Gorące tematy

Obostrzenia a mandaty w czasie epidemii. "Mamy strasznie niedookreślone prawo"

Po wprowadzeniu przez rząd ograniczeń w przemieszczaniu się, posypały się mandaty. W sieci pojawiły się filmiki nagrywane przez osoby, które zatrzymała policja. W jakich sytuacjach faktycznie naruszamy przepisy? Co należy robić, żeby unikać mandatów, których wysokość może sięgać nawet 30 tysięcy zł? O to pytaliśmy Piotra Dobrowolskiego, radcę prawnego  i Marka Konkolewskiego, eksperta bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Mamy konstytucyjne prawo do przemieszczania się i może być ono ograniczone w bardzo niewielu sytuacjach i wyłącznie ustawą  - podkreśla radca prawny Piotr Dobrowolski. Taką ustawą  jest ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych. Natomiast według niej, w określonym czasie można ograniczyć sposób poruszania się, a nie zabronić w ogóle przemieszczania się. 

Rozporządzenie, które zakazuje przemieszczania się na terenie całej Rzeczpospolitej Polskiej ustanawia bardzo nieprecyzyjny wyjątek mówiący o zaspokajaniu niezbędnych potrzeb życia codziennego

- zaznacza nasz rozmówca. 

Czy możemy dostać mandat za bieganie i jazdę na rowerze?

Pojawia się pytanie, czy to jest niezbędna potrzeba życiowa? Niektórzy mają takie zalecenie medyczne. Większość lekarzy poleca nawet kilkanaście minut spaceru dziennie. Kto ma ocenić, czy bieganie jest niezbędne, czy nie jest? Zakaz jest bardzo nieprecyzyjny. 

Ta niezbędność niestety jest bardzo ocenna i to widać na podstawie kontroli drogowych prowadzonych przez policję (...). Mamy strasznie niedookreślone prawo, nie jesteśmy w stanie w jasny i precyzyjny sposób ustalić, co tą niezbędną potrzebą życiową jest. Nie mamy żadnego orzecznictwa i praktyki, tak naprawdę sami się tego uczymy na bieżąco. Oczywiście, można pójść w skrajności i powiedzieć, że człowiekowi wystarczy do życia chleb i woda, bo człowiek wszystko jest w stanie przetrwać, ale to byłaby chyba lekka przesada

- przyznaje mecenas Piotr Dobrowolski w rozmowie z Dzień Dobry TVN.

Co się stanie, gdy nie przyjmiemy mandatu? 

Jesteśmy przyzwyczajeni do taryfikatora mandatów, gdzie każde naruszenie jest konkretnie opisane i obywatel ma tego świadomość. Obecnie mamy sytuację, że właściwie od policjanta zależy, czy on zakwalifikuje dane zdarzenie jako wykroczenie i zdecyduje o nałożeniu grzywny. 

Największym problemem jest brak precyzji, w jakiej sytuacji łamiemy przepisy - uważa Marek Konkolewski, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego. 

Te przepisy, które zostały ustanowione na potrzeby sytuacji, która nas wszystkich zaskoczyła doprowadziły do tego, że uczymy się wszyscy - policjanci, prawnicy, społeczeństwo - żyć w tym stanie

Nasz rozmówca dodaje przy tym, że policjant nie może nałożyć mandatu na siłę, bez naszej zgody.

Jeżeli przyjmuję mandat karny, jest to świadectwo przyznania się do winy i generalnie odwołanie od tego nie przysługuje. Więc jeżeli nie zgadzam się z interpretacją policjanta, twierdzę, że jestem niewinny i postępuję zgodnie z przepisami, które nie są do końca jasne, korzystam z prawa do odmowy przyjęcia mandatu. Wówczas policjant poinformuje, że skieruje wniosek do sądu i tam sprawa zostanie rozpoznana

Droga sądowa jednak zawsze kosztuje - przypomina Marek Konkolewski. 

To jest bardzo duże pole do popisu dla prawników, którzy mogą stanąć w naszej obronie. Tylko - rzecz najważniejsza - czy te koszty obrony prawnej będą współmierne do grożącej nam kary

- podsumowuje ekspert.  

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Zobacz też:

Co sądzisz o tym artykule?
75
8
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0