Związki i seks

Związała się z kuzynem. Nam opowiedziała, jaką karę poniosła za zakazaną miłość

Związki i seks

Autor:
Martyna
Trębacz
Digital VisionMoMo Productions/GettyImages

Związek między krewnymi wzbudza kontrowersje, a w wielu rodzinach jest także tematem tabu. Reakcje otoczenia to jednak niejedyny problem, z jakim muszą się mierzyć pary, które prócz uczucia łączy pokrewieństwo. - Gdyby nie ludzkie gadanie, to bylibyśmy razem do dzisiaj - mówi Joanna, która kilka lat temu związała się ze swoim kuzynem Wojtkiem. Jakie zagrożenia niesie związek z krewnym? Co na ten temat mówi prawo?

Związek z kuzynem – czy to coś złego?

Niemal każdy zna albo słyszał o parze, która mimo pokrewieństwa zdecydowała się na związek. W naszej kulturze podobne relacje budzą emocje, a nierzadko także sprzeciw. Brak akceptacji i zrozumienia ze strony bliskich, komentarze i plotki znajomych - to tylko część konsekwencji takiego związku. Mimo to niektóre pary wbrew wszystkiemu i wszystkim idą za głosem własnego serca i wybierają swoje szczęście. Jednak kiedy mija pierwsze zauroczenie, nie wszyscy radzą sobie z prozą życia i skutkami swoich decyzji.

W kuzynie zakochała się Joanna, która w rozmowie z Martyną Trębacz z serwisu dziendobry.tvn.pl opowiedziała, jak potoczyła się jej historia. Z jakimi reakcjami musiała się mierzyć?

- Pochodzę z małej miejscowości, tam mieszka prawie cała moja rodzina. Wcześnie wyszłam za mąż i urodziłam dzieci. W moim domu rodzinnym nie było gdzie mieszkać, więc wyprowadziliśmy się do większego miasta. Mąż pracował, zarabiał na rodzinę, a ja byłam w domu z dziećmi. Po kilku latach chcieliśmy mieć swój dom, więc wróciliśmy na wieś, tam skąd pochodzę i zaczęliśmy budowę domu. Tak się złożyło, że do budowy domu zatrudniliśmy firmę, którą prowadził mój kuzyn Wojtek, syn siostry mojej mamy. Mój mąż nie był przekonany co do budowy domu i nie chciał się angażować, dlatego ja wszystko załatwiałam z kuzynem. I nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale zbliżyliśmy się do siebie. Wcześniej, nie licząc uroczystości rodzinnych, nie mieliśmy ze sobą kontaktu, więc nie traktowałam go jak kogoś z rodziny. Zaczęło mnie do niego ciągnąć, podobał mi się i widziałam, że ja jemu też. Mąż robił ciągle awantury, nie liczył się z moim zdaniem, a Wojtek wręcz przeciwnie. Poczułam się przy nim jak kobieta, nigdy wcześniej mąż nie traktował mnie w taki sposób, jak on – wspominała Joanna.

Mimo strachu przed reakcją otoczenia, dzieci i męża kobieta postanowiła zaryzykować i dla kuzyna zakończyła swoje małżeństwo.

- Kilka miesięcy to trwało, ale ulegliśmy i tak się zaczął nasz związek. Najgorsze, że i ja, i kuzyn mieliśmy rodziny, a na dodatek to bliskie pokrewieństwo i baliśmy się, co powiedzą ludzie i nasza rodzina. Po wielu nieprzespanych nocach w końcu odeszłam od męża i zamieszkałam z dziećmi u Wojtka. Byliśmy ze sobą 4 lata, ale pół roku temu się rozstaliśmy. Nasze matki nie mogły się pogodzić z tym wszystkim. Wszyscy bali się skandalu, więc nie mogliśmy się razem pojawiać jako para. Cała rodzina udawała, że o nas nie wie. Mimo że wszyscy wiedzieli, że jesteśmy razem, to nasze mamy wszystkim wmawiały, że między nami nic nie ma, że to tylko przyjaźń. Moja mama nigdy ze mną nie rozmawiała o moim związku, zawsze, kiedy wtrącałam jego imię, kończyła temat. Wszyscy żyli tak, jakby nas nie było. W końcu zaczęłam mieć stany depresyjne, mieszkaliśmy w małej miejscowości, gdzie wszyscy plotkowali, a tu nie dość, że oboje dla tej miłości wzięliśmy rozwód, to jeszcze jesteśmy blisko spokrewnieni. Ale prawda jest taka, że mieliśmy słaby kontakt ze sobą, znaliśmy się z rodzinnych imprez, ale ja poznałam mojego męża, jak miałam 17 lat, więc nie myślałam o innych chłopakach. Wprost nikt nam nic nie mówił, ale wiem, że ludzie plotkowali – mówiła Joanna.

