"Siła jest kobietą". Udowodniła, że PESEL nie ma znaczenia. Schudła 20 kg i zawstydza młodych

Sport i fitness

Autor:
Dominika
Czerniszewska
Archiwum prywatneMariola Błażewicz

Mariola Błażewicz w ciągu 3 lat schudła 20 kg. Jej spektakularną metamorfozę dostrzegła trenerka Polek – Ewa Chodakowska, a młodsze koleżanki wciąż dopytują, skąd czerpie siłę "w tym wieku". Ale w jakim wieku? Ta kobieta udowadnia, że PESEL nie ma znaczenia i zawsze jest dobry moment, by zadbać o swoje zdrowie i zmienić styl życia. Poznajcie historię wojowniczki.

Siła jest kobietą: Każda jest inna. Każda wyjątkowa. Każda ma różne cele i marzenia, inną historię do opowiedzenia. Łączy je jedno. Bohaterki tego cyku udowadniają, że siła jest kobietą.

Spektakularna metamorfoza

Dominika Czerniszewska, dziendobry.tvn.pl: Co było tym punktem zapalnym, że postanowiła pani schudnąć?

Mariola Błażewicz: Duża nadwaga i problemy zdrowotne. W kluczowym momencie ważyłam już prawie 90 kg przy wzroście 165 cm. Zaczęły mnie boleć stawy. Nie mogłam przez to spać, a rano ciężko było mi się podnieść. Gdy stałam w kolejce do kasy, to zaraz "odzywał się" kręgosłup. Do tego dochodziły względy estetyczne, ale i praktyczne. Wszystkie ubrania robiły się za małe. Gdy doszłam do rozmiaru 46, to się za głowę złapałam.

To była kwestia złych nawyków żywieniowych?

Czynników było kilka. Zaczęłam przybierać na wadze w okresie menopauzalnym, kiedy pojawiają się zaburzenia hormonalne. Nigdy nie lubiłam słodyczy, a wtedy wszystkie mi smakowały. Zaczęłam też zajadać stres. To było kompulsywne jedzenie. Kiedy miałam problemy w pracy lub w domu, nagradzałam się słodkościami lub innymi produktami, a waga rosła. Zaczęłam więc testować różne diety. Próbowałam też ćwiczyć, ale to nie bardzo zdawało egzamin.

I co było dalej?

Koleżanka podesłała mi dietę. Wprowadziłam ją w życie, ale zmieniłam trochę menu. Zaczęłam też dużo czytać na temat zdrowego odżywiania i poszerzać swoją dietetyczną wiedzę. Udało mi się schudnąć 12 kg w ciągu 3 miesięcy. Niestety, ale przestałam akceptować swoje ciało. Po utracie wagi skóra zwiotczała i zupełnie nie podobała mi się. Chciałam coś z tym zrobić. Zaczęłam obserwować treningi Ewy Chodakowskiej i dołączyłam do facebookowej grupy. Pojawiły się jednak obawy. Z jednej strony powtarzałam, że na pewno nie uda mi się ujędrnić ciała, bo to już inna przemiana materii, inaczej mięśnie funkcjonują. Mówiłam, że to nie dla mnie, to dla młodych, a z drugiej, jak każda kobieta chciałam być atrakcyjna. Wiedziałam, że w moim wieku nie osiągnę figury supermodelki, ale mąż mi kibicował. Powiedział, żebym próbowała. Zaryzykowałam. Doszłam do wniosku, że jak nie dam rady, to trudno. Wykupiłam więc dietę i treningi. Na początku było bardzo ciężko. Wiele ćwiczeń odkładałam. Wykonanie jednego pajacyka to był problem, a po trzech byłam już całkowicie zmachana. Z czasem zaczęłam dobierać te treningi, które dawałam radę zrobić. Wkręciłam się. Kilogramy zaczęły spadać, a ciało się ujędrniać.

Skąd czerpała pani siłę do działania?

