Ślub i wesele

"Teraz na pewno nie wzięłabym pożyczki". Jakie błędy popełniają pary młode organizując ślub i wesele?

Ślub i wesele

Autor:
Sylwia
Wołoch,
Katarzyna
Lackowska
andreonegin/Getty Images

Przygotowania do ślubu i wesela nierzadko trwają ponad rok. Realizacja wizji, która zrodziła się w głowach przyszłych małżonków jest często nie tylko czasochłonna, ale też kosztowna. Wynajem sali, zakup sukni, dekoracje, muzyka, fotograf i operator - wszystkie detale muszą być dopięte na ostatni guzik. Nie można się temu dziwić, w końcu na ten dzień czeka się całe życie. Zdarza się jednak, że po uroczystości nowożeńców nachodzi refleksja, że niektóre rzeczy można było przygotować inaczej. Czego najczęściej żałują? Jakie decyzje chcieliby zmienić?

Ślubne wydatki

Wiele osób zastanawia się, skąd biorą się takie błędy, skoro przygotowania do ceremonii trwają tak długo. Odpowiedź jest prosta: najczęściej z braku doświadczenia i pogoni za utopijną wizją, która powstała wiele lat wcześniej. Jak suknia, to określonej marki, jak sala weselna, to tylko ta najlepsza w mieście, auto do ślubu - spełnienie marzeń pana młodego. Na koniec okazuje się, że za spełnienie marzeń trzeba zapłacić bardzo słono. Kreacje od topowych projektantów, podobnie jak wynajem luksusowych samochodów to niemały wydatek, a radość z nich trwa najczęściej bardzo krótko. Kilkuminutowa przejażdżka kosztuje od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy, a suknia? Przestanie być potrzebna następnego dnia rano.

- Kupowanie używanej sukni ślubnej to trend, który bardzo mi się podoba. Moja kosztowała majątek, a po weselu była po prostu zniszczona. Dziś na pewno nie zdecydowałabym się na nową sukienkę – wyjaśnia Kamila.

Warto zaznaczyć, że stroje czy auta to niejedyne koszty, których żałują nowożeńcy. Niektórzy w pogoni za idealną uroczystością decydują się nawet na kredyt, który pomoże sfinansować ich marzenia. Nie neguję, oczywiście, że ślub i wesele to piękny moment, jednak najważniejsze tego dnia jest to, co wydarzy się między narzeczonymi. Zadłużanie się nie ma w tym przypadku najmniejszego sensu. - Teraz na pewno nie wzięłabym pożyczki na wesele. Zamiast tego, wybrałabym po prostu inną salę i oszczędziła sobie i mężowi późniejszych problemów finansowych - mówi Agnieszka.

"Szkoda, że wtedy o tym nie pomyśleliśmy"

Na drugim końcu szali osób, które po czasie uświadomiły sobie, że ich uroczystość powinna wyglądać inaczej są nowożeńcy, którzy żałują, że pominęli pewne kwestie. Najczęściej w tym miejscu wymieniany jest fotograf czy operator kamery, którzy z różnych powodów nie pojawili się na uroczystości. - Bardzo żałuję, że nie mam teledysku ślubnego, ale nie mieliśmy wtedy pieniędzy - wyjaśnia Lidia. Rzeczywiście wszystko, co pozwoli utrwalić wspomnienia i te wyjątkowe chwile to koszt, który warto ponieść, nawet jeśli oznacza to oszczędności w innych obszarach.

Inną kwestią, która często pojawia się wśród "chybionych" pomysłów narzeczonych są... prezenty ślubne. Od jakiegoś czasu na zaproszeniach pojawiają się adnotacje, że para młoda prosi o wino, książki, kupony na loterię, zabawki dla dzieci czy karmę dla zwierząt zamiast zwyczajowych kwiatów. Niestety często okazuje się, że goście, idąc po linii najmniejszego oporu wybierają albo słabej jakości produkty, których schronisko nie chce przyjąć, a ofiarowane kupony lotto wzbogacają nie młodych, a kolektury. - Zamiast kwiatów zażyczyliśmy sobie kupony lotto, dziś wolelibyśmy, by były to książki, byłoby to zdecydowanie bardziej praktyczne – mówi Lidia.

