Styl życia

"Ksiądz zobaczył scenę niczym z reportażu o patologicznej rodzinie". Wpadki podczas kolędy

Styl życia

Autor:
Adam
Barabasz
Pawel_B / Getty imagesKolędowe wpadki

Wizyta duszpasterska to społeczna hybryda zawieszona pomiędzy wydarzeniem towarzyskim a religijnym. Ci, którzy kolędę przyjmują, starają się wypaść jak najlepiej. A jak powszechnie wiadomo, nic nie bawi Boga bardziej niż opowieść o naszych planach.

Skąd się wziął zwyczaj kolędy

Dzwoneczki na klatce, nieznający miłosierdzia ministranci z pasją odśpiewujący nieśmiertelne "Przybieżeli do Betlejem pa-ste-rzeee" i to niezręczne pytanie o wspólną domową modlitwę. Do tego napis na drzwiach C+M+B, który wielu tłumaczy jako skrót imion trzech króli, a w rzeczywistości to zapis błogosławieństwa domu: "Christus mansionem benedicat". Z powodu pandemii w wielu parafiach kolęda została zastąpiona wspólną mszą, jednak kultywowany przez pokolenia zwyczaj odwiedzin duszpasterskich daje materiał na niezłą powieść.

Tradycja kolędowania wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich, a samo słowo - z łaciny, gdzie "calendae" oznacza pierwszy dzień miesiąca. W starożytnym Rzymie był to czas zabawy, świętowania i odwiedzin. Zwyczaj ten przejęli Słowianie, a następnie został on schrystianizowany przez Kościół katolicki. W założeniu kolęda ma być okazją do wspólnej modlitwy, błogosławieństwa domostwa oraz zacieśnienia więzów z parafianami, które ma nastąpić w ciągu 20-minutowych spotkań. Odwiedziny kapłana wiążą się również z wręczeniem ofiary na kościół. Okazuje się, że nie zawsze ma ona formę finansowego wsparcia.

- Moi rodzice na emeryturze przeprowadzili się na wieś - mówi Adam. - Mama zawsze była wierząca, więc było oczywiste, że przyjmie kolędę. Odwiedziny księdza były przewidziane już na 27 grudnia, więc korzystając ze świątecznej przerwy, rzutem na taśmę załapałem się na widowisko rodem z "Chłopów" Reymonta. Pomimo tego, że ksiądz miał własny samochód, do jego wożenia była wyznaczona osoba z parafii. Gdy kapłan gawędził sobie z rodzinami, nieszczęsny szofer marzł na zewnątrz. Największym zdziwieniem był jednak fakt, że proboszcz wkroczył do mieszkania, dzierżąc w ręce wiklinowy kosz pełen jajek. Mama zapytała, czy przyszedł zrobić u nas omlet, ale szybko okazało się, że w tej miejscowości zwyczajem jest wręczanie duszpasterzowi jajek od własnych kur, niczym średniowiecznej daniny - dodaje ze śmiechem nasz rozmówca.

Świąteczna piosenka Dzień Dobry TVN

Mikołaj Rey w świątecznym klipie Dzień Dobry TVN
Mikołaj Rey w świątecznym klipie Dzień Dobry TVN Dzień Dobry TVN
wideo 2/8

W niektórych parafiach jest tradycją, że ksiądz je posiłek w zaprzyjaźnionym domu.

- Moja matka była polską wersją Hiacynty Bukiet z "Co ludzie powiedzą" - żartuje Michał. - Udzielała się w kościele, więc zostało ustalone, że w czasie kolędy ksiądz zostanie u nas na obiedzie. Po przygotowaniach, które ruszyły, można było się spodziewać, że odwiedzi nas Chrystus w towarzystwie apostołów. Wszystko było dopięte na ostatni guzik: luzowana kaczka taplała się w marynacie a sernik nabierał rumieńców, kiedy mama z przerażeniem odkryła, że źle sprawdziła datę i kolęda wypadała w piątek, a nie w czwartek, jak wcześniej myślała. Nikomu nie zrobiłoby różnicy, ale nie mojej mamie, która zaczęła panikować, że nie może podać mięsa w postny dzień, ale było już za późno, żeby cokolwiek zmieniać. Gdy przyszło do podawania obiadu, ogłosiła, że przygotowała coś pomiędzy kurą a rybą i jest to odpowiednie na piątek - opowiada mężczyzna.

