Dalsza część tekstu poniżej.
Fenomen powrotu do zdjęć z 2016 roku
Moda na publikowanie zdjęć sprzed dziesięciu lat pojawiła się nagle i rozlała po platformach społecznościowych w błyskawicznym tempie. Użytkownicy wrzucają fotografie z 2016 roku i opisują, co wówczas wydarzyło się w ich życiu. Trendowi ulegli również celebryci (sprawdź TUTAJ).
Wielu traktuje tzw. 2016 challenge jako niewinną zabawę. I rzeczywiście – na pierwszy rzut oka trudno dostrzec w popularnym wyzwaniu coś niepokojącego. Jednak eksperci od prawa i technologii już powoli podkreślają, że takie masowe publikowanie danych może mieć drugie dno.
Głos w tej sprawie zabrał dr Kamil Stępniak, który na Instagramie opublikował obszerny komentarz dotyczący potencjalnych zagrożeń.
- Zanim wrzuci się zdjęcie z 2016 r. w ramach popularnego trendu, warto zastanowić się: po co i komu ma to służyć - zaczął doktor prawa.
2016 challenge - trend, który karmi algorytmy
W swoim wpisie dr Kamil Stępniak zwrócił uwagę na aspekt, o którym większość internautów nie myśli – wpływ takich publikacji na rozwój sztucznej inteligencji. Jak zaznaczył:
"Tyle mówi się dziś o AI, danych i zagrożeniach z tym związanych. Tutaj - być może w ramach zupełnie niewinnego trendu – dostarczamy algorytmom dane porównawcze. Oczywiście zakładam, że nie jest to wielki spisek big techów. Warto jednak zauważyć pewne prawidłowości:
- dostarczamy zdjęcia z czasów, w których systemy AI nie były tak zaawansowane,
- zdjęcia z określonym odstępem czasu (zgodnie z trendem często wybieranych jest kilka fotografii),
- zdjęcia jednoznacznie opisane - kto jest na fotografii i jaki czas dzieli poszczególne ujęcia".
Jak mogą zostać wykorzystane dane z 2016 challenge?
To właśnie standaryzacja – powtarzalność, jasne podpisy, zestawienia "kiedyś i dziś" – sprawia, że trend staje się idealnym materiałem treningowym dla systemów rozpoznawania twarzy.
- Takie dane mogą być wykorzystywane do treningu AI - chociażby do rozpoznawania twarzy mimo upływu czasu. Ale też do wielu innych celów: modelowania procesu starzenia się, zwiększania skuteczności identyfikacji, deanonimizacji starszych zdjęć czy trenowania systemów predykcyjnych. Nie wspominając już o innym - przestępczym - wykorzystaniu. Przecież ostatnio dużo pisało się o tym, jak AI przerabia zdjęcia, tworząc fałszywe materiały o charakterze intymnym - przestrzega Konstytucjonalista.
Niedawno głośno było o przypadkach generowania deepfake'ów o charakterze seksualnym, tworzonych na podstawie zwykłych zdjęć z sieci. Trend z fotografiami sprzed dekady dostarcza dodatkowych danych, które mogą ułatwić takie manipulacje.
- Prosty mechanizm społeczny, połączony z nostalgią, zmienia się w rytuał. Pamiętajmy, że raz wstawione zdjęcie do Internetu nigdy z niego nie znika. Takie trendy doskonale standaryzują dane. Warto się zastanowić, zanim wrzucimy swoje zdjęcia sprzed dziesięciu lat. Nie są to scenariusze codzienne ani masowe, ale technicznie możliwe - i właśnie dlatego warte refleksji - zaznacza dr Kamil Stępniak.
Zobacz także:
- Niebezpieczeństwa w sieci. "Szukał w tzw. darknecie, czy ktoś byłby w stanie zabić jego ojca"
- Czy wiesz, kto pisze do twojego dziecka w sieci? "Sprawcy proszą o intymne zdjęcia"
- Mateusz Banasiuk ostrzega przed cyberoszustami. "Zaczęło się niewinnie"
Autor: Berenika Olesińska
Źródło zdjęcia głównego: Evheniia Vasylenko/Getty Images