnia, że nigdy nie brał udziału w takim, czy podobnym zdarzeniu.

- Widziałem, że ten policjant, który mnie sprawdzał, sam był mocno zdziwiony. Podkreślał, że coś jest nie tak, bo brakuje informacji, kto zabrał to prawo jazdy i gdzie się to stało – wskazuje mężczyzna.

Uwaga! TVN

Uwaga! TVN: Nie żyje rodzeństwo z Płocka. Jak doszło do tragedii?
Uwaga! TVN: Nie żyje rodzeństwo z Płocka. Jak doszło do tragedii?
wideo 2/27

CEPiK

Zdezorientowany kierowca zgłosił do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, że na jego koncie widnieją błędne dane. Domagał się poprawienia błędu. Jego zgłoszenie powinno być rozpatrzone w ciągu 30 dni.

- Mija już 10 miesięcy, odkąd zgłosiłem sprawę. Wożę te wszystkie zgłoszenia ze sobą w samochodzie, żeby w razie kontroli policji je okazać, ale nie wiem, czy mi to w czymś pomoże – zastanawia się mężczyzna. I dodaje: - Gdyby przydarzyła się kolizja z moim udziałem, w sytuacji gdy teoretycznie nie mam prawa jazdy, mógłbym mieć z tego powodu poważne problemy. Zapewne żaden ubezpieczyciel nie zapłaciłby za szkody.

Obawy pana Janusza są słuszne. Były inspektor policji - Marek Konkolewski - podkreśla, że konsekwencje sytuacji, w której znalazł się pan Janusz, mogą być bardzo poważne.

- Gdyby policjant kierował się tylko informacjami z CEPiK-u, byłyby podstawy żeby ten samochód odholować na parking policyjny. Koszty parkowania ponosiłby właściciel auta, jeśli nie byłoby obok innej trzeźwej osoby z prawem jazdy. Policjanci mogliby także ukarać kierowcę mandatem, albo skierować sprawę do sądu za jazdę bez uprawnień – mówi Marek Konkolewski, ekspert ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Sąd, za jazdę bez uprawnień, mógłby nałożyć grzywnę w wysokości od 1500 do nawet 30 tys. zł.

"Panowie rozłożyli bezradnie ręce"

Widmo konsekwencji spowodowało, że pan Janusz od razu próbował się dowiedzieć, kto i kiedy popełnił ten błąd. Kolejno pisał i odwiedzał instytucje, by wyjaśnić pomyłkę. Jedną z pierwszych był Wojewódzki Inspektorat Ruchu Drogowego.

- Panowie rozłożyli ręce. Powiedzieli, że muszę się zgłosić do kogoś, kto mi to prawo jazdy zabrał – przywołuje mężczyzna.

- Wydział komunikacji nie ma żadnej informacji o jakimkolwiek zatrzymaniu pana prawa jazdy. U nas jest pan czysty – mówi urzędniczka z wydziału komunikacji.

Okazuje się, że nie było zatrzymania przez policję, a starosta nigdy nie wydał decyzji administracyjnej o cofnięciu panu Januszowi uprawnień do kierowania pojazdami. Błąd w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców jest oczywisty, jednak usunięcie błędnych danych z systemu trwa już 10 miesięcy.

- Nie wyobrażam sobie nie jeździć samochodem, bo nie popełniłem żadnego przestępstwa. Czuję się całkowicie bezsilny, a kontakt z wami jest ostatnią myślą, która jeszcze przyszła mi do głowy. Trzeba poruszyć niebo i ziemię, żeby ktoś w końcu zainteresował się tą sprawą – uważa Marcinik.

Aby pomóc panu Januszowi, skontaktowaliśmy się z rzecznikiem Centralnego Ośrodka Informatyki, który nadzoruje system CEPiK, chcieliśmy umówić się na osobistą rozmowę w sprawie przedłużającej się decyzji. Niedługo potem pan Janusz miał dla nas nową informację.

- Po zalogowaniu do aplikacji widzę, że mam znów prawo jazdy. Niesamowite jest to, że potrzeba telewizji, żeby załatwić sprawę od ręki. Gdybym tak dzwonił co miesiąc, pewnie by się to ciągnęło dłużej – mówi pan Janusz.

- Kontakt waszej redakcji nie miał żadnego wpływu na rozwiązanie tej sprawy. Sprawa powinna być rozwiązana szybciej. Baza CEPiK to jedna z ważniejszych baz w kraju i wszelkie zmiany w niej muszą odbyć się zgodnie z procedurami – przekonuje Igor Ryciak, rzecznik prasowy Centralnego Ośrodka Informatyki. I dodaje: - Przepraszam pana Janusza, że tak długo to trwało.

Cały materiał na stronie programu Uwaga TVN.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji na Ukrainie.  Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Źródło: Uwaga! TVN

Źródło zdjęcia głównego: Uwaga! TVN

Pozostałe wiadomości