Rozpad małżeństwa i nowy związek to w życiu każdego człowieka prawdziwa rewolucja, zwłaszcza jeśli byli małżonkowie mają dzieci. Jednak, gdy nowym partnerem zostaje krewny, sytuacja jest szczególnie skomplikowana. W przypadku Joanny ostracyzm środowiskowy w największym stopniu dotknął nie ją samą, a jej córkę.

- Właściwie to nasz związek rozpadł się przez sytuacje w szkole u mojej córki. Po tym, jak związałam się z Wojtkiem i zamieszkaliśmy razem, musiałam przenieść moją córkę z poprzedniej szkoły do tej, która była na wsi, blisko domu. Nie chciałam jej utrudniać, wiec dokończyła rok szkolny w starej szkole i dopiero od września zaczęła chodzić do podstawówki u nas na wsi. Wiedziałam, że ludzie będą plotkować, ale miałam nadzieję, że ominie to moje dzieci. A już po kilku dniach moja córka nie chciała chodzić do szkoły, mówiła, że dzieci się z niej śmieją. I pamiętam, jak zapytała mnie, dlaczego mówi do Wojtka "wujek". Niby w tym pytaniu nie było nic dziwnego, bo dzieci często mówią tak na partnerów rodziców, ale jakaś dziewczynka w klasie powiedziała jej, że to naprawdę jej wujek, że ja związałam się ze swoim bratem i że to jest chore. Nie chciałam jej okłamywać, więc powiedziałam, że rzeczywiście jesteśmy rodziną, ale to nie jest tak bardzo bliskie pokrewieństwo. Później było coraz gorzej, córka bała się chodzić do szkoły, bo dzieci zaczęły ją nękać. Chociaż nauczyciele obiecywali pomoc, to czuła się odtrącona przez koleżanki. Wszyscy byli przeciwko nam, nie miałam wsparcia rodziny, były mąż mścił się i nastawiał dzieci przeciwko mnie i to wszystko odbijało się na naszym związku. Myśleliśmy na początku o ślubie cywilnym, ale nie doszło do tego. W końcu powiedziałam, żeby się wyprowadził i on tak zrobił – opowiadała Joanna.

Zdaniem Joanny jej związek z Wojtkiem rozpadł się właśnie przez otoczenie, które nie akceptowało ich relacji. Kobieta nie mogła liczyć na wsparcie i pomoc bliskich, co źle wpływało na relacje między nimi.

- Uważam, że gdyby nie ludzkie gadanie, to bylibyśmy razem do dzisiaj. Nie wiem, co będzie dalej, kocham go, ale nie potrafię tak żyć, mając wszystkich przeciwko sobie. Poza tym jestem matką i muszę myśleć też o moich dzieciach. Teraz znalazłam pracę daleko od miejsca, skąd pochodzę, przeprowadziłam się z dziećmi i chcę sprzedać ten dom. Wyjechałam z myślą, żeby ułożyć sobie od nowa życie, ale im więcej mija czasu, tym bardziej za Wojtkiem tęsknię i nie wiem już co zrobić. Rozumiem, że ludzi to dziwi, ja sama nie mogę w to uwierzyć, nigdy bym nie pomyślała, że się zakocham w kuzynie. Ale nie planowałam tego, po prostu poznaliśmy się bliżej i zakochaliśmy się w sobie. Uważam, że nie robię nikomu krzywdy, więc nie rozumiem, czemu inni krzywdzą nas. Na ten moment mamy kontakt, ale nie jesteśmy razem – zaznaczyła Joanna.

Fascynacja kuzynem zdarzyła się także Sylwii, jednak nie był to związek, a jedynie młodzieńcze zauroczenie, które również spotkało się z ostrą reakcją ze strony rodziny. Ze względu na brak akceptacji dziewczyna nie chciała kontynuować znajomości, ale - jak przyznaje - nie wie, jak potoczyłaby się ta historia, gdyby nie bliscy. Mimo upływu lat wciąż darzy kuzyna sentymentem.