Z czasem to wchodzi w krew. Dopóki aktywność fizyczna nie sprawia przyjemności, to naprawdę nie jest łatwo. Trzeba się przełamywać, ale nie należy się zmuszać. Wychodzę z założenia, że na początku wystarczy 10-15 minut, żeby się rozkręcić, ale by nie forsować ciała i umysłu. Jeśli zniechęcimy się do ćwiczeń, trudno nam będzie do nich powrócić. To jest tak, jak ze zmuszaniem się do czegokolwiek. Jestem zwolenniczką małych kroków. Gdy dostaję pytania, skąd czerpię siłę, motywację, to mówię, by zacząć od krótkiego treningu. Spróbować, a z czasem zwiększać aktywność. Obecnie mam tak, że jeśli nie wykonam treningu, to źle się czuję. Mam określoną godzinę, o której ćwiczę. Oczywiście, kiedy wychodzę na imprezę, do kina czy spotkać się z koleżankami, to wtedy daję sobie taryfę ulgową. Nie mam związku z tym żadnych wyrzutów sumienia, bo wiem, że przyjdzie kolejny dzień i znów będę aktywna. Tak samo z dietą. Jeśli raz się zbłądzi, to nie jest żadna tragedia. Następnego dnia wraca się na te dobre tory i to jest fajne w tym wszystkim.

Poza tym w pewnym momencie to staje się pasją. U mnie w rodzinie każdy ma swoje hobby. Mąż zajmuje się fotografią i trochę maluje, a syn – grafiką, muzyką, ma też swój zespół. Natomiast ja swoją niszę znalazłam w aktywności fizycznej. W tym się spełniam i jest w mi z tym naprawdę dobrze.

Zmiana nawyków żywieniowych wpłynęła również na pani rodzinę?

Raczej nie. Nie jem mięsa, a mąż tak, więc u nas zawsze było troszeczkę inaczej. Dlatego jak wprowadziłam dietę, to tylko ja zmieniłam swoje menu, a on pozostał przy swoim.

Wiele osób skarży się, że czasami przygotowywanie zdrowych posiłków bywa czasochłonne.

Wszystko zależy od organizacji. Zabieram do pracy pudełka. Kiedyś przygotowywałam posiłki wieczorem na następny dzień, a teraz wstaję rano po prostu trochę wcześniej. Posiłki mam zaplanowane co 4 godziny. W domu jem śniadanie. Do pracy zabieram drugie śniadanie, a obiad i kolację spożywam już na spokojnie w swoich czterech kątach. Mieszkam w małej miejscowości, więc nie mam możliwości skorzystania z cateringu dietetycznego. Uważam, że jest on fajnym rozwiązaniem dla zapracowanych osób. Oczywiście, jeśli kogoś stać.

Zdarza się pani odstąpić od diety?

Nie oszukujmy się, każdy ma swoje słabostki i żywieniowe skoki w bok. I to jest ok. Większość dietetyków mówi, że 80 proc. to jest dieta, a 20 proc. - drobne grzeszki. Gdy człowiek jest ciągle na diecie, to nie jest dobre, zwłaszcza dla psychiki. Są różne pokusy w postaci imprez, urodzin i nie można sobie ciągle wszystkiego odmawiać, bo to zadziała zupełnie odwrotnie. Powtarzanie np. że już nigdy nie zjem ciasta, tortu, czekolady jest bez sensu. Czasami można zjeść, ale kawałek, a nie porcję za dwoje. Najważniejsze jest to, by zmienić swoje nawyki.

A jak radzi sobie pani podczas świąt? Lubimy jednak suto zastawiane stoły…

Był taki czas, że byłam zafiksowana i robiłam dietetyczne dania. Teraz jest totalny chill. Choć piekę ciasta "odchudzone", zamiast 4 szklanek cukru, daję np. ksylitol. Ale święta to święta. Chcę, by były prawdziwe. Przyjeżdża rodzina i razem spędzamy czas.

Z tych słów wynika, że bardzo świadomie podchodzi pani do odchudzania.

