Finanse i Praca

Polska branża beauty czeka na pracowniczki z Ukrainy. Czeka nas rewolucja w sektorze usług?

Finanse i Praca

Reporter:
Adam Barabasz
Źródło:
dziennik.pl
Wizyta u fryzjera

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę w Polsce znalazło się 1,8 mln uchodźców. Takie dane przekazała Straż Graniczna. Z ogarniętego wojną kraju uciekają głównie kobiety. Część z nich będzie chciało zostać nad Wisłą i podjąć pracę. Pracodawcy w sektorze beauty już zacierają ręce.

Drożejący fryzjerzy

Mówiąca w innym języku lub z obcym akcentem fryzjerka lub kosmetyczka nikogo w Polsce szczególnie nie szokuje. Rynek jest chłonny, a kolejne zakłady wyrastają jak grzyby po deszczu. Bywalcy salonów piękności przy ich wyborze kierują się nie tylko ceną, ale gównie dopasowaniem poziomu usług do ich oczekiwań. Wierne grono klientek i klientów daje biznesowi szansę na przetrwanie i jest najlepszym zespołem marketingowym.

Choć znalezienie ad hoc wolnego terminu u ulubionej manicurzystki lub fryzjera graniczy z cudem, branża beauty wyszła z pandemii mocno poturbowana. W kwietniu minionego roku BIG Info Monitor alarmował, że zadłużenie sektora wzrosło o ponad 10 proc. do 10 proc. do 95 mln zł. Średni dług fryzjerów i kosmetyczek przekraczał 29 tys. zł.

- Musieliśmy zmienić cennik - przyznaje właścicielka salonu fryzjerskiego w dużym mieście na południu Polski. - W dziale męskim podnieśliśmy ceny o 5-10 zł. Damskie usługi, które w dużej mierze wyceniamy indywidualnie, średnio zdrożały o 30-40 zł. Część klientów przychodzi rzadziej, część pyta o możliwość wykonania usługi w domu bez paragonu. Doskonale ich rozumiem. Wielu fryzjerów nie chce jednak ryzykować, działając jedną nogą w szarej strefie. Poza tym jeżdżenie do klientów też bywa uciążliwe - z dwugodzinnej usługi robi się czterogodzinna wyprawa, a skoro klientka chce załatwić wszystko taniej, to nie skasuję jej dodatkowo za mój dojazd - zaznacza.

Ukraina

Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi Dzień Dobry TVN
wideo 2/5

Podwyżek cen można było doświadczyć na przełomie roku. Przedsiębiorcy tłumaczyli to wzrostem cen energii elektrycznej i podniesieniem pensji minimalnej. Wraz z szalejąca inflacją pracownicy zaczęli się - siłą rzeczy - domagać wyższych pensji. Choć dla pracodawców głęboko zakorzenionych w pół dzikim kapitalizmie lat 90. może wydawać się to szokującym, osoby wykonujące prace na etat chcą mieć możliwość utrzymania się z wypracowanej pensji. Jak donosi Dziennik.pl, do tej pory kosmetyczki żądały średnio 4 tys. zł netto podstawy plus 30 proc. prowizji od każdego klienta. Miesięcznie dawało to kwotę na poziomie 6 tys. złotych. Przedsiębiorcy mówią wprost, że migranci ekonomiczni godzą się na gorsze warunki finansowe - średnio o ok. 15-20 proc. Z rozmarzeniem spoglądają więc w stronę wschodniej granicy.

Czy uchodźcy zmienią branżę beauty w Polsce?

Niestety sen polskich gepardów biznesu o napływie tanich pracowników może się nie ziścić. Wielu z przybyszów - podobnie jak Polacy zagranicą - odkładało pieniądze, które wysyłało do domu. Część uchodźców na Ukrainę nie wróci, bo najzwyczajniej nie ma dokąd. Jest więc naturalnym, że wykonując równorzędną pracę będą oczekiwali identycznego wynagrodzenia gwarantującego porównywalny poziom życia. A jaka jest wartość złotówki, jeśli nie przeliczy się jej na hrywny, wiemy wszyscy.

Przedsiębiorcy z niepokojem patrzą też na znowelizowaną ustawę o cudzoziemcach. Zakłada ona, że pracodawcy będą zobowiązani do wypłacania minimalnej pensji (obecnie 3 010 zł brutto) bez względu na podstawę zatrudnienia. To zdaniem właścicieli firm ma utrudniać zawieranie umów na pół etatu. Branża chce również wystosować do rządu apel, w którym poprosi o systemowe wsparcie wchodzących na polski rynek pracy Ukrainek.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Reporter: Adam Barabasz

Źródło: dziennik.pl

Źródło zdjęcia głównego: Nancy Honey / Getty Images

Pozostałe wiadomości