"Zrobimy to sami"

Organizacja ślubu i wesela to potężne przedsięwzięcie: zajmuje dużo czasu, jest najczęściej kosztowne i wiążę się z ogromnymi emocjami. Oprócz tego toczy się też normalne życie i obowiązki z nim związane: zarówno te w domu, jak i w pracy. Wiele par młodych decyduje się natomiast brać na siebie kolejne obowiązki związane na przykład z przygotowaniem dekoracji czy transportem niezbędnych do organizacji uroczystości akcesoriów, zamiast poprosić o pomoc znajomych lub powierzyć to zadanie profesjonalistom.

- Marzyły mi się spektakularne kompozycje kwiatowe, jednak uznałam, że wycena florystki jest o wiele za wysoka. Postanowiłam więc, że zrobię je sama dzień przed uroczystością. Wstałam w środku nocy, żeby pojechać na giełdę, na której wcisnęli mi nieświeże kwiaty (oczywiście po standardowej cenie), a następnie cały dzień spędziłam na sali weselnej - wspomina Ola. - Miałam zniszczone ręce, bolały mnie kolana, a efekt końcowy... no cóż, powiedzmy, że nie spełniał moich oczekiwań. Do tego, jak podsumowałam wszystkie koszty (w tym także czas), okazało się, że oszczędziłam niecałe 300 złotych. To zdecydowanie był zły pomysł - wyjaśnia.

Mąż Izy postanowił z kolei, że sam przywiezie na uroczystość dziadków mieszkających kilkaset kilometrów od miejsca, w którym odbywał się ślub. Spędził w samochodzie kilkanaście godzin, choć z powodzeniem mógł poprosić o pomoc na przykład swojego brata. Dlaczego nie zdecydował się na ten krok? - Obiecaliśmy sobie, że uroczystość zorganizujemy sami. Teraz wiem, że to był błąd - opowiada.

Wesele pod dyktando innych

Wiele par młodych wspomina też, że drugi raz nie zdecydowałyby się na to, żeby uroczystość opłacili i organizowali ich bliscy. - Ponieważ rodzice opłacali nasze wesele, chcieli o wszystkim decydować. To nic, że nam podobały się kameralne śluby i minimalistyczne przyjęcia. Im marzyła się wielka feta z pompą, na której będzie się bawiła cała rodzina, także ta daleka, której żadne z nas praktycznie nie zna - tłumaczy Gabriela. - Kiedy chcieliśmy o czymś zdecydować, nie ważne, czy był to wybór sukni ślubnej, dekoracji, czy smaku tortu, oni mieli inne zdanie, a nam nie pozostało nic innego, jak się z nimi zgodzić. W pewnym momencie doszło do tego, że musieliśmy wykreślić z listy gości naszych znajomych, bo daleka krewna zdecydowała się przyjechać ze swoimi dziećmi. W dniu ślubu, zamiast otoczeni znajomymi, życzliwymi nam twarzami, weszliśmy do kościoła, w której połowy osób praktycznie nie znaliśmy - wspomina.

"Drugi raz bym tego nie zrobiła" - czego żałują znane panny młode?

Swoimi przemyśleniami na temat uroczystości dzielą się w sieci także znani i lubiani. Anja Rubik po ślubie z Sashą Knazevicem opowiadała, że cała ceremonia była precyzyjnie opisana w stworzonym przez nią scenariuszu. Dokument był tak szczegółowy, że zawierał także wytyczne dotyczące... listków mandarynek. W założeniu modelki, każdy z położonych na stole owoców powinien mieć od jednego do dwóch listków, niestety większość z nich nie miała żadnego. Czy tak szczegółowe zapisy były potrzebne? Rubik sama przyznaje, że nadmierne przywiązanie do detali zepsuło jej radość w trakcie zabawy.

Swoimi przemyśleniami podzieliła się także Youtuberka i TikTokerka, Dominika Soja-Blat. Kiedy fani zapytali ją o to, co chciałaby zmienić w swojej uroczystości, wymieniła między innymi jego styl i suknię ślubną, wspomniała też o zatrudnieniu konsultantki ślubnej lub konsultanta ślubnego.

Zobacz wideo: Nietypowa celebracja małżeństwa. Para młoda w pięknych strojach wskoczyła do morza

Zobacz także:

Autor:Sylwia Wołoch, Katarzyna Lackowska

Źródło zdjęcia głównego: andreonegin/Getty Images

Pozostałe wiadomości