Styl życia

Ile kosztują mikołajki w szkole? "Przy obecnej inflacji za rok będzie tysiak"

Styl życia

Autor:
Adam
Barabasz
Image Source / Getty ImagesIle kosztują mikołajki w szkole?

Szkolne mikołajki to klasyka: losowanie, pilnie strzeżona tajemnica i ostatecznie ofiarowanie darów zakupionych za pieniądze rodziców. Choć radość dzieci w teorii jest bezcenna, to w praktyce przekłada się na konkretne wydatki, które trzeba uwzględnić w napiętym grudniowym budżecie. Ile trzeba przeznaczyć na szkolne mikołajki?

Ile kosztują święta?

Nie od dziś wiadomo, że święta to nie są tanie rzeczy. Każdy też ma świadomość, że Boże Narodzenie nie ogranicza się do wigilijnej kolacji i dwóch dni świętowania, ale ciągnie się przez cały miesiąc pod postacią śledzików, opłatków, choinek i mikołajek. Te ostatnie stanowią ważny element głównie w szkołach, gdzie napięcie narasta proporcjonalnie do upływu dni poprzedzających godzinę zero.

Wcześniej atmosfera gęstnieje. Na czarnym rynku, który niegdyś rozkwitał w szkolnych toaletach, a dziś - z duchem czasu - przeniósł się do sieci, trwa giełda nazwisk. "Kogo masz", "Wymienisz się" - padają pełne nadziei pytania, kiedy w tle rodzą się intrygi, których nie powstydziłby się autor "Niebezpiecznych związków". Bo jeśli już dochodzi do zamiany, to zawsze jest ona czyniona w słusznym celu: przyjaciółka chce wyróżnić przyjaciółkę, zakochany chłopak pragnie zwrócić uwagę swojej miłości, a klasowi antagoniści za skarby świata nie zamierzają kupić sobie wzajemnie prezentów.

Ostatecznie całe wydarzenie sprowadza się do wspólnego mianownika: portfela rodziców, który zgodnie z zasadami bożonarodzeniowej matematyki jest nieskończenie podzielny. Ze statystyk wynika, że na prezenty mikołajkowe dla dziecka Polacy wydają średnio 230-300 złotych. Podobne wartości cudownie zamieniają się w podarunki, które w Boże Narodzenie lądują pod choinką. Kwoty te jednak nie uwzględniają kosztów ponoszonych przez rodziców podczas szkolnych imprez świątecznych.

Ile kosztuje prezent na szkolne mikołajki?

Mikołajki klasowe zawsze mają ustaloną kwotę, w której powinien zmieścić się zakup prezentu. - W szkole moich dzieci limitem jest 50 zł - mówi Ewelina, mama dwóch chłopców. - Muszę więc wygospodarować kolejne 100 z domowego budżetu, bo nie wypada kupić niczego tańszego, kiedy synowie dostaną prezenty za równe 50 zł - dodaje.

Jeszcze kilka lat temu składka na klasowe mikołajki oscylowała w granicach 20 złotych. Dziś wielu rodziców nie potrafi sobie wyobrazić znalezienia podarunku w takiej cenie.

- 50 z to duża kwota dla budżetu rodziny na prezent do szkoły - zaznacza Adrianna. - Uważam, że mikołajki w szkole nie powinny tak wyglądać. Jestem za wigilią klasowa, ale bez prezentów. Każda rodzina ma inną sytuację, a najgorzej ma dziecko, które wie, że rodziców nie stać na prezent do szkoły. Wigilia klasowa powinna wyglądać tak, że rodzice przygotowują dla dzieciaków jakieś dania, słodycze, ale nie prezenty - stwierdza.

W opozycji dla podarunków stoją wszelkiego rodzaju wydarzenia, które za podobną kwotę zafundują dzieciom przeżycie i doświadczenie. Oczywiście coś, czego nie da się kupić, zawsze ma swoją cenę.

- Lepsze od prezentów są wyjazdy, warsztaty, wyjście do kina - wylicza Sylwia. - Moja córka na przykład z tamtym roku, będąc w drugie klasie, pojechała do Krakowa na warsztaty zdobienia bombek. Dzieci były zachwycone. I w podobnej cenie co składka na prezenty był przejazd i oczywiście bombki, które sami udekorowali - zaznacza.

Jedna z rozmówczyń zdradza, jak sprawa jest rozwiązana zagranicą.

- Mieszkam w Danii i tutaj każde dziecko musi kupić prezent o wartości 20 koron, tj. ok. 12 zł, w Danii to naprawdę grosze - wyjaśnia. - Chodzi o gest, drobiazg, żeby tylko dzieciaki były zadowolone. Większe prezenty powinni kupować rodzice. Dla porównania dodam, że 20 kr to paczka chipsów lub 2 batoniki - podkreśla.

Wszyscy, którzy zdecydowali się podzielić swoimi opiniami na temat, przyznają, że ostatecznie wolą dołożyć kilkanaście złotych niż kupić rzecz, która wyląduje w czeluściach szafy. Większość też jest zdania, że porównywanie składek sprzed kilku lat nie ma większego sensu przy obecnych wzrostach cen.

- Za czasów, jak chodziłam do szkoły, było 20 zł - wspomina Agnieszka. - Przy obecnej inflacji za rok będzie tysiak - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Zobacz także:

Autor:Adam Barabasz

Źródło zdjęcia głównego: Image Source / Getty Images

Pozostałe wiadomości