Wasze historie

"Siła jest kobietą". Ukraińska lekarka z Siedlec zapewnia rodaków: "Postaram się zrobić wszystko"

Wasze historie

Autor:
Dominika
Czerniszewska
dr Iryna Barancewicz
Archiwum prywatne/klinikaniewinski.pldr Iryna Barancewicz o inwazji rosyjskiej

W polskich placówkach medycznych pracuje wiele lekarek i lekarzy z Ukrainy. Jedną z nich jest dr Iryna Barancewicz, która przyjechała do kraju nad Wisłą 10 lat temu. W cyklu "Siła jest kobietą" opowiedziała o inwazji rosyjskiej i bliskich, którzy zostali w Ukrainie. - Mój tato w wieku 70 lat jako lekarz-ortopeda wciąż operuje. Jego ręce na pewno będą potrzebne, by pomóc rannym - mówi.

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyklu udowadniają, że siła jest kobietą. Dr n. med. Iryna Barancewicz ukończyła Uniwersytet Medyczny w Łuhansku. Szkolenie specjalizacyjne uzyskała w Klinice Okulistyki na Oddziale Mikrochirurgii Oczu w Szpitalu Miejskim w Doniecku. Odbyła liczne zagraniczne staże, a obecnie pracuje w Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim im. św. Jana Pawła II w Siedlcach.

Zobacz wideo: Wojna w Ukrainie

Wojna w Ukrainie

Ewakuacja dzieci z Charkowa
Ewakuacja dzieci z Charkowa Dzień Dobry TVN
wideo 2/16

Życie ukraińskiej lekarki w Polsce

Dominika Czerniszewska, dziendobry.tvn.pl: Szanowna pani doktor, od ilu lat mieszka pani w Polsce?

Dr n. med. Iryna Barancewicz, okulistka: Od 10. Przyjechałam tutaj jako lekarz-okulista z 15-letnim doświadczeniem. Kiedy opuszczałam Ukrainę, o wojnie jeszcze nikt nie myślał. Jako młoda, ambitna lekarka marzyłam o Europie Zachodniej. Chciałam się rozwijać. Jako stypendystka grantów odbywałam liczne staże: w Hiszpanii, Szwajcarii, Francji czy we Włoszech. Uczestniczyłam w konferencjach międzynarodowych. Te doświadczenia pokazały mi, że Unia Europejska ma lepszy dostęp do informacji i większe możliwości samokształcenia, rozwoju zawodowego. Wyjechałam do Polski, by zapewnić przyszłość sobie i swojej rodzinie.

I tak zamieszkała pani w Siedlcach…

Bo to miasto znajduje się blisko granicy. Najłatwiejszy, najszybszy i najtańszy wariant dojazdu do Ukrainy. Poza tym w Siedlcach była moja specjalizacja, czyli okulistyka.

Jak wspomina pani pierwsze kroki w obcym kraju?

Wyjazd do Polski nie był dla mnie łatwy. Musiałam załatwić kartę pobytu, nostryfikować dyplom ukończenia studiów, zaliczyć egzaminy ustne i pisemne, a także zdać egzamin państwowy. Ubiegałam się również o uznanie dyplomu specjalisty, co zajęło mi sporo czasu. Ale się udało.

Opuściła pani teren Donbasu na dwa lata przed inwazją rosyjską (2014 rok - przyp.red.), której wówczas też nikt się nie spodziewał...

Szczerze mówiąc, myślałam, że wrócę. Dotknę pamiątek rodzinnych. Zdążę powspominać dzieciństwo. To sentymenty, ale tym żyje człowiek. To nasza dusza i kawałek życia. Niestety. W 2014 roku mój rodzinny dom na terenie Donbasu został zajęty przez okupantów, bandytów. Jego już tam nie ma i nie ma powrotu.

Wnioskuję, że od 2014 roku nie odwiedzała pani Ukrainy?

Odwiedzałam, lecz rzadko. Za to rodzice często do mnie przyjeżdżali. W Polsce spędzaliśmy razem wakacje. Myślę, że nawet gdyby nie wybuchła wojna, to trudno byłoby mi wrócić. Minęło 10 lat. Wiele się zmieniło zarówno w służbie zdrowia, jak i edukacji. Teraz Polska jest moim domem. Tutaj założyłam rodzinę. Mam dwójkę dzieci. Mój młodszy synek ma trzy lata i jestem mu bardzo potrzebna.

