Styl życia

Boże Narodzenie w domu dziecka. "W wigilię jest najtrudniejszy moment"

Styl życia

Aktualizacja:

"Chata" to placówka opiekuńczo-wychowawcza mieszcząca się w Świdnicy. Dla wychowanków nie jest jednak zwykłym domem dziecka, a domem, w którym większość z nich spędza święta. O czym marzą, pisząc listy do św. Mikołaja?

Święta w domu dziecka

W placówce przebywa 14 wychowanków. Najmłodszy jest 9 letni Adaś, a najstarszy ma 23 lata.

- Jesteśmy tak blisko, na ile jest to możliwe. Dzieciaki mówią do mnie 'ciociu', dla mnie są najważniejsze na świecie - zapewnia Beata Stempniak, dyrektorka placówki opiekuńczo-wychowawczej. Jak podkreśla, nie nazywa ośrodka domem dziecka, tylko "chatą"'.

- Każdy ma coś wspaniałego w sobie, są rewelacyjni, energiczni, pomysłowi. Nie ma kogoś, kto nie byłby wyjątkowy - mówi o swoich podopiecznych wychowawczyni Anna Karkulowska.

- To miejsce jest dla mnie domem , mam tu dużo przyjaciół, są miłe wychowawczynie, jest mi tu bardzo dobrze - zaznacza 9-letnia Ania, mieszkanka placówki. W świętach najbardziej lubi to, że wszyscy razem spędzają czas.

- Bawimy się sztucznym śniegiem, ubieramy choinkę, taka frajda dla nas - opowiada dziewczynka.

- Najbardziej lubię prace plastyczne z innymi, uwielbiam też siedzieć z bliskimi przy stole - dodaje jej koleżanka Anna.

Każdego roku najlepszym momentem jest pisanie listów do św. Mikołaja, natomiast dla części dzieci najtrudniejszym dniem w ośrodku - jak twierdzi jego dyrektorka - jest wigilia. Innego zdania jest jednak Paweł:

- Moje najfajniejsze święta spędziłem tutaj, ze wszystkimi. Przyszedł do nas Mikołaj, wszyscy dostaliśmy łyżwy, z czego się bardzo cieszyliśmy i jak tylko mogliśmy, wychodziliśmy na lodowisko, aby się tymi łyżwami nacieszyć - wspomina chłopiec.

- Ja jeszcze nie mam żadnych marzeń, ale może na przyszłą Gwiazdkę będę jeszcze miała - zastanawia się Ania.

Adam Kita i jego książka

Mieszkańcy "Chaty" są ze sobą bardzo związani, wspierają się, wspólnie przeżywają swoje sukcesy i porażki.

- Łączy je wspólna przeszłość, mimo że każdy ma inną, ale równie bolesną - tłumaczy dyrektor Beata Stempniak.

Dla Adama Kity placówka jest drugim domem dziecka, wcześniej przebywał w rodzinie zastępczej. Swoje doświadczenia z instytucjami opiekuńczymi opisał w książce pt. "Bez nich ja nie mam po co żyć, ja żyję tylko dla nich". Matka porzuciła go, gdy miał 2 latka, a ojciec nie poradził sobie sam.

- Zaczął się pojawiać alkohol, zostawiał nas samych, w domu nie było światła (...). Wychowywała nas prababcia, która miał 98 lat, prawo nie pozwala na to, żebyśmy mogli przebywać u starszej kobiety i ze względu na to musieliśmy trafić do domu dziecka. Ciężko mi o tym mówić - nie ukrywa Adam.

Dodaje także, że babcia przekazała mu kilka życiowych wartości, m.in. że trzeba pomagać drugiemu człowiekowi.

- Nie warto się zamykać, warto być otwartym człowiekiem, nie warto się poddawać - zaznacza wychowanek placówki. Jak podkreśla, do ośrodka trafiają dzieciaki, których rodzice zawiedli, tak samo jak jego. Teraz jest na studiach pedagogicznych i zamierza wykonać zadanie, które przed sobą postawił:

- Wyjdę stąd jako wychowanek i wrócę jako wychowawca - obiecuje Adam Kita.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.pl

Zobacz też:

Święta u Alżbety Lenskiej i Rafała Cieszyńskiego: "Wydarzenia sprzed dwóch lat nauczyły nas tego, żeby żyć chwilą"

Hej kolęda, kolęda! Alicja Majewska: "Słuchajmy, o czym śpiewamy, bo to przecudne przesłania"

Psycholog: warto poszukać pozytywów tegorocznych świąt w czasie pandemii

Autor: Luiza Bebłot

Reporter: Sylwia Repeła

Pozostałe wiadomości