Sport i fitness

Biegaczki narciarskie przygotowują się do zimowych Igrzysk Olimpijskich

Sport i fitness

Autor:
Dagmara
Olszewska
Igrzyska w Tokio

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie zbliżają się wielkimi krokami. Dwie młode biegaczki narciarskie, Izabela Marcisz i Monika Skinder opowiedziały o przygotowaniach, wsparciu i rywalizacji. Czy w polskiej kadrze istnieje ciężar osiągnięć wyników Justyny Kowalczyk?

Izabela Marcisz i Monika Skinder - biegaczki narciarskie przygotowują się do Igrzysk

Dagmara Olszewska, portal dziendobry.tvn.pl: -Czy miano lidera drużyny mogłoby pomóc, czy przeszkadzałoby w osiągnięciu zamierzonych celów?  Izabela Marcisz: - W sporcie indywidualnym ciężko ocenić lidera grupy. Każda zawodniczka walczy o swoje. Myślę jednak, że to miłe określenie i być może dodałoby otuchy i stało się dodatkową motywacją.  Monika Skinder: - Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie biorę tego do siebie. Nie utożsamiam się z tym tytułem i nie myślę o sobie jako o liderce drużyny. Jesteśmy jeszcze bardzo młode i nie mamy jeszcze takich wzorców, jak na przykład mają obecni skoczkowie narciarscy. Na co dzień nie myślę o tym, że mogłabym być liderem, po prostu staram się iść do celu. 

Sport to zdrowie

Korfball – koedukacyjna dyscyplina sportu
Korfball – koedukacyjna dyscyplina sportuDzień Dobry TVN
wideo 2/14

W wakacje Izabela Marcisz przeszła poważny wypadek. Informacje, które obiegły media, były bardzo dramatyczne. Jak teraz oceniasz stan swojego zdrowia i siły na nadchodzące Igrzyska? I.M.: - Po wypadku konieczna okazała się operacja w szpitalu w Krakowie. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i już po tygodniu wróciłam do aktywności fizycznej a po dwóch do pełnych treningów. Owszem, komentarze w mediach były dramatyczne, ale ja skupiałam się tylko na tym, by jak najszybciej wrócić do sił. Wiele osób pomogło mi w tym, by odzyskać formę. Lekarze od razu podjęli bardzo dobre decyzje i zaufali mi w pewnych kwestiach. Czy obawiałaś się powrotu na pierwszy pełny trening po wypadku? I.M.: - Bardzo otwarcie rozmawiałam z lekarzami, którzy dali mi w pełni satysfakcjonującą informację. Powiedzieli, że szybko będę mogła wrócić do treningów. Wiedziałam, że muszę tylko zaczekać na ściągnięcie szwów. Byłam bardzo walecznie nastawiona. Chciałam jak najszybciej nadrobić tę dwutygodniową przerwę. Mam wrażenie, że dużo mi uświadomił ten czas bez sportu. Upewniłam się, że biegówki, to całe moje życie.

Motywacja biegaczek narciarskich - skąd ją brać?

Czy biegaczki narciarskie odczuwają ciężar osiągnięć Justyny Kowalczyk? I.M.: - Ja tego nie odczuwam. Na pewno jesteśmy porównywane. Patrzy się na nas przez pryzmat wyników Justyny, ale staram się na to w ogóle nie zwracać uwagi. Kibice chcieliby, żeby biegi narciarskie na nowo weszły na taki poziom, jaki reprezentowała sobą Justyna.

M.S.: - Ludzie patrzą trochę na nas przez pryzmat jej osiągnięć, więc jest to lekkie obciążenie. Justyna była wybitnym sportowcem i jej sukcesy to był nie lada wyczyn. Oczekiwanie, że choćby w małym stopniu osiągniemy to, co ona, może być lekkim ciężarem, ale staram się wyłączyć to z myślenia. Zwłaszcza w sezonie przygotowawczym i startowym. Teraz skupiam się na swoich celach, tych realnych.

