Mróz, szczury i ognisko w jamie. Pan Mieczysław wybrał życie pod ziemią

Mróz, szczury i ognisko w jamie. Pan Mieczysław wybrał życie pod ziemią
Mróz, szczury i ognisko w jamie. Pan Mieczysław wybrał życie pod ziemią
Źródło: Uwaga! TVN
Pan Mieczysław od 15 lat mieszka w jamie. Ziemiankę wykopał nad Wisłą w sercu Warszawy. Przy -15 w dziurze dogrzewa się ogniskiem, mówi, że w dole jest cieplej, ale jest też niebezpiecznie. Mężczyzna dostał propozycję pomocy, czy zgodził się ją przyjąć? Reportaż programu Uwaga! TVN. 

- Moja historia jest tragiczna – przyznaje pan Mieczysław i pokazuje wykopaną przez siebie ziemiankę, która służy mu za dom. I tłumacz: – W dołku jest cieplej.

Historia pana Mieczysława w ostatnich dniach obiegła internet. Jak to możliwe, że w sercu stolicy starszy człowiek mieszka w wykopanej przez siebie jamie? W nocy, przy dużych mrozach, mężczyzna szuka schronienia na klatkach schodowych, ale o 5 rano znów wraca do ziemianki.

Uwaga! TVN. Kim jest pan Mieczysław?

Pan Mieczysław pochodzi z województwa łódzkiego, nie może pracować.

- Do 11. roku życia miałem normalne życie. Potem rodzice zginęli w wypadku i zaczęło się piekło – mówi mężczyzna.

- Moje życie też inaczej by się ułożyło, ale mam silną wadę wzroku. Pracowałem tylko dorywczo, bo nikt mnie nie chciał do pracy na stałe – dodaje.

Aby mieć pieniądze na jedzenie, pan Mieczysław zbiera złom.

- Zima jest groźna, ale jak siedzę przy ognisku, to jest cieplej. Idzie wytrzymać. Na ziemi mam dodatkowo rozłożoną kurtkę – pokazuje mężczyzna.

Jak pomóc panu Mieczysławowi?

O tym, że pan Mieczysław żyje w ziemiance wie stołeczna straż miejska.

- To miejsce będzie też nadzorowane przez patrole – mówi st. insp. Sławomir Sojka ze Straży Miejskiej w Warszawie. I podkreśla: - Najważniejsze jest to, aby przekonać tę osobę do tego, aby opuściła to miejsce i skorzystała z noclegowni, z ogrzewalni czy innej pomocy.

- Próbowaliśmy to zrobić, nakłanialiśmy go, ale opór materii jest bardzo duży – tłumaczy st. insp. Sławomir Sojka.

Pan Mieczysław ma problem nie tylko z mrozem.

- Przychodzą do mnie szczury i dziki. Jest tragedia. Szczury są najgorsze, w nocy to by człowieka zjadły – ocenia.

Zapytaliśmy pana Mieczysława o możliwość przyjęcia pomocy.

- Gdybym trafił do DPS-u, to by było dobrze. Tam, gdzie starcy mieszkają. Ja do noclegowni się już nie nadaję – podkreśla.

Schronienie mężczyzna mógłby znaleźć w Domu Matki Bożej Serdecznej, kierowanym przez wspólnotę "Chleb życia" siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Zbudowany jest dla 70 osób, ale pomieści więcej, szczególnie zimą nikomu się tu nie odmawia.

- W tej chwili wszystkie pokoje są zajęte, osób jest ponad stan. Natomiast na bieżąco przyjmujemy wszystkich, jeżeli trzeba, to dostawiamy łóżka – deklaruje Aleksandra Bagrowska, kierownik Domu Matki Bożej Serdecznej.

- Według ustawy można przebywać u nas trzy miesiące, a według nas tyle, ile trzeba – dodaje pani Aleksandra.

Schronienie w placówce znalazła m.in. pani Elżbieta, samotna, chora kobieta. Miejsce daje jej poczucie bezpieczeństwa.

- Jestem osobą samotną, po rozwodzie. Byłam osobą aktywną. Dopóki miałam zdrowie, to pracowałam. Dawałam sobie radę, wynajmowałam mieszkanie. W tej chwili podupadłam na zdrowiu i jest tak, jak jest. Nie wiem, gdzie bym była, gdyby nie to miejsce - przyznaje.

Z powodu siarczystych mrozów zainteresowanie pobytem w Domu Matki Bożej Serdecznej wzrosło.

- Przyjmujemy tyle osób, ile jesteśmy w stanie ustawić łóżek. Spodziewamy się, że dopóki mrozy nie ustąpią, osób będzie jeszcze więcej – mówi Aleksandra Bagrowska.

Właśnie do tego miejsca będziemy chcieli zabrać pana Mieczysława.

Po chwili rozmowy pan Mieczysław deklaruje, że będzie gotowy za dwie godziny.

Mężczyzna zaczął się pakować. Jednak ku naszemu zdziwieniu po kilkunastu minutach… rozmyślił się i postanowił pozostać w jamie.

- Jednak rezygnuję, może mnie spotkać gorsza sytuacja niż mam. Chodzi o tych ludzi – tłumaczy starszy mężczyzna.

- Jest coś takiego, że człowiek w pewnym wieku nie jest już w stanie uwierzyć, że może żyć inaczej. Wielu ludzi przyzwyczaiło się do pewnego trybu życia, do którego los ich zmusił. Bezdomnym nie jest się z wyboru, nigdy – zapewnia siostra Małgorzata Chmielewska.

- Być może z tym człowiekiem trzeba dłużej popracować. To długotrwały proces, wymaga przede wszystkim zaufania – podkreśla siostra Chmielewska.

Pomoc osobom w kryzysie bezdomności

Wiele organizacji wychodzi naprzeciw osobom w kryzysie bezdomności, oferuje ciepły posiłek, odzież, ale też darmową opiekę medyczną. Pod Pałacem Kultury i Nauki ekipa ratowników medycznych melduje się raz w tygodniu.

- Ludzie najczęściej przychodzą z odmrożeniami. Niestety, to są zmiany nieodwracalne. Konsekwencje to bardzo daleko idące sytuacje, tak naprawdę ingerujące w całe życie - mówi ratownik medyczny Bartłomiej Matyszewski z Fundacji Fortior.

- Mróz to powolny i cichy, ale bardzo konsekwentny, zabójca – dodaje pan Bartłomiej.

Po rozmowie z przedstawicielami jednej z fundacji, udało się namówić pana Mieczysława na skorzystanie z mieszkania treningowego, gdzie miał przebywać sam. Mężczyzna skorzystał z propozycji, spędził noc, ale następnego dnia już w mieszkaniu go nie było. Wrócił do swojej jamy.

Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.

Zobacz także:

podziel się:

Pozostałe wiadomości