- Jak byłam nastolatką, zakochałam się w kuzynie, mieszkał na tej samej ulicy, co ja. Mieliśmy po 14 -15 lat i w sumie nic między nami nie było na poważnie, ale i tak to było dla wszystkich szokiem i nawet moja babcia próbowała mi to wybić z głowy. Od razu dodam, że to raczej dalekie kuzynostwo, bo nasi rodzice są rodzeństwem ciotecznym. Ale u nas w rodzinie wszyscy uważali, że to nie jest normalne i dlatego przestaliśmy się w końcu spotykać. Dzisiaj, jak już jestem dorosła, to nie wiem, czy dobrze zrobiłam, znam takie pary, gdzie ludzie są spokrewnieni ze sobą i chyba już nikt się tym tak nie oburza. Ale 20 lat temu to było nie do pomyślenia i ja już też się w końcu z tym źle czułam. Mimo wszystko to była moja pierwsza, młodzieńcza miłość. Mam do niego sentyment, może właśnie nawet większy przez to, że to był zakazany owoc. Nie mamy kontaktu, ale wiem, że założył rodzinę i ma syna. Ja też wyszłam za mąż i nie żałuję, że tak to się skończyło, ale uważam, że reakcje ludzi są czasami bardzo krzywdzące – podkreśliła w rozmowie z Martyną Trębacz z dziendobry.tvn.pl Sylwia.

Dlaczego związek z kuzynem budzi kontrowersje?

Choć wciąż zdarza się, że krewni wiążą się ze sobą i tworzą parę, zazwyczaj budzi to skrajne emocje i brak akceptacji. Głównym powodem jest duże ryzyko wystąpienia choroby genetycznej, spowodowanej pokrewieństwem rodziców.

- Kiedy dwie gamety (męska i żeńska) łączą się podczas zapłodnienia, każda z nich wnosi do zarodka połowę genomu. Dzięki temu w naszych komórkach somatycznych posiadamy po dwie kopie każdego z genów - od mamy i taty. Kiedy rodzice są spokrewnieni, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ich genomy posiadają podobne mutacje w tych samych fragmentach genomu. To oznacza, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że oboje rodziców są nosicielami różnych chorób genetycznych, które przekażą dziecku. O ile jeden rodzic - nosiciel może przekazać daną mutację recesywną na przykład w 25%, o tyle oboje rodziców - nosicieli znacząco zwiększa szanse dziecka na odziedziczenie wady lub choroby nawet do 100%. Inaczej mówiąc, kiedy dziedziczymy pewną chorobotwórczą mutację od taty, to istnieje szansa, że kopia tego samego genu od mamy będzie zdrowa i zapewni nam poprawne funkcjonowanie. Maskowanie jednej kopii drugą nie będzie możliwe w przypadku, kiedy obie kopie genów, które dostajemy od rodziców, są wadliwe. Natura zadbała o różnorodność wśród osobników kolejnych pokoleń poprzez zjawisko nazwane mejozą. Podczas mejozy komórki rozrodcze przechodzą dodatkową wymianę DNA pomiędzy parą chromosomów, tworząc nowe kombinacje. Dzieci z kazirodczych związków są połączeniem dwóch podobnych genomów, które pomimo mejozy nie zapewniają statystycznie pożądanej różnorodności. Problemy z chorobami dziedzicznymi możemy zauważyć w drzewach genealogicznych wielu monarchii, znane z historii związków kazirodczych - wyjaśniła w rozmowie z Martyną Trębacz z serwisu dziendobry.tvn.pl Ewelina Kamińska, epigenetyczka, doktorantka na Wydziale Chemii Organicznej Uniwersytetu Ludwiga i Maksymiliana w Monachium.

Co więcej, okazuje się, że ryzyko wystąpienia wad genetycznych to niejedyne zagrożenie.

- Oprócz znacznego zwiększenia szans na odziedziczenie mniej i bardziej poważnych wad genetycznych, bliskie spokrewnienie zwiększa również ryzyko poronień i letalnych wad płodu – ostrzegła specjalistka.

Czy związek z kuzynem jest kazirodztwem?

W przypadku par, które są ze sobą spokrewnione, pojawia się pytanie, czy ich związek nie jest przypadkiem kazirodczy, co nie jest zgodne z prawem.