Jak do tej pory wspominacie swoje największe wyzwania zawodowe? I.M.: - Każdego dnia spotykam się z wieloma wyzwaniami i mimo wszystko staram się nie patrzeć wstecz. Skupiam się na tym, co przyniesie ten rok, a myślę, że to właśnie on będzie moim największym wyzwaniem. Szykuje się dużo zmian, będą między innymi Igrzyska Olimpijskie, do których się przygotowuję. To będą moje pierwsze Igrzyska i chciałabym uzyskać jak najwyższy wynik, pokazać się z dobrej strony i udowodnić, że na wiele mnie stać. Myślę też już o Mistrzostwach Świata w 2023 roku, gdzie chciałabym bronić medalu z zeszłego sezonu.  M.S.: - Myślę, że do tej pory najtrudniejsze było dla mnie opuszczenie domu. Jestem bardzo związana ze swoją rodziną. Każda chwila w domu jest dla mnie wyjątkowa. To czas na regenerację fizyczną i psychiczną. Tam mogę robić to, co chcę. Rodzina mnie wspiera. Bardzo wcześnie opuściłam swój dom, bo wyjechałam do Zakopanego już do liceum ogólnokształcącego i zaczęłam szkolenia w kadrze juniorskiej. Tych dni w domu było bardzo mało i do tej pory ciężko mi się rozstawać z najbliższymi. Myślę, że to jedna z najcięższych dla mnie rzeczy.  A jakie największe wyzwania sportowe Cię teraz czekają? M.S.: - Zbliżają się Igrzyska Olimpijskie. Już za miesiąc wylatujemy do Pekinu, samo uczestnictwo w Igrzyskach jest spełnieniem marzeń, ale wiadomo, że chciałabym sięgnąć dalej, do podium.

W którym momencie swojej kariery poczujecie się całkowicie spełnione sportowo? I.M.: - Dla mnie głównym wyznacznikiem jest medal z Igrzysk Olimpijskich i myślę, że to jest spełnienie największych marzeń każdego sportowca.  M.S.: - Jeśli chodzi o skalę juniorską, to osiągnęłam swój najwyższy cel - jestem Mistrzynią Świata Juniorów, ale jednak przeskok z kategorii juniorskiej do kategorii seniorskiej jest ogromny. Żeby w niej zaistnieć, potrzeba kilku czy nawet kilkunastu lat pracy, żeby dobić się do tej czołówki. Chciałabym dać z siebie wszystko. Nawet jeśli za jakiś czas zakończę karierę, to chcę mieć poczucie, że zrobiłam wszystko, by osiągnąć jak najlepsze wyniki.

Jak w Waszych rodzinach wygląda zawodowe wsparcie? I.M.: - Pochodzę ze sportowej rodziny, moje siostry też były biegaczkami. Tato jest trenerem. Oczywiście pojawiała się rywalizacja, chociaż zanim przeszłam do kadry olimpijskiej, to moje siostry zakończyły swoje kariery. Teraz bardzo mnie wspierają. Patrzą na to wszystko z trochę innej perspektywy. W domu praktycznie cały czas rozmawialiśmy o sporcie. Kiedy weszłam do kadry, to troszeczkę ten temat ucichł. Nie chciałam, żeby rodzice aż tak bardzo się w to wszystko angażowali i stresowali. Zaufałam osobom, które są w kadrze i zależało mi na tym, żeby moje stosunki z rodzicami były po prostu rodzinne. Zawsze, kiedy zadzwonię do taty i zapytam o radę, to mi jej udzieli i przeważnie trafia w samo sedno.  M.S.: - Jestem oczkiem w głowie taty, a moja rodzina tak bardzo mnie wspiera, że czasem brakuje mi słów, by to opisać. Nie mogę wyjść z podziwu, że trafiła mi się taka wspaniała grupa osób wokoło. Myślę, że to jest bardzo istotne w życiu każdego sportowca. Ilość wyjazdów, treningów - to nie jest łatwe. Moi najbliżsi w każdej sytuacji są przy mnie. Od małego jeżdżą ze mną na zawody, kibicują. Nawet siostra, która obecnie żyje w Warszawie, przyjeżdża do mnie, jak tylko ma taką możliwość. Wspierają mnie niezależnie od wyniku, nigdy mnie nie przygnębiają, tylko dodają otuchy i mobilizują. Zazdrość i zew rywalizacji, kiedy najsilniej czuć te emocje? I.M.: - Z mojej strony nigdy nie pojawiała się zazdrość, zwłaszcza jeśli chodzi o rodzinne stosunki. Na siostry patrzyłam z wielkim podziwem, kibicowałam im, śledziłam ich treningi i wyniki. No i była to dla mnie wielka motywacja. Zawsze, gdy powiedziały coś mądrego, to starałam się ustosunkować. M.S.: - Najsilniej zew rywalizacji odczuwam przy starcie na zawodach. Cała konkurencja, bycie z innymi zawodnikami bark w bark, właściwie czujemy swój oddech - to bardzo wpływa na samozaparcie i chęć wygranej. Dochodzi też stres, presja. Oczywiście na treningach także czujemy zew rywalizacji. Trenujemy w grupie i myślę, że to nam bardzo pomaga, bo możemy podnosić swój poziom. 

Czego życzyć Wam przede wszystkim przed nachodzącymi Igrzyskami? I.M.: - Przede wszystkim można życzyć mi zdrowia, bo jak będzie zdrowie, to będzie też cała reszta.  M.S.: - Zdrowia, to jest dla mnie najważniejsze. Resztę można już wypracować samemu. 

Zobacz także:

Autor:Dagmara Olszewska

Źródło zdjęcia głównego: x-news

Pozostałe wiadomości