Na przestrzeni trzech lat zrzuciłam 20 kg. Jestem z tego dumna. Teraz moim celem jest to, by po prostu dobrze się czuć. Cały czas próbuje coś zmienić. Staram się kształtować swoje ciało, ale nic na siłę. Zaobserwowałam, jak poprawiła mi się kondycja, a przede wszystkim zdrowie. Jest tyle zalet tej aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania, że to naprawdę w głowie się nie mieści. Uprawianie sportu stanowi też odskocznię i pomaga w kryzysowych momentach. To jest mój styl życia. Dopóki sił mi starczy, nie zrezygnuję z niego.

Kobieta-inspiracja

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam w mediach społecznościowych pani fotografie dokumentujące metamorfozę, od razu w głowie zrodziła się myśl – wow, ta kobieta udowadnia, że wiek nie jest żadną przeszkodą.

Byłam przekonana, że nigdy nie wstawię zdjęcia na grupę, ale zrobiłam to! Kiedy opublikowałam pierwsze zdjęcie - porównując siebie wtedy i teraz - to cale nie był efekt "wow". Mimo to dziewczyny w komentarzach pisały: "Kurczę, jak pani fajnie wygląda w tym wieku". Teraz słyszę, że moja metamorfoza jest spektakularna. Dodaje mi to skrzydeł. Widzę, że to ma sens. Na pewno nie jestem aż tak sprawna jak dwudziesto- i trzydziestolatki, bo nie ukrywajmy, wiek robi swoje, ale daję radę. Młoda kobieta po pół roku wróci do formy, a mi zajmie to rok czy dwa lata. Natomiast dla mnie największym zaskoczeniem jest to, że nawet po 60. ciało może być jędrne i sprawne. Przy odpowiednio dobranych treningach i diecie można naprawdę dużo osiągnąć.

Mariola Błażewicz
Archiwum prywatne

Pod postami znajduje się wiele ciepłych słów. Jest pani inspiracją dla kobiet w przeróżnym wieku.

Tak, i to jest zaskakujące. Zostałam przyjęta przez grupę młodych kobiet, które tak jak ja próbują poprawić swój komfort życia, stan zdrowia czy wygląd. I to jest fajne! Wchodząc w nieznajome środowisko, bałam się odrzucenia i komentarzy typu: "Przyszła starsza pani lub stara baba i próbuje się wbić między nas". Tak się nie stało. Jedna z dziewczyn napisała mi, że młode kobiety inspirują swoje rówieśniczki, a ja – wszystkie, zarówno te młodsze, jak i starsze. Kocham młodych ludzi. Bardziej się z nimi dogaduję niż z osobami w moim wieku, bo na takich samych falach nadajemy, mimo że pomiędzy nami jest duża różnica wieku. Często dostaję od kobiet pytania: "Jak udało mi się uzyskać taką formę po sześćdziesiątce?", "Jak schudnąć z głową?". Zawsze odpowiadam, że trzeba być systematycznym i upartym w tym, co się robi. Oczywiście mogłabym trenować i się tym nie chwalić, ale to dodaje mi siły. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że robiąc coś dla siebie, inspiruję innych. Stanowi to dla mnie dużą motywację. Nakręca mnie. Wiele kobiet po czterdziestce mówi, że w tym wieku nie ma sensu już nic robić, a to nieprawda.

A jak najbliżsi zareagowali na przemianę?

Wszyscy mi kibicują. Widzę, jak ludzie w pracy reagują i jestem w szoku. Natomiast mój mąż jest największym motywatorem. Przychodzi "moja godzina" treningu i gdy zobaczy, że jeszcze siedzę, to krzyczy: "A trenio był?"(śmiech).

Masz ciekawą historię do opowiedzenia? Chcesz zostać bohaterką cyklu Siła jest kobietą? Napisz do mnie: dominika_czerniszewska@discovery.com

Zobacz też:

Zobacz wideo: Rey spotyka kobietę bacę

Rey spotyka kobietę bacę
Dzień Dobry TVN

Autor:Dominika Czerniszewska

Źródło zdjęcia głównego: Archiwum prywatne