Styl życia

"Siła jest kobietą". Znana blogerka o walce z nerwicą lękową: "Serce waliło mi jak oszalałe, cała się trzęsłam"

Styl życia

Archiwum prywatne

Nerwice należą do najczęściej występujących zaburzeń psychicznych. Szacuje się, że w niektórych grupach społecznych czy zawodowych zachorowalność sięga aż 30-40 proc. - Twój stan psychiczny wpływa na twoje ciało - mówi blogerka, Marta Pardyak, która w ramach cyklu "Siła jest kobietą" zgodziła się opowiedzieć swoją historię.

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyku udowadniają, że siła jest kobietą.

Marta Pardyak – z wykształcenia kosmetolog i manager zdrowia publicznego. Przez lata pracowała jako trener i wykładowca, aż pewnego dnia porzuciła dwa etaty, żeby zacząć pisać bloga - zupełnie od zera. Dziś jej stronę sekretypiekna.com.pl odwiedza tysiące osób miesięcznie, a ona stała się kobietą sukcesu, choć podkreśla, że jeszcze długa droga przed nią, by tak się określić.

Życie z nerwicą lękową

Dominika Czerniszewska, dziendobry.tvn.pl: Kiedy wystąpiły u Ciebie pierwsze objawy nerwicy lękowej?

Marta Pardyak, blogerka: Nerwica zaatakowała dość nagle, gdy miałam 26-27 lat. Pierwszego ataku paniki dostałam, jak to często bywa, w nocy. Obudziłam się koło północy i nie wiedziałam, co się dzieje – serce waliło mi jak oszalałe, cała się trzęsłam, czułam, że zaraz zemdleję. Tak zaczęła się moja przygoda z nerwicą lękową.

Skonsultowałaś się od razu z lekarzem?

Nie od razu. Dopiero gdy ataki się nasiliły. Dość późno zaczęłam korzystać z pomocy psychologa, ponieważ nie był on dla mnie kluczowym elementem w procesie leczenia. Często powtarzam, że najlepszy psycholog nie pomoże, jeśli ty sama nie zmienisz swojego myślenia i postawy.

Dowiedziałaś się, co jest podłożem nerwicy?

Nerwica lękowa jest dość złożonym problemem. Często jej podłożem jest trauma, ale w moim przypadku tak nie było. Kilka czynników się na to złożyło: praca zawodowa, życie prywatne, stres i fakt, że jestem bardzo wrażliwa. Kulminacja tych wszystkich rzeczy wywołała nerwicę lękową, w tym ataki paniki.

Jak nerwica wpłynęła na twoje życie zawodowe?

Pracowałam wtedy jako wykładowca. Miałam grupy po ok. 20 dziewcząt. Z jednej strony starałam się skupiać tylko na pracy, a z drugiej, gdy szłam na wykłady, zastanawiałam się, a co jeśli zemdleję podczas prowadzenia zajęć, co pomyślą studentki. Nie rzutowało to jednak na mój profesjonalizm, bo walka toczyła się we mnie w środku. Na zewnątrz nic nie było widać. Natomiast, gdy wracałam po pracy do domu, napięcie opadało. To jest jeden z problemów nerwicy lękowej - większość osób z twojego otoczenia nie wie, co się z tobą dzieje, bo boisz się komukolwiek powiedzieć albo boisz się, że ktoś coś zauważy.

Nadal zdarzają się ataki paniki?

Z nerwicą borykałam się przez 2 lata. Od dobrych 6 lat nie mam już ataków i mogę uznać, że ten stan nerwicy zmienił totalnie moje postrzeganie świata i samej siebie.

Co Ci pomagało w tych trudnych chwilach?

Najbardziej pomogła mi samopomoc (dopiero ostatnio dowiedziałam się, że to się tak nazywa). W pewnym momencie poczułam, że muszę coś zmienić w życiu. Znaleźć swoją przestrzeń. Gdy powoli zaczęłam wychodzić z nerwicy, pomyślałam, że w końcu chcę "zrobić coś pod swoim nazwiskiem". Do tej pory pracowałam dla kogoś lub pod kimś. Postanowiłam więc założyć bloga urodowego, miejsce, w którym będę miała całkowitą swobodę pracy.

Na początku nikt go nie czytał. Miał zero wyświetleń. By dojść do momentu, w którym jestem teraz, musiałam poświęcić masę czasu i zaangażowania. To moja pasja, więc dla mnie to nie był czas "z przymusu". Tak samo piszę i tworzę dla 120 tys. osób, jak i dla 5 tys.

