Gorące tematy

Poród po polsku "Mam rozłożone nogi, nagle wchodzi ktoś obcy!"

Scenariusz tego porodu pisał chyba Monty Python... Pacjentka wspomina ten dzień jako jeden z najgorszych w swoim życiu. "Mam rozłożone nogi, odsłonięte krocze, rodzę, a do sali co jakiś czas wchodzi ktoś obcy i drukuje sobie dokumenty". To niestety nie jest tragikomedia. To sytuacja, która zdarzyła się w jednym z polskich szpitali. Dzień Dobry TVN postanowiło przyjrzeć się bliżej takim drastycznym sytuacjom. Poznajcie historię pani Doroty i pani Klaudii, które również przeżyły piekło na polskich porodówkach. Czy ta sytuacja kiedyś się zmieni?

  • Poród po polsku - tragiczne przeżycie pacjentki w Gdańsku.
  • Historia pani Doroty na porodówce: "Nie ja to spier****em, nie ja będę to naprawiał"
  • Jak powstała Fundacja "Rodzić po Ludzku"? Jak działa?
  • Wiele się zmieniło na polskich porodówkach, ale to dopiero początek. Z czym cały czas polskie szpitale sobie nie radzą.


Zobacz też: Niska jakość nasienia powodem poronień?


W lutym 2019 roku w Dzienniku Bałtyckim i Gazecie Wyborczej opublikowano historię-relację kobiety z Gdańska dotycząca jej porodu w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Podczas porodu do sali porodowej co chwilę wchodzili ludzie, którzy musieli… wydrukować dokumenty. Powód? Bardzo prosty - na porodówce była jedna drukarka, która stała na przeciw łóżka i krocza rodzącej. Z drukarki korzystali wszyscy pracownicy oddziału. 

Jak często podobne sytuacje mają miejsce na polskich porodówkach?


Historia pani Doroty: "Nie ja to spier****em, nie ja będę to naprawiał"

Takich sytuacji jest więcej. W materiale Dzień Dobry TVN przedstawiliśmy historię pani Doroty. Pani Dorota przyszła do szpitala skierowana przez lekarza prowadzącego, ponieważ miała cukrzycę ciążową. Jej dziecko na dobę przed porodem dostało wysokiej techykardii (częstoskurcz serca, polegający na przyspieszeniu rytmu jego pracy powyżej 100 uderzeń na minutę), już wtedy cięcie cesarskie powinno być wykonane. Pani Dorota wróciła z dzieckiem do domu po porodzie, a następnego dnia wróciła karetką do tego szpitala, ponieważ otworzył się jej szew. Lekarz, który ją przyjął, powiedział: "Nie ja spier****em, nie ja będę to naprawiał" i kazał pójść jej na izbę przyjęć.

Córka pani Doroty ma oznaki niedotlenienia mózgu... 

Zobacz film: Czy poród musi być traumą? Źródło: Dzień Dobry TVN

W studiu "Dzień Dobry TVN" gościliśmy Iwonę Adamską-Salę z Fundacji "Rodzić po Ludzku", która opowiedziała o działalności fundacji i o największych problemach na polskich porodówkach.


Jak powstała Fundacja "Rodzić po Ludzku"?

Fundacja "Rodzić po Ludzku" powstała w 1996 r., aby kontynuować działania zainicjowane przez grupę dziennikarzy i działaczy społecznych podczas pierwszej akcji "Rodzić po ludzku?" (1994 r.).

To właśnie wtedy ujawniono co dzieje się naprawdę na polskich porodówkach. Tysiące kobiet w listach i ankietach napisało o tym, że na porodówkach brakuje intymności na wieloosobowych salach porodowych, anonimowości, chwili wytchnienia i z pewnością wsparcia. Matki tuż po narodzinach nie mogły nawet obejrzeć ani przytulić dziecka. Noworodek trafiał do osobnej sali, a matka mogła go widzieć tylko, gdy dziecko, szczelnie owinięte w becik, przynoszono do karmienia. Z powodu zakazu odwiedzin kobieta była odcięta od świata i najbliższych. W czasie trwania pierwszej akcji, jej organizatorzy zaproponowali kierunek przyjaznych dla matek i dzieci zmian w położnictwie.


Wiele się zmieniło na polskich porodówkach, ale to dopiero początek

Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Na szczęście wiele zjawisk, które dla pokoleń rodzących były źródłem traumatycznych przeżyć porodowych, należy do przeszłości. 

Poród wciąż jednak dla tysięcy kobiet nie jest pozytywnym doświadczeniem. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze, nadal nie szanuje się przeżyć matek, ich bólu, ich prawa do decydowania o sobie i swoim dziecku. Wiele interwencji medycznych wykonuje się bez uprzedzenia i zgody kobiety, nie dba się o intymność i prywatność w czasie porodu i tuż po nim. 

Jeśli chcesz rodzić w dobrych warunkach, często w wielu szpitalach musisz dodatkowo zapłacić. Dlatego "Fundacja Rodzić po Ludzku" wciąż działa na rzecz godnego porodu.


Więcej:

Co sądzisz o tym artykule?
4
0
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
1
23.02.2019
mąż
wizyta u ginekologa minimum 200 zł- poród to biznes dla lekarzy, kobieta musi być u lekarza i oni to wykorzystują