Newsy

10-letni Tomek utknął w płonącym samochodzie. “Często powtarza, że ma dość cierpienia”

Newsy

Autor:
Michalina
Kobla
Źródło:
Uwaga! TVN
Uwaga! TVN. 10-letni Tomek utknął w płonącym samochodzie

10-letni Tomek został uwięziony w samochodzie, który po wypadku stanął w płomieniach. Chłopiec cudem uszedł z życiem. Choć ma za sobą liczne transplantacje i zabiegi, nadal potrzebuje pomocy. Uwaga! TVN przybliża jego historię i zachęca do udzielania wsparcia.

Historię Tomka, podopiecznego Fundacji TVN, widzowie mogli poznać w Uwadze! kilka tygodni temu. Chłopiec prawie spłonął, kiedy samochód, którym podróżował z rodziną, zderzył się z innym pojazdem. Doszło do rozszczelnienia butli gazowej, samochód natychmiast stanął w płomieniach.

Tutaj możecie zobaczyć pierwszą część reportażu.

Uwaga! TVN. Historia 10-letniego Tomka

Tomek został uwięziony w płonącym samochodzie. Jego pasy zaklinowały się, a drzwi nie chciały się otworzyć. Z płonącego samochodu wydostał go partner mamy.

- Tomek miał taką kurtkę, że pod nią nie ma nic poparzonego. Na głowie miał kaptur. Ręce poparzone ma od tego, że zapewne chciał zasłonić sobie twarz, żeby go tak nie parzyło. Krzyczał do mnie, że bardzo go boli – opowiada Bogumiła Gębczyńska, mama chłopca.

- Ten wypadek na pewno w jakimś stopniu zabrał Tomkowi dzieciństwo. Syn by chciał, żeby nie było aż tyle szpitali w jego życiu. Jak gdzieś wyjeżdżamy, często powtarza, że ma dość cierpienia i że tak dłużej nie chce – dodaje matka chłopca.

Podczas pożaru Tomek poważnie poparzył drogi oddechowe, twarz i obie ręce. Z powodu martwicy, lekarze musieli amputować mu trzy palce w lewej ręce.

- Po wypadku lekarze mówili, że jest bardzo ciężko i żeby się nie nastawiać, że będzie dobrze. Pozwolili mi wejść na pięć minut i zobaczyć Tomka, może się pożegnać. Widok był straszny. Wkoło pełno rurek, aparatów. Cała twarz i ręce Tomka były zabandażowane – wspomina pani Bogumiła.

Rehabilitacja

Aby walczyć ze skutkami poparzenia, Tomek musi się regularnie rehabilitować i pielęgnować skórę. Teraz najważniejsze jest leczenie uciskowe. Specjalne rękawice i maska mają zapobiegać rozwojowi blizn i zmniejszać przykurcze.

- Blizna w tej chwili wymaga rehabilitacji. Działamy ciśnieniem na tworzącą się bliznę, zmniejszamy ilość kolagenu oraz fibroblastów, czyli przepływ krwi jest znacznie mniejszy. Przez to hamuje się przerastanie blizny. Dzięki temu blizna jest wypłaszczona, staje się też mniej czerwona, a bardziej cielista. Robi się też bardziej elastyczna, co wpływa na komfort pacjenta – podkreśla Witold Sujka, prezes zarządu Tricomed S.A.

Tomek przeszedł już kilka poważnych operacji. Gdy leżał na oddziale intensywnej terapii, lekarze nawet co kilka dni, przeszczepiali fragmenty skóry rąk i twarzy. Po ściągnięciu pierwszych opatrunków efekt był bardzo dobry.

- Po przeszczepach i ściągnięciu opatrunków twarz Tomka wyglądała bardzo dobrze. Nie było żadnych blizn, tylko drobne rany i strupy. Niestety wdał się bliznowiec, który postępując, zniekształcał mu twarz – wspomina mama 10-latka.

- Bardzo często jest tak, że udaje nam się wyleczyć i wypuścić do domu dziecko, którego stan nie budzi zastrzeżeń. Wydaje się, że rana jest zagojona i wszyscy są zadowoleni. Dopiero potem pojawia się zaskoczenie i pytanie, dlaczego rana dalej się przebudowuje. Niestety nie ma w tej kwestii reguły ani przewidywalności. Tomek przeszedł wiele bolesnych zabiegów, takie doświadczenia zmieniają dorosłego, a co dopiero dziecko – mówi Adrian Litewka z Centrum Leczenia Oparzeń w Szczecinie.

Ogromne koszty leczenia

Ubrania uciskowe, plastry i maści to spory wydatek dla rodziny. Ze względu na skomplikowaną wadę wzroku Tomek musi także regularnie zmieniać okulary korekcyjne. Największą część budżetu domowego pochłaniają jednak podróże do lekarzy specjalistów w całej Polsce. Rodzina mieszka pod Gorzowem Wielkopolskim, miesięcznie pokonuje setki kilometrów pociągiem. Tylko w listopadzie Tomek był na konsultacji w Krakowie, Łodzi i trzy razy w Katowicach.

- Podróże są częste i kosztowne. Do tego dochodzi nocleg, bo wizyty najczęściej są rano. Jedna "wycieczka" kosztuje 600-700 zł. Jak mamy ich w miesiącu kilka, robi się duża kwota – wyznaje Bogumiła Gąbczyńska.

Przed Tomkiem jeszcze długa droga do odzyskania sprawności. Na szczęście wokół siebie ma kochających i wspierających bliskich, dla których jest całym światem.

- Całe nasze życie podporządkowane jest pod Tomka. Nie mogę iść do pracy, muszę być w domu. Mój partner pływa statkami, a obecnie nie pływa, bo sama bym sobie nie poradziła. Nie zastanawiam się, jak będzie potem, ile jeszcze operacji nas czeka. Ważny jest każdy kolejny krok – przyznaje mama Tomka.

Wspólnie z nami możesz pomóc Tomkowi oraz innym podopiecznym Fundacji TVN. Wystarczy wysłać SMS na numer 7126 o treści POMAGAM (1,23 zł z VAT).

Historię Tomka przedstawiamy w ramach naszej corocznej akcji na rzecz podopiecznych Fundacji TVN. W kolejnych reportażach, kolejne dzieci opowiedzą o tym, z czym muszą zmagać się, na co dzień. Warto pomagać!

✅SMS 7126 o treści POMAGAM (1,23 zł z VAT) ✅Wspieram online bit.ly/2xyuSkb

Zobacz także:

  • 30 lat doświadczenia
  • Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie
  • Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności
  • Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań

Autor:Michalina Kobla

Źródło: Uwaga! TVN

Źródło zdjęcia głównego: Uwaga! TVN

Pozostałe wiadomości