Styl życia

"Siła jest kobietą". Zmaga się z zaburzeniem osobowości typu borderline. "To nie jest wyrok i warto szukać wsparcia"

Styl życia

Autor:
Dominika
Czerniszewska
Zuzanna Melodyjska

Zuzanna Melodyjska dwa lata temu usłyszała diagnozę: zaburzenie osobowości typu borderline. Od tego czasu zaczęła dbać o zdrowie psychiczne nie tylko swoje, ale i innych. Utworzyła w Krakowie pierwszą bezpłatną grupę wsparcia dla osób zmagających się z tą przypadłością i dyżur świąteczny dla mężczyzn. - Mam głębokie poczucie, że małym gestem zmieniam świat na lepszy - przekonuje w cyklu "Siła jest kobietą".

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyklu udowadniają, że siła jest kobietą.

Zobacz wideo: Problemy natury psychologicznej

Problemy natury psychologicznej

Psychoefekty - codziennie wpływają na nasze życie
Psychoefekty - codziennie wpływają na nasze życie Dzień Dobry TVN
wideo 2/10

Diagnoza: Zaburzenie osobowości typu borderline

Dominika Czerniszewska, dziendobry.tvn.pl: - Pamiętasz moment, kiedy zauważyłaś pierwsze niepokojące objawy?

Zuzanna Melodyjska: - Byłam wtedy nastolatką. Zauważyłam dużą chwiejność emocjonalną. Pojawiły się silne lęki na różnych płaszczyznach. Później, kiedy zamieszkałam sama, nasiliły się.

Otrzymałaś wówczas wsparcie od bliskich czy musiałaś toczyć samotną walkę?

- Otrzymałam bardzo duże wsparcie - zarówno od rodziców, jak i całej rodziny oraz przyjaciół. Z uwagi na zaburzenia lękowe dużo rzeczy mnie ograniczało i widziałam, jak moje najbliższe otoczenie stara się mnie wspierać w problemach życia codziennego.

Mimo wszystko w twoim życiu pojawiły się używki.

- Osoby z zaburzeniami lękowymi często mają problemy z własnym systemem nerwowym. Nasz układ z emocji jest napięty, dlatego zaczęłam sięgać po używki. Myślę, że wiele osób przed diagnozą sięga po nie, by zredukować napięcie.

Jak wyglądało leczenie? Szybko postawiono diagnozę?

- Nie. Za każdym razem terapeuci stawiali inne diagnozy, a podejmowane próby leczenia nie przynosiły efektu. Wszystko więc było mocno chwiejne i dosyć ciężkie. Kiedy próbowaliśmy coś zdziałać, okazywało się, że to nie to. Dziś mam 30 lat i dopiero 2 lata temu się udało. Trafiłam do psychoterapeutki, która faktycznie mojej diagnozie poświęciła miesiące. Robiłyśmy bardzo dużo testów, powtarzałyśmy je i tak w koło. Co tydzień miałyśmy terapię plus kontakt poza nią. Cały czas mogłyśmy monitorować mój stan zachowań, by dojść do tego, co się dzieje. Okazało się, że mam zaburzenie osobowości typu borderline.

Co poczułaś, gdy usłyszałaś te słowa?

- Tak naprawdę ulżyło mi. Choć na początku myślałam, że może to być kolejna trefna diagnoza. Natomiast kiedy zaczęłam uczęszczać do płatnej grupy wsparcia - ponieważ nie mogłam znaleźć żadnej darmowej - po dłuższej konsultacji z innymi osobami z tym zaburzeniem lub podobnym do niego wiedziałam już, że terapeutka ma rację. Przy okazji zobaczyłam, jak można pracować nad sobą.

Miałaś żal do poprzednich specjalistów?

- Jako że sama studiuję psychologię to wiem, że zdiagnozowanie tego zaburzenia nie jest proste. Tak naprawdę współczesna psychologia zaczęła się rozwijać w tej dziedzinie stosunkowo niedawno. Jeszcze 30-50 lat temu częściej było to zamiatane pod dywan. Gdy poszerzyłam wiedzę w tym zakresie, to zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest wykrywać niektóre zaburzenia - w momencie, gdy mało osób miało z nimi styczność.