Wojna w Ukrainie okiem lekarki

24 lutego Ukraina po raz kolejny została zaatakowana przez Rosjan. Codziennie słyszymy o heroicznej walce pani rodaków, śmierci za wolność. Jak sobie pani radzi z tą trudną sytuacją?

O tym, co wydarzyło się 24 lutego, dowiedziałam się o 7:30. Przyszłam wtedy do pracy i koleżanka-Białorusinka, która kończyła zmianę, przekazała mi te straszne wieści. Do niej od wczesnego poranka wydzwaniali koledzy i koleżanki z Białorusi. Gdy usłyszałam tę informację, byłam w szoku. Panicznie zaczęłam wyszukiwać informacji w Internecie. Próbowałam skontaktować się z bliskimi, którzy mieszkają w Ukrainie. 

Obecnie trudno jest mi się skupić na zwykłych czynnościach. Myślę o wojnie, o Ukrainie. To olbrzymi ciężar psychiczny. Jednak należy pamiętać, że inwazja Rosji na Ukrainę trwa od lutego 2014 roku. Wojska weszły wtedy na terytorium Krymu, Donbasu… ale sytuacja, którą mamy dzisiaj się różni. Bo nie tylko wschodnia część Ukrainy jest ostrzeliwana, a miasta w całym kraju. Dopiero teraz świat dostrzegł dramatyzm tej sytuacji. Owszem wcześniej wsparcie Europy i świata było, ale niepomierne z tragedią ludzi. Reakcja innych państw była na tyle łagodna, że nie powstrzymała agresora.

To prawda. Wielu polityków powinno bić się w pierś. Zastanawiam się, czy jako medyczka została pani powołanie do armii?

Kobiety w Ukrainie nie są powoływane do armii. One mogą się zgłosić i rzeczywiście to robią. Jest to na razie dobrowolne. Obecnie stanowią ok. 17 proc. wojska Ukrainy. Natomiast każdy pracownik medyczny - jeśli zajdzie taka potrzeba - niezależnie od płci ma wojenny obowiązek pomagać rannym nawet na pierwszej linii frontu.

Wielu pani rodaków pracuje w siedleckim szpitalu?

W szpitalu jestem jedyną Ukrainką. Natomiast jest wielu lekarzy z Białorusi. To są bardzo sympatyczne osoby. Jesteśmy w przyjacielskich stosunkach i wzajemnie się wspieramy, pomimo że na terenie ich kraju obecna jest propaganda rosyjska. Jednak wielu Białorusinów nie chce tej wojny i sprzeciwia się działaniom Łukaszenki.

Nikt nie chce tej wojny oprócz sprzymierzeńców Putina...

Tak, bo przyroda przecież nie posiada granic. To wymysł człowieka. Ta wojna nikomu nie jest potrzebna. Każdy z nas myśli tylko o jednym - żeby nastał pokój. Postaram się zrobić wszystko, by pomóc rodakom. Dam dach nad głową. Będę ich utrzymywać. Uczestniczę też w zbiórkach charytatywnych. Jeśli będzie taka potrzeba, oddam krew.

Będzie pani starała się sprowadzić krewnych do Polski?

Moi rodzice postanowili, że zostaną w Ukrainie. Po inwazji agresora na terytorium Donbasu zamieszkali w zachodniej części kraju, gdzie jest względnie bezpiecznie. Mój tato w wieku 70 lat jeszcze pracuje jako lekarz-ortopeda. Operuje, a jego ręce na pewno będą potrzebne, by pomóc rannym. Na miejscu zostali też moi przyjaciele, dobre koleżanki ze studiów. Każdy z nich dostał moje zaproszenie do Polski. Czekam na nich.

Wielu Polaków pomaga osobom uciekającym przed wojną. Co pani sądzi o ich solidarności?

Otrzymaliśmy bardzo dużo wsparcia. To jest coś niesamowitego. W imieniu wszystkich Ukraińców chciałabym podziękować Polakom. Jestem też bardzo wdzięczna za okazaną pomoc w szpitalu, szczególnie prezesowi placówki i pani ordynator Małgorzacie Okuniewskiej-Kalickiej. Na co dzień widzę ich współczucie i zrozumienie. Polacy to naprawdę bardzo dobrzy i mili ludzie.

Zobacz wideo: Waleczne serca Ukraińców

Waleczne serca Ukraińców
Waleczne serca Ukraińców
Dzień Dobry TVN

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu Siła jest kobietą? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Zobacz też:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Dominika Czerniszewska

Źródło zdjęcia głównego: Archiwum prywatne/klinikaniewinski.pl

Pozostałe wiadomości