Związki i seks

Przy znajomych anioł, w domu emocjonalny tyran. "Krzyczał, groził, że mnie zostawi, ja trzęsłam się i płakałam"

Związki i seks

Autor:
Nastazja
Bloch
kobieta płacze na łóżku

Patrzysz na ich zdjęcia i widzisz szczęśliwą, kochającą się parę. Wydaje ci się, że mają wszystko, bo mają siebie, że razem mogą zawojować świat i zdobywać nieosiągalne. Tymczasem za kurtyną mediów społecznościowych dzieje się tragedia. Manipulacja, zastraszanie i ciągła krytyka. Czy tak powinien wyglądać zdrowy związek? O tym z Zuzanną Butryn, psycholog rozmawiała Nastazja Bloch, redaktorka dzieńdobry.tvn.pl.

Życie z emocjonalnym tyranem

Ta historia wstrząsa, a takich osób z pewnością jest znacznie więcej. Sonia podzieliła się trudnymi doświadczeniami, choć wciąż nie wie, co zrobi i jakie kroki podejmie. Zaczęło się standardowo. Miłość od pierwszego wejrzenia, słodkie momenty i piękna wizja przyszłości.

- Poznaliśmy się dwa lata temu. Dość szybko zaiskrzyło, podjęliśmy więc decyzję, że razem zamieszkamy. Wtedy pojawiły się pierwsze czerwone flagi. Udowadniania swojej racji, złość i szantaże. Kłótnia goniła kłótnię, przez wielu zjawisko to nazywane było "docieraniem się" toteż uznałam, że poczekam. Liczyłam, że gdy faktycznie bliżej się poznamy, zrozumiemy swoje wady, zalety i przyzwyczajenia, wszystko się ustabilizuje. Może to was wcale nie zdziwi, ale było tylko gorzej. Im bardziej go poznawałam, tym bardziej rozumiałam, że mam do czynienia z cholerykiem, emocjonalnym tyranem. Z osobą, która w złości zdolna jest powiedzieć i zrobić naprawdę wszystko. Pierwsza kłótnia – on krzyczał, groził, że mnie zostawi, ja trzęsłam się i płakałam - opowiada Sonia.

- Z jednej stronie nie wiedziałam, dlaczego daje się tak poniżać, z drugiej, nie potrafiłam inaczej. Jak się okazywało, jego groźby były tylko zastraszaniem. Powtarzało się to notorycznie, ciągle słyszałam, że robię coś źle lub nie robię wcale, że nie mam pasji, albo mam ich za dużo, że jestem za wesoła, albo za smutna. Gdy pękałam i grzecznie prosiłam, by zakończył te pouczające teksty, zaczynały się wrzaski, że to ja się wiecznie czegoś czepiam. Rzucanie rzeczami oraz wyzywanie stały się normą. Powodem do obrażania i krytykowania było dosłownie wszystko, moja mało ambitna praca, mój styl życia, czy brak czułości. Nauczyłam się robić uniki. Moim złotym środkiem było milczenie - dodaje Sonia.

Rozwody

Rozwody 50+
Rozwody 50+Dzień Dobry TVN
wideo 2/4

- Przez cały ten czas stopniowo się oddalałam. Nie fizycznie, a emocjonalnie. Czar prysł, a ja zaczęłam się go bać. Bałam się powiedzieć mu o swoich problemach czy przyznać się, że coś mi nie odpowiada, bo dałabym kolejny powód do wszczęcia awantury, która pogłębia moją nerwicę Bałam się, że pewnego dnia podniesie na mnie rękę. Gotowy był na wszystko. Co gorsza, w pewnym momencie zaczęłam wierzyć w jego słowa, w to, że jestem mało wartościowa, że głupia, że nie znam się na życiu i nikogo lepszego niż on już nie znajdę. Zamknęłam się w sobie i cicho liczyłam, że przyjdzie dzień, w którym coś się zmieni. Nie zmieniało się nic - wspomina Sonia.

- Domowe dramaty przeplatały się tylko z pięknymi i romantycznymi chwilami, które sprawiły mi autentyczną radość i usypiały na chwilę moją czujność. Na tym polegał tragizm tej toksycznej relacji. Problemy jednak zataczały koło i powracały jak bumerang. Przy każdej awanturze obiecywałam więc sobie, że to już ostatni raz, że nie dam sobą dłużej manipulować i nie dam się poniżać. W głowie wielokrotnie przewijała się myśl wyprowadzki i zakończenia tej chorej relacji. Jak się jednak okazuje, nie jest to tak proste - wyjaśnia Sonia.

