Prywatny zakład opiekuńczo-leczniczy
- Babcia była dla mnie najważniejszą osobą w życiu, moją najlepszą przyjaciółką. W zasadzie wychowywała mnie, przez długi okres zastępowała mi mamę – mówi pani Urszula.
- Od czasu, kiedy lekarze wykryli u babci cukrzycę zaczęła podupadać na zdrowiu – opowiada kobieta.
Babcia pani Urszuli wymagała opieki całodobowej, dlatego wnuczka z narzeczonym umieścili seniorkę prywatnym zakładzie opiekuńczo-leczniczym zlokalizowanym na obrzeżach Warszawy.
- Pewnego razu pojechaliśmy tam i zastaliśmy babcię leżącą w łóżku w stanie agonalnym. Wyglądała bardzo źle. Była zlana potem i poskręcana – opowiada pani Urszula. I dodaje: - Pielęgniarka powiedziała, że ona tak wygląda, bo w pokoju jest duszno. Poprosiłam ją, by zmierzyła babci cukier. Glukometr pokazał 492 cukru, czyli hiperglikemię.
Karetka pogotowia przewiozła starszą kobietą do szpitala. Tam lekarze ustabilizowali jej stan, ale stwierdzili odleżyny na piętach. Zwrócili też uwagę na wyniszczenie organizmu.
- W szpitalu słyszymy: "Kto wam tak rozjechał babcię?". I cukrowo, i była niedożywiona klinicznie, niedowodniona. Wyglądała strasznie – wspomina narzeczony pani Urszuli.
Babcia pani Urszuli wróciła ze szpitala do ośrodka. Wnuczka z narzeczonym poprosili dyrektorkę placówki, aby personel przekazywał wszystkie istotne informacje na temat stanu zdrowia babci. Jednak mimo to po niedługim czasie okazało się, że seniorka ma nową odleżynę i w stanie tak zaawansowanym, że konieczna jest amputacja palca.
- Finalnie okazało się, że babcia nie może mieć amputowanego samego palca tylko musi mieć amputowaną całą nogę, bo nie ma krążenia – mówi pani Urszula.
Babci pani Urszuli udało się przeżyć poważną operację amputacji. Wróciła do ośrodka, ale na krótko. Znowu trafia do szpitala, tym razem z zapaleniem płuc. Niestety zmarła.
Historia ojca pani Agnieszki
O tym, że w tym ośrodku podopieczni nie są odpowiednio zaopiekowani, przekonana jest również pani Agnieszka, która umieściła tam swojego ojca.
- Bardzo zależało mi na tym, żeby tata miał całodobową opiekę. Był osobą sparaliżowaną, więc niesamodzielną – tłumaczy pani Agnieszka.
- Mówiono nam, że z racji, że się nie rusza, to traci na wadze. Ale on był po prostu niedopajany i niedożywiony. Był wiecznie głodny i za każdym razem prosił o jedzenie. Były nawet sytuacje, kiedy jadł ciastka w sreberku czy banany w skórce – wspomina nasza rozmówczyni.
- Na koniec przeżyłam szok. Ludzie z pokoju obok poinformowali mnie, że trzeba przyjechać, bo tata jest w stanie krytycznym. Nikt tam nie wezwał pogotowia. Naciskałam, by wezwać karetkę, ale myślę, że ona została wezwana za późno – ocenia pani Agnieszka.
Z jej relacji wynika, że w szpitalu u jej taty stwierdzono zapalenie płuc, niedożywienie i odwodnienie.
- Tata zmarł tego samego dnia – ubolewa kobieta.
Co mówi była pracownica ośrodka?
Ośrodek funkcjonuje jako zakład opiekuńczo-leczniczy, który ma podpisaną umowę z NFZ. Średnio przebywa tam około 130 podopiecznych. Ponad 2 lata pracowała tam pielęgniarka, która zgodziła się z nami porozmawiać pod warunkiem zachowania jej anonimowości.
- Pacjenci są niedopilnowani. Są sytuacje, gdzie pacjenci powinni być wysyłani do szpitala, a tego nie robili – opowiada nasza rozmówczyni.
- Nieraz pielęgniarka miała dyżur 48 godzin albo 50 i była przemęczona. Tam nie ma personelu. A wiadomo, że jak personel jest przemęczony, to nie jest wydajny – dodaje kobieta.
Sprawę bada Rzecznik Praw Pacjenta
Jeszcze przed śmiercią babci pani Urszula i jej narzeczony byli na spotkaniu z przedstawicielami ośrodka, aby przedstawić swoje uwagi na temat sprawowania opieki nad seniorką. Jednak zamiast odpowiedzi pojawiły się kolejne pytania.
- Ośrodek twierdzi, że ona się pojawiła z dnia na dzień – odleżyna 4. stopnia. Zaszokował mnie stosunek pani doktor do kontroli odleżyn. Zgodnie z kartami medycznymi doktor przez 41 dni nie oceniła stanu odleżyn na piętach – wskazuje pani Urszula.
- Powiedziała, że jeżeli to nie śmierdzi i nie przecieka, to według niej jest OK – przywołuje kobieta.
- Dokumentacja wskazuje na liczne nieprawidłowości w dokumentacji i liczne zaniedbania. W karcie pielęgniarek każdego dnia kopiowana jest ta sama treść, z tymi samymi błędami i literówkami, co świadczy o tym, że pielęgniarki robiły kopiuj-wklej – dodaje pani Urszula.
Umówiliśmy się z dyrektorką placówki na spotkanie, aby porozmawiać na temat sposobu sprawowania opieki nad babcią pani Urszuli. Wnuczka razem z narzeczonym chcieli być obecni przy tej rozmowie, ale sprzeciwia się temu dyrektorka.
- Obowiązuje nas tajemnica medyczna związana z danymi medycznymi – usłyszeliśmy.
Czy podczas opieki nad seniorką w prywatnym ośrodku doszło do nieprawidłowości? Sprawdza to biuro Rzecznika Praw Pacjenta powiadomione przez rodzinę zmarłej kobiety.
- Zwróciliśmy się do tego podmiotu leczniczego o udzielenie wyjaśnień, ale przede wszystkim o przekazanie dokumentacji medycznej. Gdy podmiot nie udzieli nam odpowiedzi, nie przyśle dokumentacji, będziemy wysyłać monity. A jeżeli sytuacja będzie tego wymagała, to będziemy mogli przeprowadzić zbadanie sprawy na miejscu – zapowiada Urszula Rygowska-Nastulak z biura Rzecznika Praw Pacjenta.
- Spełniamy wszystkie wymogi, które są stawiane jednostkom, które nas kontrolują, jednostkom, w których jesteśmy zarejestrowani – zapewnia dyrektor placówki.
- Byliśmy w prokuraturze i będziemy składali zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. To życia babci nie przywróci, ale w ośrodku nadal są osoby, które wymagają pomocy i zadbania o nich – kwituje pani Urszula.
Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.
Zobacz także:
- Wybuch gazu rozerwał blok w Braniewie. "Ten strach pozostanie na zawsze"
- Uszkodzony słup i ponad 20 tysięcy do zapłacenia. "Kierowca jest poszkodowany, a firma go pozywa"
- Zostali odcięci od centralnego ogrzewania. "To szantaż energetyczny"
Autor: wg/LB, Agnieszka Madejska
Źródło: Uwaga! TVN
Źródło zdjęcia głównego: Uwaga TVN