Kolędowe wpadki

Zdarza się jednak, że kolędnicy zupełnie nieoczekiwanie stają pod drzwiami domu. Zwykle w takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest udawanie, że nikogo nie ma. Choć pomysł jest dobry, nie zawsze udaje się go zrealizować w praktyce.

- Tego dnia wróciłam z badań, na których okazało się, że urodzę chore dziecko - Marta wspomina badania, które po czasie okazały się źle zinterpretowane, a na świat przyszedł zdrowy chłopczyk. - Byłam załamana, przyjechała moja mama i przywiozła domowej roboty cytrynówkę. Nalała kieliszek sobie i mojemu partnerowi, ja starałam się poukładać w głowie całą sytuację. W starych dresach, z rozmazanym makijażem siedziałam na kanapie, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Mój chłopak, który nie jest Polakiem, poszedł otworzyć. Po czym do salonu wkroczył ksiądz i zobaczył scenę niczym z reportażu o głęboko patologicznej rodzinie: ja płaczącą w kącie, wódka na stole, moja mama z wałkiem we włosach. Za nim dreptał mój zdezorientowany mężczyzna, mówiąc "he just said something Boże and just walked in". W tym czasie ubiegałam się o kościelne unieważnienie poprzedniego małżeństwa i proboszcz mnie kojarzył. Mama rzuciła się do wyjaśnień, od razu zdradzając, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że tej sytuacji nie da się już uratować. Zaproponowałam księdzu kieliszek cytrynówki i wypił go na raz - relacjonuje kobieta.

Kolęda potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy z założenia jej nie przyjmują.

- Mój dziadek znał księży kolaborujących z nazistami i wówczas postanowił, że jego noga nigdy nie postanie w koście - zdradza Michał. - Mieszkaliśmy razem z rodzicami mojej mamy w wielkim przedwojennym mieszkaniu. Podczas kolędy dziadek ukrywał się w spiżarni. Kiedy ksiądz zapytał 5-letniego mnie, gdzie zgubiłem dziadka, ochoczo zaprowadziłem go do kuchni, gdzie staruszek ukrywał się pomiędzy słoikami korniszonów. Ostatecznie panowie zostali przyjaciółmi i ksiądz stał się częstym gościem w naszym domu, dziadek jednak słowa dotrzymał i nigdy nie wrócił do kościoła. Zażyczył sobie również świeckiego pogrzebu.

Obowiązkowym elementem kolędy - znienawidzonym przez dzieci w wieku szkolnym - jest prezentacja zeszytu do religii. Ksiądz przegląda notatki i pod ostatnią lekcją składa podpis z datą.

- Cały dzień w szkole marudziłam, że mam kolędę, więc moja przyjaciółka postanowiła się zemścić i cichaczem podebrała mój zeszyt - opowiada Daria. - Niczego nieświadoma w obecności rodziców wręczyłam go, żeby mieć tę żenadę za sobą, ale okazało się, że to dopiero początek. Na ostatniej stronie, wielkimi, czerwonymi literami, moja kochana przyjaciółka napisała "J***ć ciebie, j***ć wszystko, j***ć cały świat, bo c***a jest wart". Mina księdza była bezcenna, mama nieomal zemdlała, a tata, choć zachował powagę, był wyraźnie rozbawiony. Mnie było trochę mniej do śmiechu, kiedy przez miesiąc nie mogłam widywać się z koleżanką. Czymże jednak jest 30 dni wobec obiecywanej wieczności - podsumowuje 30-latka.

Zobacz także:

Autor:Adam Barabasz

Źródło zdjęcia głównego: Pawel_B / Getty images

Pozostałe wiadomości