Styl życia

Nie była gruba, a tak ją nazywali. Victoria wiele przeszła, by zaakceptować swój wygląd

Styl życia

Projekt bez tytułu (100)_Easy-Resize.com (1).jpg

Była szczupła odkąd pamięta. A jednak w gimnazjum koledzy w ramach "żartu", powiedzieli o niej "gruba". Wzięła sobie do serca ich słowa i schudła do 38 kg. Usłyszała potem, że jest szkieletorem. "Szkieletor" boli tak samo, jak "gruba świnia". - Żyjemy w czasach skrajności i każdy ciągnie nas w swoją stronę. Jak można kochać swoje ciało, gdy spotykamy się z tak różnymi komunikatami? – pyta 23-letnia Victoria. Trudno się z nią nie zgodzić.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk, serwis dziendobry.tvn.pl: "Tyle może ważyć dziecko w podstawówce, nie dorosła kobieta", "Promujesz zaburzenia odżywiania", "+50 kg wyglądałaś lepiej", "To nie jest normalne, lecz się". Co czujesz, słysząc takie słowa?

Victoria: Wiem, że jestem szczupła, ale nie jest to chudość chorobliwa. Kiedy słyszę, gdy ktoś mówi, że jestem za chuda i że waga 42 kg przy 160 cm wzrostu jest zła, to tłumaczę, że nie są moimi lekarzami. Bardzo mnie irytuje, gdy słyszę, że ludzie osobom szczupłym od razu przypisują jakieś choroby psychiczne. Od razu łączy się to z zaburzeniami odżywiania. Ja przez to przeszłam, więc wiem, co to oznacza, jak to się ma do jedzenia. Wiele osób jest po prostu szczupłych i nie jest to w żaden sposób związane z ich podejściem do jedzenia, ale Internet skraca dystans. Nie mają oporów, by napisać o kimś, że jest "gruby jak świnia", czy jest "szkieletorem". A te słowa bolą tak samo. Ludzie myślą, że mogą innym powiedzieć wszystko w sieci. Nigdy nie odważyliby się tego powiedzieć, gdyby stali z kimś twarzą w twarz.

Miałaś epizod związany z zaburzeniami odżywiania. Z czego wynikał?

Moje problemy wzięły się z tego, że ja jestem niezwykle wrażliwą osobą. W gimnazjum ważyłam prawie tyle samo, co teraz, wzrost też miałam ten sam, może parę kilogramów więcej i słyszałam od moich kolegów, że jestem grubasem. Wystarczył przytyk zwykły, żebym wzięła to sobie do serca. Moja waga spadła wówczas do 38 kg. Nie był to przyjemny okres w moim życiu. Na szczęście od razu dostałam pomoc psychologiczną, moi rodzice bardzo szybko zainterweniowali, zdusili to w zarodku. Ja też zaczęłam czytać wówczas na temat osób o wysokiej wrażliwości. Z zaburzeniami odżywiania to był tylko jeden trigger - zareagowałam na słowo grubas, choć byłam przecież szczupłą osobą. Kiedy miałam patologiczną kontrolę nad jedzeniem, to pozwalało mi odreagowywać inne problemy. To był oczywiście zły mechanizm i też był to krótki epizod, pomoc psychologa pozwoliła mi to szybko poukładać sobie w głowie. Mam nadzieję, że już na zawsze.

Rodzice nie bali się, że wejście w świat modelingu spotęguje problem samoakceptacji?

Dostałam propozycję profesjonalnej sesji zdjęciowej. Tata powiedział, żebym spróbowała. Ja byłam bardzo nieśmiałą osobą, więc takie działanie mogłoby też mi pomóc to zmienić. Miałam już wtedy silny charakter, byłam pełnoletnia, czułam się odporna i postanowiłam spróbować swoich możliwości. Nie brałam już wtedy do siebie tak bardzo słów innych, dotyczących mojej osoby.

Kiedy pojawiły się u Ciebie omdlenia, nie zostało to potraktowane jako powrót do problemów z odżywianiem?

Oczywiście, pomysłów było wiele. Jeden z lekarzy uznał nawet, że to na pewno przez to, że jestem weganką, więc od razu zalecił mi powrót do jedzenia mięsa, szczególnie wołowiny, ze względu na możliwy niedobór witaminy b12. Niedobór pogorszył stan układu nerwowego, mdlałam. Sama byłam przejęta tym, co się ze mną dzieje, więc przyznam, że posłuchałam go na jakiś czas.

Co było dalej?

