Była na granicy polsko-ukraińskiej. "Obok tego ogromu zła dzieją się rzeczy, które dają nadzieję"

Sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej
Sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej
Źródło: mat. prywatne
W obliczu wojny w Ukrainie Polacy zjednoczyli się i pomagają sąsiadom zza wschodniej granicy tak, jak potrafią. Jedni jeżdżą do punktów recepcyjnych, gdzie oferują darmowy transport uchodźcom, inni organizują paczki z darami, kolejni wpłacają pieniądze i chodzą na protesty. Otworzyły się nasze serca, a wdzięczność Ukrainek i Ukraińców dalej napędza nas do działania.

Jak Polacy pomagają uchodźcom z Ukrainy?

Inwazja wojsk Putina na Ukrainę wstrząsnęła nie tylko Europą, ale i całym światem. Od pięciu dni tematem numer jeden w mediach, ale i rozmów Polaków, jest wojna, która toczy się tuż obok nas, za wschodnią granicą. Nie jesteśmy obojętni na nieszczęście Ukraińców. Chcemy działać i realnie niesiemy pomoc.

Ukraina

Źródło: Dzień Dobry TVN
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Tysiące uchodźców na granicy
Tysiące uchodźców na granicy
Ukraińska tożsamość a rosyjskie ambicje
Ukraińska tożsamość a rosyjskie ambicje
Atak Rosji na Ukrainę
Atak Rosji na Ukrainę
Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę
Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę

Anna Korytowska w piątek wieczorem skontaktowała się z punktem recepcyjnym w Dorohusku z pytaniem, czy potrzebny jest tam komuś transport do Warszawy. W niedzielę rano wraz z grupą znajomych czterema samochodami pojechali na granicę polsko-ukraińską.

- Nasze auta były załadowane po brzegi paczkami, bo udało się nam zebrać dary, to była ekspresowa akcja, wiele osób chciało pomóc. Jestem tym bardzo wzruszona. Pojechaliśmy do Dorohuska w niedzielę rano. Co ważne, jeśli ktoś chce jechać na granicę, to warto zatankować auto w swoim mieście, ponieważ na trasie nie ma benzyny, więc bardzo trudno tam zatankować. Pojechaliśmy do punktu recepcyjnego w Dorohusku, w którym zostawiliśmy dary. Było tam mnóstwo Polaków, którzy przywozili paczki i pomagali. Sytuacja wyglądała tak, że w Dorohusku granicę przekraczają tylko samochody, nie ma przejścia granicznego dla pieszych. Dlatego nie było potrzeby zabierania nikogo, bo wszyscy mieli swój transport. Stamtąd pokierowano nas na przejście graniczne w Zosinie, 40 km dalej. Tam czekaliśmy przy granicy. Osób, które oferowały transport było więcej, niż faktycznie było na to zapotrzebowanie. Kilkadziesiąt osób stało z tabliczkami z ukraińskimi napisami, oferując podwiezienie zupełnie za darmo - mówi Anna Korytowska w rozmowie z Justyną Piąstą z dziendobry.tvn.pl.

Osoby, które w Zosinie przekraczały granicę pieszo, transportowane były autokarami do Hrubieszowa do punktu recepcyjnego w Hrubieszowskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. - Tam na hali były przygotowane łóżka polowe, różnego rodzaju rzeczy z darów już czekały na ludzi. Stamtąd można było oferować transport. Nam udało się zabrać 14 osób do Warszawy i okolic - relacjonuje Ania.

Wielu Polaków chce pomagać, jednak najpierw warto zorientować się, gdzie i jaka pomoc jest potrzebna.

- Najlepiej kontaktować się z punktami recepcyjnymi i pytać, co jest potrzebne, czy rzeczy, czy transport, nocleg itd. Jeśli jest się już na miejscu, w jakimś punkcie, to służby udzielają informacji i kierują do punktów, w których realnie można komuś pomóc. Oprócz tego można zgłaszać swoją chęć działania na różnych grupach na Facebooku, można kontaktować się z fundacjami zaangażowanymi w pomoc uchodźcom. Powstała też strona pomagamukrainie.gov.pl, na której znajdują się odpowiednie zakładki dla osób, które chcą pomóc i które potrzebują pomocy - wylicza Ania Korytowska.

