"Dopamine beauty" zyskuje na popularności. Gdzie kończy się self-care, a zaczyna emocjonalna pułapka?

GettyImages-1500186838
GettyImages-1500186838
Źródło: iStockphoto
Jeszcze nigdy dbanie o wygląd nie było tak mocno powiązane z emocjami, stresem i codziennym napięciem. To, co miało być formą relaksu i troski o siebie, coraz częściej staje się sposobem na chwilową ulgę, poprawę nastroju i odzyskanie kontroli. Czy współczesna obsesja na punkcie pielęgnacji i zabiegów estetycznych to niewinna moda, czy sygnał głębszego problemu? O zjawisku "dopamine beauty" opowiedział nam dr Mateusz Grzesiak, psycholog i wykładowca Akademii WSB.

"Dopamine beauty" - realne zjawisko czy medialny trend?

Jeszcze niedawno zabiegi medycyny estetycznej były tematem tabu, dziś stały się elementem codziennych rozmów, rolek w mediach społecznościowych i "self-care". Botoks, wypełniacze, liftingi oraz drogie kremy, sera i maseczki przestają być postrzegane jako coś wyjątkowego, a zaczynają funkcjonować jak kolejny sposób na poprawę nastroju i odzyskanie kontroli nad sobą. Gdzie jednak przebiega granica między świadomym dbaniem o wygląd a niezdrowym mechanizmem ucieczki od napięcia i stresu? I czy popularne dziś hasło "dopamine beauty" rzeczywiście opisuje realny problem, czy jest jedynie kolejnym modnym określeniem, które dobrze brzmi w internecie?

- To realne zjawisko, tylko nazwane nowym językiem. Psychologia od dekad opisuje mechanizm regulowania emocji poprzez zachowania nagradzające. Kosmetyki i zabiegi stały się jedną z najnowszych form tego samego mechanizmu, co zakupy, jedzenie czy scrollowanie. To nie jest kwestia urody, tylko neurobiologii stresu – powiedział psycholog Mateusz Grzesiak.

Warto zauważyć różnicę między zdrową pielęgnacją a kompulsywnym dbaniem o siebie. Zdrowa pielęgnacja wynika bowiem z troski o ciało. Kompulsywna z potrzeby regulacji napięcia.

- Kluczowa różnica nie leży w ilości kosmetyków, tylko w funkcji, jaką pełnią. Jeśli sięgasz po produkt, żeby poczuć ulgę, kontrolę albo chwilowe podniesienie nastroju, to nie jest już dbanie o skórę, tylko o układ nerwowy -dodał psycholog.

Ekspert zwrócił także uwagę na fakt, że zakupy, zabiegi i rytuały pielęgnacyjne aktywują układ nagrody, głównie poprzez dopaminę. Mózg dostaje sygnał: "coś zrobiłam, coś zmieniłam, coś poprawiłam". To chwilowo obniża kortyzol i napięcie. Problem w tym, że układ nagrody szybko się adaptuje. Żeby uzyskać ten sam efekt, potrzeba coraz więcej bodźców, droższych zabiegów lub częstszych zakupów.

Sygnały ostrzegawcze. Kiedy dbanie o siebie zaczyna przeradzać się w chorobę?

Dbanie o siebie z założenia ma służyć zdrowiu, równowadze i lepszemu samopoczuciu. Problem pojawia się wtedy, gdy pielęgnacja przestaje być świadomym wyborem, a zaczyna pełnić funkcję emocjonalnego "plastra" na stres, lęk czy poczucie pustki. Kiedy w naszych głowach powinna zapalić się czerwona lampka?

- Alarmujące są sytuacje, w których pielęgnacja staje się impulsywna, towarzyszy jej poczucie przymusu, wstyd po zakupach, ukrywanie wydatków, a brak możliwości wykonania zabiegu powoduje rozdrażnienie lub lęk. Również wtedy, gdy decyzje przestają być oparte na potrzebach skóry, a zaczynają być reakcją na stres, samotność lub napięcie – dodał psycholog.

Niestety to, co na początku daje poczucie kontroli i poprawę nastroju, z czasem może zacząć działać odwrotnie, wzmacniać napięcie i budować emocjonalną zależność. Warto więc przyjrzeć się, jakie długofalowe skutki niesie ze sobą takie regulowanie emocji i czy mechanizm ten nie przypomina innych, dobrze znanych uzależnień behawioralnych.

- Mechanizm jest ten sam co w zakupoholizmie czy kompulsywnym korzystaniu z social mediów. Nie uzależnia sam kosmetyk, tylko dopaminowa ulga, jaką daje zachowanie. Mózg uczy się: stres – zabieg – ulga. I zaczyna to powtarzać - wyjaśnił ekspert.

Social media a dążenie do perfekcji

Współczesne kanony urody coraz rzadziej kształtują się poza ekranem. To media społecznościowe stały się dziś głównym punktem odniesienia, miejscem porównań, aspiracji i nieustannego oceniania własnego wyglądu. W tym świecie perfekcyjnych kadrów i szybkich obietnic łatwo uwierzyć, że każdą emocję da się "naprawić" kolejnym zabiegiem lub produktem.

- Algorytmy wzmacniają porównywanie się, lęk przed niedoskonałością i obietnicę szybkiej poprawy nastroju przez konsumpcję. Na przykład kiedy starzenie przedstawiane jest jako porażka, a każda zmarszczka staje się źródłem lęku, wtedy to ten lęk napędza korzystanie z zabiegów. A lęk jest jednym z najsilniejszych wyzwalaczy zachowań kompulsywnych – dodał psycholog.

Warto wtedy skorzystać z terapii, bo terapeuta nie zaczyna od kosmetyków, tylko od emocji. Pracuje nad tym, jakie napięcia, lęki i deficyty są regulowane przez te zachowania. Skuteczne są metody pracy z układem nerwowym, takie jak terapia schematów, IFS, CBT czy EMDR, bo one uczą alternatywnych sposobów regulacji stresu.

- Podstawą są metody, które realnie obniżają pobudzenie układu nerwowego: ruch, sen, kontakt z innymi ludźmi, oddychanie, praca z ciałem, a także umiejętność nazywania emocji zamiast ich maskowania – podsumował dr Mateusz Grzesiak.

Zobacz także:

podziel się:

Pozostałe wiadomości