Styl życia

Kupowanie ubrań dla dzieci w lumpeksie - przedsiębiorczość czy "ohyda"? Zdania mam są podzielone

Styl życia

Sophie Walster/Getty Images

Zwolenniczki kupowania ubranek dla dzieci w second handach uważają, że jest to przejaw przedsiębiorczości i troska o środowisko. Z kolei przeciwniczkom tego typu zakupów nie mieści się w głowie, by ich pociechy nosiły rzeczy po obcej osobie. Mamy podzieliły się z nami swoimi opiniami.

Lara Gessler pochwaliła się w sieci, że jej córka Nena nosi używane rzeczy. - W ostatnich miesiącach większość naszych ubrań jest z drugiej ręki - poinformowała na swoim profilu na Instagramie. Choć gwiazda może sobie pozwolić na nabywanie nowych elementów odzieżowych, to jednak decyduje się na bardziej ekologiczne rozwiązanie i nadaje ubraniom drugie życie. Co inne mamy sądzą na ten temat?

Kupowanie w second handach to nie wstyd

Kamila Krakowiak ma dwuletniego syna i prawie wszystkie ubrania chłopca pochodzą z drugiej ręki. - Albo dostaliśmy je od mojej siostry, która ma starsze dziecko, albo znalazłam w lumpeksie - mówi nam.

Kobieta uważa, że nabywanie używanej odzieży nie jest absolutnie powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie, to forma oszczędzania. - Ja się nawet tym szczycę wśród koleżanek, że potrafię wyjść z ciucholandu z torbą czystych, bawełnianych ciuszków. Ostatnio zapłaciłam 25 zł za 5 kg ubrań. W zwykłym sklepie za takie pieniądze kupiłabym może jedną rzecz. To nie jest tak, że mnie nie stać na nowe rzeczy, po prostu kupowanie w sieciówkach pajacyków za 50 zł albo czapeczek za 15, to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo po kilku razach są już za małe - podkreśla Kamila i dodaje, że zaoszczędzone pieniądze odkłada na przyszłość swojego dziecka.

Podobnego zdania jest Aneta Skupińska, która również kupuje córce ubrania w second handach. Znalazła tam na przykład idealną sukienkę na chrzciny. - Nie wyobrażam sobie wydać 100 zł na taką rzecz. Biały komplet, czyli sukienka i kubraczek, kosztowały mnie dosłownie gorsze, jakieś 7 zł. Więcej zapłaciłam za ozdobną opaskę na główkę w sklepie z artykułami dla dzieci - około 20 zł - wylicza Aneta.

Mama pięciomiesięcznej Nadii nie brzydzi się ubierać córkę w używane rzeczy. - Moim zdaniem, kobiety, które do tego stopnia chuchają i dmuchają na swoje dziecko, że nawet ubrania muszą mieć z najwyższej półki, po prostu przesadzają. Oczywiście, higiena jest ważna, ale nie popadajmy w paranoję. Kiedy kupuję w lumpeksie, to przychodzę do domu i po pierwsze odparzam te rzeczy, a później piorę normalnie w pralce. Ciuszki, które bezpośrednio dotykają ciała mojej córki, czyli np. podkoszulki, koszulki czy spodenki, dodatkowo prasuję. Robię tak od dawna i nigdy Nadia nie miała żadnej wysypki po ubraniach z second handu - dodaje Skupińska.

Dlaczego mamy nie chcą kupować w second handach?

Choć wiele mam to klientki sklepów z używaną odzieżą, to są też i takie, które kategorycznie sprzeciwiają się nabywaniu rzeczy z drugiej ręki.

- Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci nosiły rzeczy po kimś. To ohydne - mówi nam Paulina Dudek, mama siedmiomiesięcznej córki i czteroletniego syna. - Poza tym, nawet po wielu praniach nie da się pozbyć tego nieprzyjemnego zapachu lumpeksu - zaznacza.

Paulina znalazła sposób, by kupować rzeczy nowe, ale niedrogie. - Chodzę głównie na wyprzedaże albo sprawdzam gazetki promocyjne. W wielu supermarketach są stoiska z ubrankami dla dzieci i można dorwać rzeczy po 10-15 zł. Ponadto, są sieci popularnych sklepów, w których są zarówno rzeczy do domu, jak i odzież, i tam to już naprawdę płacąc 100 zł można malucha ubrać od stóp do głów - zauważa Dudek.

- Potrafię zaoszczędzić na innych rzeczach, jak np. zabawki, które kupuję w ograniczonej ilości, ale ubrania muszą być nowe i nie szkoda mi na nie pieniędzy - dodaje mama dwójki dzieci.

To samo uważa Lena Zawadzka, przeciwniczka kupowania z second handach. - Nie po to wydaję tyle pieniędzy na specjalne żele do mycia, kremy, bezzapachowe, delikatne proszki do prania, płyny itd., żeby później ubrać moje dziecko w stare ciuchy, które nie wiadomo, kto wcześniej miał i ile leżały w jakimś wilgotnym magazynie - twierdzi mama półtorarocznego chłopca.

- Sama nie kupuję sobie ubrań w lumpeksach, więc nie będę też kupować ich mojemu synowi - podkreśla Lena.

Używana odzież jest ekologiczna

Branża odzieżowa zajmuje niechlubne drugie miejsce w rankingu najbardziej szkodliwych i zanieczyszczających środowisko sektorów gospodarki. Dlatego noszenie ubrań z drugiej ręki, czyli nadanie nowego życia rzeczom, które już zostały wyprodukowane i są w obiegu, w dłuższej perspektywie będzie zrównoważonym rozwiązaniem. Mówi nam o tym Daria Rogowska, znana w sieci jako Ekocentryczka, która od wielu lat na swoim blogu oraz profilach w mediach społecznościowych publikuje treści dotyczące ekologii, minimalizmu, idei zero waste czy też kuchni roślinnej.

- Kupowanie z drugiej ręki jak najbardziej ma pozytywny wpływ na środowisko, bo nie generuje produkcji kolejnych tekstyliów. Nie dość, że dla dzieci te ubrania są w niskich cenach, to tak naprawdę są to zazwyczaj rzeczy mało noszone, bo maluchy szybko rosną i nie są w stanie ich zniszczyć. Uważam, że naprawdę warto kupować w second handach, tym bardziej, że często można tam znaleźć rzeczy znanych marek, które są bardzo dobrej jakości - zaznacza Daria Rogowska.

Czy kupowanie używanej odzieży rzeczywiście jest niehigieniczne? - Takie ubrania można bez problemu odświeżyć, wyprać, wyprasować, zdezynfekować i nie będą szkodliwe dla dziecka. Poza tym, kupując rzeczy w sklepie, też nie wiemy, w jakich warunkach były transportowane, co było w kontenerach, w których zostały przywiezione bądź, kto je wcześniej przymierzał. Dlatego dziecięce ubranka zarówno z second handu, jak i z sieciówki, trzeba najpierw wyprać - podkreśla Ekocentryczka.

Zobacz także:

Zobacz wideo: Modne stylizacje prosto z second handu

Autor: Justyna Piąsta

Pozostałe wiadomości