Wspomniałaś o pracy nad sobą. Jak ona przebiegała w praktyce?

- Ze specjalistką skupiałyśmy się głównie na terapii poznawczo-behawioralnej, terapii schematów oraz rozpracowywaniu moich różnych zachowań. Istnieją bowiem takie schematy zachowań, kiedy osoba ma jedną reakcję na dany bodziec, a w moim przypadku ona nie była poprawna i racjonalna. Zaczęłyśmy więc analizować każdą taką sytuację, by wiedzieć, jak postąpić. Tak mniej więcej wyglądała ta praca przez ostatnie dwa lata.

Zobacz wideo: Błędna diagnoza. Jak leczyć zaburzenie osobowości typu bordeline?

Błędna diagnoza. Jak leczyć zaburzenia borderline
Błędna diagnoza. Jak leczyć zaburzenia borderline Źródło: Dzień Dobry TVN

Działaczka społeczna, artystka, twórczyni grupy wsparcia

Jak się obecnie czujesz?

- Czuję się zdecydowanie lepiej. To też widać po mojej twórczości i wszelkich działaniach, które podejmuję z Melody's Art. Pewnie nie miałabym na to siły, gdyby nie ta terapia. Myślę, że jeszcze wiele przede mną, ponieważ terapia nie jest tylko elementem zdrowienia, ale też bardzo silnym elementem rozwoju, wglądu w siebie.

Czy mogłabyś przybliżyć nam, na czym polega Melody's Art?

- Jestem samoukiem. Maluję w dosyć nietypowy, intuicyjny sposób. Zawsze się śmiałam, że mnie energia prowadzi. Moja psychoterapeutka nazwała to "flow". Nie mam żadnego szkicownika. Wystarczają mi farby i pędzle. Czuję, że to jest ten dzień, ten moment i zaczynam po prostu tworzyć.

Myślę, że gdybym miała jakiś warsztat, byłoby to okrojone. Ktoś mówiłby mi, że powinny być takie proporcje, inne kolory albo by nie używać takiego pędzla do tej farby. Jestem czysta z tego wszystkiego i myślę, że to duży plus i widać to w mojej tzw. nieprofesjonalnej sztuce. Nie znajdziesz tutaj utartych schematów, które są wyuczone.

Oprócz tego prowadzę też warsztaty z terapeutycznego malarstwa intuicyjnego i staram się przekazać innym osobom to, co robię. Często łączymy wtedy malarstwo z medytacją, wdechem, czuciem ciała i wyrażaniem kolorami, kształtami naszych emocji. Zależy mi na tym, aby inni mieli narzędzia, z którymi mogą pracować. Bo wtedy świat jest dużo lepszy.

Bije od ciebie dużo ciepła i empatii.

- Odkąd pamiętam, staram się pomagać. W liceum dołączyłam do Amnesty International. Działam też na rzecz zwierząt. Prowadzę dom tymczasowy dla kotów. Kiedy szukałam terapii grupowej w Krakowie dla osób stricte z zaburzeniami osobowości typu borderline, okazało się, że nie ma.

Niektórzy proponowali, że za pieniądze mogliby przez parę godzin porozmawiać. Rozumiem, że przy terapii potrzebne jest opłacanie specjalistów, ale w grupie wsparcia przecież ludzie dzielą się swoim doświadczeniem, wspierają. Nie rozumiałam więc, skąd ta potrzeba pobierania od ludzi pieniędzy. Szczególnie, że to potrzebujący szukają wsparcia. Wtedy pomyślałam, że fajnie byłoby takie darmowe miejsce utworzyć, ale nie wiedziałam, skąd wziąć na to pieniądze.

Jako że rozwijam się artystycznie, to zaczęłam swoje prace - z opisem, na co idzie dochód - sprzedawać na aukcjach. Kiedy pozyskałam środki, stwierdziłam, że najwyższy czas coś z tym zrobić. Rozpoczęłam od poszukiwań miejsca dla grupy wsparcia. Po drodze spotkałam wiele przyjaznych osób. Sytuacja niesamowicie poszła do przodu. Tak naprawdę odkąd napisałam, że tworzę grupę wsparcia, w ciągu paru tygodni, znalazł się pełny skład.