W kolejnych miesiącach studiów pogarszał się mój nastrój. Uznano, że mam depresję i wysłano mnie na terapię. Jak zaczęły pojawiać się niedowłady jednej strony ciała, zaburzenia pamięci i koncentracji, zlecono dokładniejsze badania. Nikt nie wpadł na pomysł, że za to wszystko może odpowiadać guz, który rósł w mojej głowie. Cała diagnostyka od pierwszych objawów do informacji, że mam guza mózgu, to okres blisko 3 lat. Okazało się na szczęście, że guz nie jest złośliwy, to oponiak. Lekarze skierowali mnie na radioterapię, ponieważ była w moim przypadku najlepszym rozwiązaniem.

To był czas poświęcony na zdrowie, ale też czas, kiedy Twoja waga się zmieniła.

W 2020 r. ważyłam 52 kg. Musiałam uważać na siebie, dbać, by nie zachorować na koronawirusa, żeby móc skorzystać z zabiegu radiochirurgicznego. Nie wstawiałam w tamtym czasie za dużo zdjęć, myślami byłam gdzie indziej. Natomiast potem opisałam swoją historię i pokazałam na zdjęciach, jak się zmieniałam. Wielu uznało, że lepiej mi w wadze 50+. Nikt nie pytał, jak bardzo boli kręgosłup i stawy, jak się w krótkim czasie przytyje tyle kilogramów. Wdałam się wtedy w niepotrzebną dyskusję z jakąś internautką, która próbowała mnie przekonać, że ona nosi ten rozmiar co ja, czyli 32, a waży właśnie 52 kg i że jej waga jest dobra, a ja ze swoją powinnam iść do specjalisty. Ludzie uważają, że mają rację, że są ekspertami i mają prawo innym radzić. Czują się jak lekarze, diagnozują i wydają eksperckie opinie.

Nikt nie wie, co stoi za danym zdjęciem, a jednak ma dziwną potrzebę, by dać tzw. dobrą radę…

Tak, dokładnie. Mam kilku znajomych w modelingu. Niektórzy jedzą niebotyczne ilości jedzenia, a są szczuplejsi ode mnie. Też ciągle narażeni są na komentarze i docinki. Nikt nie bierze pod uwagę, że ich wyniki badań mogą być dobre, nie mają żadnych zaburzeń. Choroba i tak jest im wpychana na siłę. Tak samo dzieje się wśród osób, które mają więcej kilogramów. Też im zarzuca się, że się obżerają, a za ich wagą stoi przecież tysiące różnych powodów. Komentowanie tego jest po prostu złem.

Arch.prywatne Victorii

Czy dziś jesteś pogodzona z tym, ile ważysz? Zaakceptowałaś siebie?

Tak. Waga ok. 42 kg to moja idealna waga, dobrze się wówczas czuję, mam dobre wyniki badań. Jestem pod stałą kontrolą lekarzy i bacznie to sprawdzam. Jestem wegetarianką, więc też jem świadomie i zdrowo. Nie chcę, żeby ta rozmowa była tylko o mnie, bo tego, co ja, doświadczają tysiące innych osób. Też muszą walczyć z hejtem.

Co chciałabyś powiedzieć tym, którzy tak łatwo oceniają innych po wyglądzie? Którzy uważają, że szczupłą osobę można obrażać, bo to nie boli tak, jak osoby otyłe?

Musimy pamiętać, że nie wolno osądzać wyglądu innych, także wtedy, gdy są szczupli. Powiedzenie młodej kobiecie, że wygląda jak chłopiec z podstawówki to też obrażanie. Nasza strefa komfortu kończy się tam, gdzie zaczyna się czyjaś. Napisałam na Instagramie kilka zdań i powtórzę je: "Codziennie słucham, jak niekobieca jestem, jak źle się ubieram. Nie słyszę natomiast komentarzy o mojej wiedzy, czy inteligencji, o moim charakterze (chyba że od mamy), o mojej karierze, umiejętnościach, bo ludzi obchodzi tylko wygląd . Człowiek to nie lalka. Nie jestem Barbie, a mężczyzna to nie Ken. Wyjdźmy z tej chorej pułapki, w którą sami się złapaliśmy. Nie jesteśmy tylko warstwą wierzchnią, mamy wnętrza i to one o nas świadczą".

Zobacz także:

Wiktoria ma 20 lat. "To moja ostatnia nadzieja na bycie mamą. Pomóżcie"

Joanna Koroniewska o krzywdzących komentarzach: "Oskarżanie mnie o anoreksję jest już na porządku dziennym"

Ile trzeba ważyć, żeby wyglądać szczupło?

Obejrzyj również: Karolina Pisarek o problemach z niedoczynnością tarczycy: Jednego dnia jestem bardzo szczupła, a następnego 3 kilogramy więcej

Autor: Ewa Podleśna-Ślusarczyk

Pozostałe wiadomości