- Związek kazirodczy nie jest legalny. Zgodnie z art. 201 kodeksu karnego, kto dopuszcza się obcowania płciowego w stosunku do wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Niewątpliwie każdy czyn kazirodczy narusza obowiązujące normy obyczajowe. Nie bez znaczenia pozostaje jednak układ personalny między najbliższymi członkami rodziny i ich wiek. Dlatego też nie wszystkie czynności seksualne zostały objęte w art. 201 kk jako przestępstwo kazirodztwa. Kodeks za takie zachowania uznaje wyłącznie wszystkie możliwe formy obcowania płciowego. Dokonanie przestępstwa z art. 201 kk następuje w chwili rozpoczęcia czynności uznawanej za obcowanie płciowe. Zgodnie z art. 201 kk kazirodztwa może dopuścić się wyłącznie:

  • wstępny (ojciec, matka, dziadek, babcia, pradziadek lub prababcia itd.);
  • zstępny (syn, córka, wnuczka, wnuk, itd.);
  • brat lub siostra (pochodzący od tych samych rodziców, jak również rodzeństwo przyrodnie, mające tylko jednego wspólnego rodzica);
  • osoba przysposobiona lub przysposabiająca (terminy te określa kodeks rodzinny i opiekuńczy; są to osoby, które weszły w sposób formalny w relacje właściwe dla rodziców i dzieci przez akt przysposobienia).

Osobą objętą art. 201 kk nie może być ten, kto został przysposobiony w relacji do syna lub córki biologicznej przysposabiającego ani odwrotnie. Przestępstwa kazirodztwa nie mogą się też dopuścić względem siebie przysposobione dzieci, które nie są biologicznym rodzeństwem. Zakaz kazirodztwa dotyczy więc wyłącznie pokrewieństwa w linii prostej. Natomiast gdy chodzi o pokrewieństwo w linii bocznej, zakaz dotyczy wyłącznie brata i siostry. Dotyczy to nie tylko rodzeństwa rodzonego, lecz także przyrodniego oraz pochodzącego ze związków pozamałżeńskich. Zgodnie z polskim prawem związek z kuzynem (gdy rodzice są rodzeństwem rodzonym) nie jest uznawany za kazirodztwo – tłumaczyła w rozmowie z Martyną Trębacz z serwisu dziendobry.tvn.pl adwokat Eliza Kuna.

Małżeństwo między krewnymi – czy jest możliwe?

Wiele osób nurtuje pytanie, czy osoby spokrewnione mogą wziąć ślub. Okazuje się, że kodeks cywilny i kanoniczny znacznie się w tej kwestii różnią.

- Odnosząc się do ślubów cywilnych - w świetle prawa nie mogą zawrzeć małżeństwa krewni w linii prostej oraz rodzeństwo. Krewni w linii prostej to przodkowie i potomkowie tj. rodzice, dzieci, wnuki, dziadkowie itd. Pozostali krewni – czyli kuzyni mogą zawrzeć małżeństwo bez przeszkód. Zgodnie z obowiązującym prawem rodzinnym, kuzyni mogą zawrzeć związek małżeński, jeżeli nie ma innych przeszkód małżeńskich przewidzianych w art. 10 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Kodeks prawa kanonicznego jako przeszkodę do zawarcia małżeństwa wymienia m.in. pokrewieństwo. Reguluje to kanon 1091. W linii prostej pokrewieństwa nieważne jest małżeństwo między wszystkimi wstępnymi i zstępnymi. W linii bocznej nieważne jest małżeństwo aż do czwartego stopnia włącznie. Kanon 1078 § 3 kodeksu prawa kanonicznego podaje, że nie udziela się nigdy dyspensy od przeszkody pokrewieństwa w linii prostej oraz w drugim stopniu linii bocznej – wyliczała prawniczka.

Związek między krewnymi wzbudza wiele emocji. Z jednej strony zgodnie z prawem nie można uznać takiej relacji za kazirodczą, jednak z punktu widzenia genetyki, dzieci poczęte z takiego związku są narażone na wady genetyczne. Trudno się dziwić, że temat ten budzi kontrowersje, jednak warto pamiętać, że ostre reakcje otoczenia, nękanie czy wykluczenie może także nieść za sobą poważne konsekwencje. Ostracyzm, samotność i brak wsparcia ze strony bliskich może nie tylko wpłynąć na decyzję o zakończeniu związku, ale także, jak w przypadku Joanny, prowadzić do stanów depresyjnych.

Zobacz także:

Zobacz wideo: Czy istnieje syndrom siódmego roku w związku?

Czy istnieje syndrom siódmego roku w związku?
Czy istnieje syndrom siódmego roku w związku?
Dzień Dobry TVN

Autor:Martyna Trębacz

Źródło zdjęcia głównego: Digital Vision

Pozostałe wiadomości