Jak relacjonuje nam Ania, Ukrainki i Ukraińcy przekraczający granicę są przerażeni. - Wielu z nich boi się przyjąć pomoc, ponieważ są w szoku, że oferujemy ją zupełnie za darmo, że nie chcemy nic w zamian. To, co mnie najbardziej poruszyło, to momenty spotkań Uchodźczyń i Uchodźców z bliskimi w Polsce. Widziałam osoby, które rzucają się w sobie w ramiona, cieszą się, że są już bezpieczne, że są razem. Widziałam dzieci biegnące do swoich bliskich. To było niezwykle wzruszające. Osoby uciekające z Ukrainy są bardzo wdzięczne za to, że Polacy im pomagają. To niesamowite i piękne, że obok tego ogromu zła dzieją się rzeczy, które dają nadzieję. To pokazuje, że możemy się zjednoczyć i jesteśmy solidarni - podkreśla Korytowska.

Zobacz także: #PomagamUkrainie. Gdzie szukać informacji na temat wsparcia dla uchodźców?

Każdy gest ma znaczenie

Marta Napieralska bez chwili zawahania zaczęła organizować paczki z darami dla Ukraińców. Robi to z potrzeby serca, bo przejęła się tym, co właśnie dzieje się w Ukrainie.

- Od kilku dni całymi dniami śledzę wydarzenia z Ukrainy i nie mogłam siedzieć bezczynnie. Chciałam pomóc, przydać się do czegoś. Teraz każdy gest dobroczynności jest ważny - wyznaje Marta.

Napieralska robi to, co może. - Zobaczyłam na antenie TVN24 QR kod, który przekierowuje do strony, na której można znaleźć sprawdzone zbiórki. Skontaktowałam się z kilkoma punktami i zapytałam, co jest im potrzebne. Pojechałam do sklepu, kupiłam pampersy, mleko dla dzieci, środki higieny osobistej, jak mydła, żele pod prysznic, szampony, oprócz tego konserwy, kasze, makarony, ryż, przekąski z długą datą ważności, trochę słodyczy dla dzieci i zgrzewki wody - to wszystko podzieliłam na kilka paczek i oddałam do punktów zbiorczych, które dalej przekierowują dary dla uchodźców. To, co mogę podpowiedzieć wszystkim, którzy chcą coś zrobić, to żeby dowiedzieli się dokładnie, co w danym miejscu jest potrzebne, bo potrzeby są różne. Do jednego miejsca trzeba dostarczyć żywność, ale do innego np. foteliki samochodowe dla dzieci, sprzęt elektroniczny, ręczniki, pościele, koce, zabawki - mówi nam Marta.

Kacper Kamiński nie może pojechać na granicę. Nie ma też warunków, by przyjąć u siebie uchodźców, dlatego wspiera Ukrainę inaczej.

- Wpłacam pieniądze na różnego rodzaju zbiórki, które są potwierdzone przez rządowe strony - np. zbiórka Polskiej Akcji Humanitarnej, Polskiego Czerwonego Krzyża, Caritasu czy Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce. Tam można wpłacać nawet niewielkie kwoty, tyle, na ile nas stać. Oprócz tego biorę udział w protestach pod budynkiem ambasady Rosji. To, co jeszcze robię, to działalność w mediach społecznościowych. Przekazuję informacje o fake newsach, których jest teraz pełno i na które trzeba uważać. Udostępniam też najnowsze informacje z serwisów informacyjnych, które opierają się na faktach - opowiada Kacper.

Kamiński nie chce siedzieć z założonymi rękami, gdy za polską granicą trwa wojna. - Od kilku dni żyję w stresie, bo bardzo przytłaczające jest to, co dzieje się w Ukrainie. Kiedy zajmuję się działaniem, chodzę na protesty, to na chwilę przestaję myśleć o tym okrucieństwie i ludobójstwie. Pomaganie w tej sytuacji przynosi pewnego rodzaju ukojenie - dodaje Kacper.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor: Justyna Piąsta

Źródło zdjęcia głównego: mat. prywatne

podziel się:

Pozostałe wiadomości