- Każdy mówi... "Wystarczy odejść,  po co marnować sobie życie na kogoś, z kim nie ułożysz przyszłości". Łatwa jest tylko teoria, w praktyce wolimy tkwić w najbardziej toksycznym związku i liczyć na cud, niż podjąć drastyczne kroki. Wciąż kochamy i wybaczamy. Dziś wiem już, że związek ten się wypalił, że nie ma w nim przyszłości, bezpieczeństwa i obopólnej miłości. Nie wiem jednak, co musi się stać, i jakie granice muszą zostać przesunięte, aby odeszła. Psychicznie przygotowuje się na ten wielki dzień, żyjąc chwilowymi złudzeniami - wyznaje Sonia.

Związek z partnerem przemocowym - czy ma szansę przetrwać?

Strach przed partnerem, czy obawa o jego reakcje - takie sytuacje nie mają miejsca w zdrowej relacji. Skąd więc biorą się obawy, z czego mogą wynikać i do czego prowadzą? O tym postanowiłam porozmawiać ze specjalistką - psychologiem i psychoterapeutką Zuzanną Butryn.

Nastazja Bloch, redaktorka dzieńdobry.tvn.pl: - Skąd bierze się strach przed partnerem i z czego on wynika?

Zuzanna Butryn, psycholog, psychoterapeuta: - Strach przed partnerem nie jest naturalną reakcją i warto mu się bliżej przyjrzeć. Być może w takim związku czujemy się tłamszone, krytykowane lub umniejszane, a może partner jest nadmiernie zazdrosny...te przykłady można mnożyć, ale na pewno w satysfakcjonującej relacji jest przestrzeń na bycie sobą bez lęku, że zostaniemy wypunktowane czy porzucone. Taki strach wynikać może z naszej obawy przed porzuceniem, często tolerujemy nawet raniące nas zachowania byle tylko nie zostać porzucone. Taka postawa jest ryzykowana, albowiem grozi tym, że tkwimy w niesatysfakcjonującej nas relacji.

Boimy się reakcji partnera podczas codziennej rozmowy - to już jest przemoc?

- Niewykluczone, że partner jest przemocowy, skoro zwykła rozmowa wzbudza w nas lęk. Przyjrzyjmy się swoim obawom, z jakich zachowań (lub słów, gestów, postaw) partnera wynikają. Zwróćmy uwagę, jakie emocje towarzyszą nam podczas takich rozmów, może jest to coś więcej niż strach. Czasami także nadreaktywnie reagujemy na treści, które nie są tym, co chciałybyśmy usłyszeć, wtedy warto przyglądnąć się własnym reakcjom na słowa partnera i dopytać o ich intencje. Zdarza się bowiem, że problemem narracyjnym w związku jest to, że słyszymy się nawzajem, ale opacznie rozumiemy intencje słów drugiej osoby.

Jeśli jednak czujemy, że intencje partnera nie są dobre, że jego słowa dalekie są od konstruktywnej krytyki. Co robić, wyznaczać granicę?

- Jeśli czujemy strach w rozmowie z partnerem lub jego słowa nas ranią, to zawsze reagujmy. Postarajmy się spokojnie, z komunikatu "ja" przedstawić swoje zdanie, tzn. "Czuje lęk i smutek, kiedy mnie krytykujesz". Nie udawajmy, że nic się nie dzieje.

Cierpi, ale kocha, więc od niego nie odchodzi. Czy taka relacja ma szansę przetrwać?

- Uważam, że taka relacja gdzie boimy się mówić swoje zdanie i w której nie czujemy się swobodnie, wręcz nie ma szansy powodzenia. Nie da się non stop udawać czy dopasowywać do osoby, która reaguje agresywnie lub bierno-agresywnie na nasze działania. To rani i może wywoływać lęk oraz wycofywanie się z relacji. Może to także oznaczać utratę zaufania do partnera, który stałe podważa nasze działania. To separuje osoby, daje wrażenie, że nie gra się w jednej drużynie.

Zobacz także:

Autor:Nastazja Bloch

Źródło zdjęcia głównego: PhotoAlto/Frederic Cirou/GettyImages

Pozostałe wiadomości