W pracy nad blogiem nikt mi nie pomagał i nie pomaga. Myślę, że dzięki temu też nerwica poszła w eter, ponieważ całkowicie skupiłam się na rozwoju. Przestałam myśleć o tym, czy mi się coś stanie, czy zaraz znowu dostanę ataku paniki… Uważam, że blog nie tylko zawodowo, ale i terapeutycznie pomógł mi w życiu. Oczywiście zakładając go, nie wiedziałam, że tak się stanie. To był pozytywny skutek uboczny. Jednak mój przykład potwierdza, że w życiu wszystko dzieje się po coś i wszystko ma swój sens, mimo że czasami dopiero po latach to rozumiemy.

Od wykładowczyni po znaną blogerkę

Nie bałaś się postawić wszystkiego na jedną kartę? Zdecydowałaś się porzucić dotychczasową pracę z dnia na dzień…

Bardzo się bałam. Patrząc na to teraz, biorąc pod uwagę nerwicę lękową, to nie było zbyt mądre posunięcie. Rzuciłam dwa dobrze płatne etaty na rzecz pisania bloga. Co więcej, nie miałam na niego środków finansowych, za to musiałam spłacać raty kredytu. By blog zaczął dobrze funkcjonować, potrzebne są minimum dwa lata, więc perspektywa nie była obiecująca. Na szczęście mogłam liczyć na wsparcie rodziców – nie tyle finansowe, ile psychiczne i to, że mogłam u nich mieszkać.

Natomiast intuicja mną kierowała. Czułam, że po prostu chcę to robić. Jestem osobą nie tylko wrażliwą, ale i upartą. Jeśli angażuję się w coś, to na 1000 proc. Nie chciałam rozpraszać się między blogiem a etatem. Trzeba było się zdecydować i cóż, wyjść z bezpiecznej strefy komfortu. Bo człowiek im dłużej się zastanawia, rozmyśla, tym pomysły zostają tylko pomysłami, zamiast wcielać je w życie. W moim przypadku był to więc skok na głęboką wodę. Miałam jednak świadomość, że jeśli mi nie wyjdzie, to wrócę do pracy kosmetologa lub na uczelnię, bo przecież za coś trzeba żyć i spłacać raty. Dziś absolutnie nie żałuję swojej decyzji.

Skok na głęboką wodę okazał się kluczem do sukcesu.

To bardzo miłe, jak ktoś tak mówi. Osobiście uważam jednak, że jeszcze długa droga przede mną, by osiągnąć sukces, taki jaki bym chciała.

Czy po 5 latach od pierwszego wpisu, blog stał się dochodowy?

Tak. Natomiast jeszcze nie jestem na takim etapie, co w przeszłości, gdy pracowałam na dwóch etatach. Jednak spokojnie się utrzymuję.

Na jakim przekazie się skupiasz?

Z wykształcenia i doświadczenia jestem kosmetologiem, więc głównie skupiam się na urodzie. Natomiast bardzo często zahaczam również o tematy zdrowotne. Zresztą u siebie na blogu też pisałam o tym, jak wyleczyłam się z nerwicy lękowej.

I jaki był odzew?

Bardzo duży. Do dzisiaj to jeden z najchętniej czytanych wpisów. Wiele kobiet pisało do mnie w prywatnych wiadomościach, zwłaszcza w pandemii. Pamiętam, że pewnego wieczoru o godzinie 22 dostałam wiadomość od ciężarnej internautki, która napisała, że ma atak paniki i nie wie, co ma robić. Z kolei inna przyznała, że chce odejść od męża, ale nie potrafi. Nie jestem psychologiem, więc czuję wdzięczność, że mają do mnie zaufanie. Wysłucham, poradzę, ale i proponuję, by udały się do specjalisty, który doradzi im fachowo.

Niektóre kobiety, zamiast zwierzać się przyjaciółce, mężowi, psychologowi wolą opowiedzieć swoją historię obcej osobie, która zmagała się z tym samym problemem.

Jest dokładnie tak, jak mówisz. Te kobiety nie mają do kogo się zwrócić albo nie chcą, więc to mi zadają pytania: "Jak mi się udało?", "Co zrobiłam?", "Czy przyjmowałam leki?". Dziewczyny boją się często powiedzieć rodzinie, wstydzą się. Znam to z autopsji, bo przed takimi samymi dylematami stałam.

Nerwica jest złożoną chorobą somatyczną. Twój stan psychiczny wpływa na twoje ciało. Na szczęście w moim przypadku mama wiedziała, jak postąpić. Gdy wpadałam w panikę, ona spokojnym tonem mówiła: "Marta nic ci się nie dzieje. Wszystko jest dobrze". Te słowa działały na mnie jak lekarstwo. Zresztą tak działa nerwica. Musisz sama w głowie wmawiać sobie, że nic ci nie dolega. Tysiące razy wydawało mi się, że mam zawał, ale tak naprawdę nigdy go nie miałam. Natomiast mężczyzn ciekawią przede wszystkim kwestie zdrowotne. Nawet dzisiaj jeden z panów, poprosił, żebym pomogła mu z boleriozą.

