Uwaga! TVN. Śmierć Kamilka. Śledczy znowu przyjrzą się instytucjom
Do tej pory nikt nie poniósł odpowiedzialności i stwierdzono, że nie popełniono błędów.
Redakcja Uwagi! była na rozprawie, podczas której decydowano, czy śledczy jeszcze raz sprawdzą, czy ktoś z urzędników, sędziów i funkcjonariuszy mógł zrobić więcej, lub popełnił błąd.
- Jak jechałam dzisiaj do sądu, modliłam się do Boga i Kamilka. Prosiłam o iskrę nadziei – mówi Magdalena Mazurek, przyrodnia siostra Kamila.
Emocje przed salą były ogromne. Jeżeli sąd podtrzymałby dotychczasową decyzję o umorzeniu postępowania, nikt z 17 instytucji, które opiekowały się chłopcem, nie poniesie odpowiedzialności.
- Miałam w głowie zamęt, a z drugiej strony pustkę. Nagle rzeczniczka do mnie mówi, że się udało, że wygraliśmy. W jednym momencie wylała się ze mnie rzeka łez. Nie mogłam się powstrzymać – wspomina siostra Kamilka.
- Uważamy, że decyzja sądu jest jedyną właściwą decyzją, która powinna zapaść – komentowała tuż po decyzji Monika Horna-Cieślak, Rzeczniczka Praw Dziecka.
- Sąd wskazał, że jeżeli chodzi o postawę określonych osób w instytucjach publicznych, takich jak sędziowie, prokuratura, policja, kuratorzy sądowi, opieka społeczna, sprawa powinna zostać jeszcze raz przeanalizowana – tłumaczy Horna-Cieślak.
Śledczy jeszcze raz będą badać, czy ktoś popełnił błąd lub mógł zrobić więcej, by uratować Kamila.
- Chodzi o to, żeby nie odpuszczać sprawiedliwości dla tych wszystkich dzieci, w tym dla Kamilka, bo w Polsce instytucje działają w taki sposób, że często nie doprowadzają spraw do końca - podkreśla Piotr Kucharczyk, prezes Fundacji „To ja – Dziecko”.
- Dla mnie do tej pory jest niepojęte, że dziecko, które teoretycznie było otoczone opieką kilkunastu instytucji, mogło zginąć – dodaje Piotr Kucharczyk.
Ojciec opowiada o chwili, której nie zapomni nigdy
Ojczymowi Kamila grozi dożywocie. Matka chłopca odpowiada za pomoc w zabójstwie syna, a jego wujostwo za nieudzielanie pomocy.
- Wszedłem i spytałem, gdzie jest Kamil, a ona powiedziała: "Tam leży". Zobaczyłem go i zacząłem płakać. Mówiłem: "Kamil, Boże, dziecko, co oni ci zrobili?" – wspomina pan Artur, ojciec Kamila. I dodaje: - Miał całą zmasakrowaną twarz, rączki, nóżki… Te ubrania były do niego przyklejone.
- Piekło Kamila trwało cztery lata. Nie uwierzę w to, że nie było słychać krzyków po tym poparzeniu i połamaniach. Nie wyobrażam sobie, że ktoś nie słyszał tych przeraźliwych krzyków. Nie uwierzę, że on nie krzyczał z bólu – mówi pani Magdalena, siostra Kamila.
Kamilek kilkukrotnie uciekał przed tym, co działo się w domu. Raz znaleziono go nad ranem na przystanku. Był ubrany tylko w bluzeczkę i spodenki, choć na dworze był mróz.
- Spytałam go: "Co ci się stało? Ktoś cię pobił?". Nie mogłam złapać z nim żadnego kontaktu – opowiada kobieta, która znalazła wtedy Kamila. I dodaje: - Miał na ciele jakieś ślady, jakieś sińce.
Kamil miał osiem lat, ale właściwie nie mówił. Szpital, do którego trafił pół roku przed śmiercią, zauważył przemoc. Stwierdził, że jego rysunki są niepokojące, a on sam nie ma zaspokajanych podstawowych potrzeb.
Lekarze zrobili wszystko, co mogli. To prawomocnie potwierdził sąd, ale nawet to nie pomogło.
Do sądów trafiały wnioski o umieszczenie Kamilka i jego brata w pieczy zastępczej. Ostatni z nich został odrzucony tuż przed skatowaniem chłopca.
- Sąd postanowieniem z 16 sierpnia 2022 roku podjął decyzję o niewydaniu zarządzeń opiekuńczych wobec dzieci. W oparciu o wywiad kuratora, uznał, że nie ma podstaw do odebrania dzieci rodzicom i umieszczenia ich w rodzinie zastępczej - przekazuje Dominik Bogacz, rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie.
- Sąd przeprowadził postępowanie w zakresie wydania zarządzeń opiekuńczych i uznał, że wystarczającym będzie ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzez poddanie nadzorowi kuratora i zobowiązanie rodziców do współpracy z asystentem rodziny - mówił Rafał Ziętek, prezes Sądu Rejonowego w Olkuszu.
Siostra walczy o sprawiedliwość dla Kamilka
Przyrodnia siostra Kamila też nie miała łatwego startu w życie. Jako dziecko została zabrana z przemocowego domu. Była wychowywana przez zakonnice. Swojego biologicznego ojca poznała niedawno.
- Moje dzieciństwo i horror, który wtedy przeżyłam, to tylko kropla w morzu w porównaniu do tego, co przeszli moi bracia. Poznałam ich późno, za późno – ubolewa pani Magdalena. O istnieniu Kamilka i jego brata Fabiana dowiedziała się trzy miesiące przed śmiercią Kamilka. Z Kamilem zdążyła się spotkać zaledwie parę razy.
- Codziennie się zastanawiałam, jak Kamilek teraz by wyglądał, czy byłby wyższy od Fabianka – opowiada siostra chłopców.
- Kamil mi się przyśnił w zeszłym roku i powiedział mi, że miłość, którą mam do niego, mam przelać na Fabiana – dodaje pani Magdalena.
Dziś pani Magdalena często widuje się z drugim bratem. W przyszłości chce być dla niego rodziną zastępczą. Chce pomagać też innym dzieciom i walczy o sprawiedliwe wyroki za zabójstwo swojego brata.
Cały reportaż zobacz na stronie Uwagi! TVN.
Zobacz także:
- Wybuch gazu rozerwał blok w Braniewie. "Ten strach pozostanie na zawsze"
- Uszkodzony słup i ponad 20 tysięcy do zapłacenia. "Kierowca jest poszkodowany, a firma go pozywa"
- Zostali odcięci od centralnego ogrzewania. "To szantaż energetyczny"
Autor: LB
Źródło: Uwaga! TVN
Źródło zdjęcia głównego: Uwaga! TVN