Styl Życia

Michał Szalc wspomina misję ratunkową w Bejrucie: "Temperatura asfaltu wynosiła około 60 stopni"

"Ratownik, który wrócił z Bejrutu"

Styl Życia

Michał Szalc wspomina misję ratunkową w Bejrucie: "Temperatura asfaltu wynosiła około 60 stopni"

"Ratownik, który wrócił z Bejrutu"

Michał Szalc jest doświadczonym ratownikiem, który był na wielu misjach. Jedna z nich miała miejsce po potężnej eksplozji w Bejrucie. O swojej pracy i pomagającym mu psie Havanie opowiedział naszej reporterce.

Michał Szalc – misja w Bejrucie

Michał Szalc to jeden z najbardziej doświadczonych ratowników w Polsce. Działa zarówno w kraju, jak i za granicą. W życiu kieruje się mottem: "Człowiek jest tyle wart, ile pomaga drugiemu". Czym, według niego, powinna cechować się osoba działająca w służbie ratowniczej?

Tą główną cechą to jest to, żeby mieć pokorę do tego, co się robi i cały czas starać się doskonalić swoje własne rzemiosło

- przekazał naszej reporterce.

Na swoim koncie pan Michał ma misje m.in. w Pakistanie, Nepalu czy też Bejrucie.

Bejrut był specyficzną misją, dlatego że to była misja troszeczkę różniąca się od trzęsienia ziemi, gdyż doszło tam do eksplozji. Temperatura, która tam występowała, była bardzo wysoka. Powiem tylko, że temperatura asfaltu wynosiła około 60 stopni

- wspominał.

Michał Szalc – misje zagraniczne

Podczas misja zagranicznych ekipa ratownicza jest przygotowana do samowystarczalnej pracy w trybie ciągłym przez 2 tygodnie.

Mamy tam sprzęt, mamy tam odpowiednie zapasy – zapasy żywności, wody. Pracujemy po 8 godzin, następuje podmiana. (...) Te zadania są bardzo obszerne. Ratujemy ludzi w trakcie katastrof budowlanych, zdarzeń chemicznych itd.

- opowiadał pan Michał.

Jego grupie nie raz zdarzyło się wydobyć z takich miejsc osoby żywe. Jednak skala zniszczeń jest z reguły na tyle wysoka, że w takich sytuacjach można mówić o prawdziwych cudach. Podczas takich misji nieoceniona jest pomoc, jaką służy psia współpracownica ratownika – Havana.

Tak naprawdę to jest moje narzędzie. To jest takie narzędzie, którego do tej pory nie udało się zastąpić. Nie wymyślono żadnego urządzenia, które byłoby w stanie zastąpić psi nos

- wspominał.

Żona Michała Szalca o jego pracy

Taka praca wiąże się z dużym niebezpieczeństwem. Nic więc dziwnego, że po powrocie z misji ekipa ma spotkania z psychologiem.

Przegadują gdzieś tam te emocje. Natomiast on (Michał Szalc - dop. red.) jest takim człowiekiem, że nie okazuje. Po psie widać. Po człowieku nie

- zdradziła małżonka pana Michała Agnieszka Szalc.

Nie ukrywała ona, że dla niej samej najlżejsze psychicznie było działanie ratownicze pana Michała w Bejrucie. Codziennie miała kontakt z mężem i czuła się bardziej komfortowo w kwestiach związanych z jego bezpieczeństwem. Nie mogła tego jednak powiedzieć o jego wcześniejszych misjach. Wtedy spływały do niej często drastyczne komunikaty i pojawiał się strach, że ekipie może coś grozić.

Najgorzej było na Haiti. Dla mnie było najgorzej

- podkreśliła.

Zaznaczyła też, że mąż może liczyć na jej wsparcie.

Trzymam zawsze za niego kciuki i staram się nie denerwować

- dodała. 

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Zobacz także:

Kolęda w czasie koronawirusa. Jak będzie wyglądała? Znamy wytyczne

Rak jajnika - cichy zabójca kobiet. "Objawy nie są specyficzne"

Łukasz Szumowski zakażony koronawirusem. Gdzie zaraził się były minister zdrowia?

Reporter: Aleksandra Rogowska-Lichnerowicz
Co sądzisz o tym artykule?
58
7
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0