Jak udało Ci się rozwinąć bloga? Na rynku konkurencja jest olbrzymia…

To jest dobre pytanie. Na pewno ciężką pracą i miłością do tego, co robię. Jestem autentyczna. Nigdy nikogo nie udaję, nie naśladuję. Mam swój styl pisania, bycia i zawsze się tego trzymam. Obecnie współpracuję z różnymi firmami, przede wszystkim z branży beauty, lecz nie tylko. Wykorzystuję swoją wiedzę i 7-letnie doświadczenie kosmetologa. Przypomnę, że długo nie zarabiałam na blogu. Przez pierwsze 2 lata nawet przysłowiowej złotówki, więc było mi bardzo ciężko. Kilka razy zastanawiałam się, czy tego nie rzucić. Wytrzymałam jednak. Zagryzłam zęby. To jest bardzo ciężka praca i z pewnością nie dla każdego. Trzeba mieć dużo samozaparcia, ale traktuję to jako kształtowanie siły charakteru i ducha walki. Tak więc wyszło na plus!

Jak wygląda twój typowy dzień?

Nie mam takiego dnia (śmiech). I to najbardziej podoba mi się w mojej pracy. Każdy dzień jest inny, ale każdy w Internecie. Jednego dnia skupiam się na Instagramie, drugiego - szukam miejsc, współpracuję z firmami, a trzeciego – zajmuję się blogiem. Przed pandemią uczestniczyłam też w wydarzeniach związanych z branżą beauty. Ale… największą wadą jest to, że pracujesz 7 dni w tygodniu. Tutaj nie ma czegoś takiego jak weekend czy dzień wolny. Nawet jeśli masz wolne, to głową jesteś w pracy. Zastanawiasz się, o czym internauci chcieliby przeczytać, jaki temat jest wart ich uwagi.

W przypadku dziennikarek i dziennikarzy jest podobnie. To trudny kawałek chleba.

Zdecydowanie.

Co poradziłabyś kobietom, które chciałyby podążyć podobną drogą i założyć bloga?

Kiedyś powiedziałbym, żeby próbowały, skakały na głęboką wodę. Teraz zaleciłabym jednak rozwagę, bo to, że ja tak zrobiłam, nie oznacza, żeby kobiety czerpały ze mnie przykład. Gdy chcą otworzyć bloga, niech to zrobią, ale nie wywracają całego swojego życia o 180 stopni. Chyba że je na to stać – psychicznie i ekonomicznie.

Gdy chcą zmienić pracę, która je unieszczęśliwia, powinny to zrobić. Tylko wszystko z głową, a nie z dnia na dzień. Zabezpieczenie finansowe jest bardzo ważne. Przypominam, że u mnie dopiero teraz to owocuje. Na początku nie miałam tej pewności, czy wyjdzie, czy będę miała siłę i czytelników, którzy pozwolą mi się rozwijać. Wiem, jednak że najpiękniejsze rzeczy powstają z marzeń.

Z Twoich wcześniejszych wypowiedzi wynika, że pracujesz 24 godziny na dobę. Czy mówisz czasem: "Stop. Udaję się na urlop"?

U mnie pojęcie "urlop"– nie występuje. Mogę z każdego miejsca na świecie pracować. Warunek? Dostęp do Internetu (śmiech). Mieszkałam rok w Sopocie, więc często pracowałam na plaży. Natomiast należy pamiętać, że jeśli przez dłuższy czas, nie działasz prężnie na Instagramie, to automatycznie spadają zasięgi. Na szczęście z blogiem już tak się nie dzieje. Jest tak pozycjonowany, że gdy nie ma mnie na nim przez 3 dni, to potrafi mieć rekordowe zasięgi. Blog jest moim dzieckiem, które radzi sobie samo.

Nie masz już dość bycia ciągle online?

Obecnie nie jestem już cały czas online, choć na początku rzeczywiście tak było. Teraz staram się wprowadzić tę równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Jednak jest to trudne. Każdy bloger czy influencer posiadający duże zasięgi doskonale o tym wie. Na dłuższą metę faktycznie jest to bardzo męczące.

Obecnie żyjemy w erze mediów społecznościowych. Jest wiele badań poświęconych temu, jak szkodliwie wpływają na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Dlatego tak ważna jest ta równowaga w życiu. Nie można dać się zniewolić.

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu Siła jest kobietą? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Zobacz także:

Zobacz wideo: Czym jest nerwica lękowa?

Autor: Dominika Czerniszewska

Pozostałe wiadomości