Teraz będziemy ruszać z drugą grupą wsparcia dla osób z zaburzeniami lękowymi oraz poszukujących własnej tożsamości. Prawdopodobnie uda się, żeby było to w Krakowskim Centrum Równości. Natomiast 4-6 marca br. będzie wystawa moich prac w DOM EQ-u Równości. Jestem wdzięczna, że przedstawiając własne prace, mogę szerzyć politykę zdrowia psychicznego w Polsce. Łagodzić termin borderline i zaburzeń lękowych. Pokazywać, że takie osoby są tak samo dobre i wspaniałe, jak inni oraz że to nie jest wyrok i warto szukać wsparcia.

Pomocna dłoń

Niektórzy niestety wciąż stygmatyzują zaburzenia. To bardzo ważne, że pomagasz zdjąć te przysłowiowe klapki z oczu.

- Myślę, że nie tylko ja. Cała moja grupa wsparcia i wszystkie cudowne osoby, które do niej uczęszczają, są przykładem tego, że osoby z zaburzeniami są zwykłymi ludźmi, ze zwykłymi problemami. Oczywiście, muszą też stawić czoła innym rzeczom, ale pokazują, że można sobie z nimi radzić.

Bardzo dużą rolę w tym wszystkim odgrywa drugi człowiek, ponieważ osoby z zaburzeniem typu borderline czują się strasznie wyizolowane. Kiedy dochodzi do spotkania na takiej grupie wsparcia, jest bardzo dużo zrozumienia i współczucia, o które czasem trudno w takich zwykłych relacjach.

Zastanawiam się, skąd czerpiesz siłę do tego wszystkiego?

- Po pierwszym spotkaniu w grupie wsparcia dostałam prywatną wiadomość. Jedna z osób napisała, że jest mi bardzo wdzięczna. Nie wie, co by się stało, gdyby nie przyszła. Była na życiowej krawędzi. Ta wiadomość dodała mi siłę. Nawet gdyby miała to być tylko ta jedna osoba przez całe moje życie, warto było.

Sama nieraz potrzebowałam takiej pomocy i być może będę potrzebowała. Mam głębokie poczucie, że małym gestem zmieniam świat na lepszy - przynajmniej w Krakowie, a może kiedyś i w całej Polsce. W przyszłości chcielibyśmy zacząć działać na rzecz osób, które mieszkają na wsi lub w mniejszych miastach i nie mają możliwości, by pójść do ośrodka interwencji kryzysowej czy centrum terapii. Moim celem jest, by dotrzeć do wszystkich.

Słyszałam też o twojej świątecznej akcji w Krakowie.

- Zrobiłam w grudniu pierwszy w Krakowie dyżur świąteczny dla mężczyzn, którzy w tym czasie są bardzo często pomijani. Niestety wciąż pokutuje to, że mężczyznom jest wstyd prosić o pomoc, o wsparcie. Dlatego wyszłam im naprzeciw. To był też dyżur dla osób, które nie urodziły się jako mężczyźni, ale się nimi czują. Rzadko są brane pod uwagę.

Jak udaje ci się pogodzić działania na tylu płaszczyznach?

- Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Dużo osób zadaje mi to pytanie. Robię dużo rzeczy naraz. Pewne czynności robię też kosztem siebie. Zamiast odpocząć, mózg mi podpowiada: "Zobacz, poszukaj może jeszcze miejsca. Może się tutaj uda", "Słuchaj, ci ludzie czekają. Oni potrzebują tej grupy". Mogę iść ze znajomymi do kina, a mogę usiąść i poszukać tego miejsca dla grupy. Wygrywa to drugie. W tym roku obiecałam sobie, że zacznę to godzić i skupiać się też na sobie. Obecnie czerpię z doby tyle, ile się da i piję dużo kawy (śmiech).

Zuzanna Melodyjska Źródło: Archiwum prywatne

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu "Siła jest kobietą" ? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Zobacz też:

Autor:Dominika Czerniszewska

Źródło zdjęcia głównego: Archiwum prywatne

Pozostałe wiadomości