Zdrowie

Żyła 20 lat z chirurgiczną igłą w brzuchu. W świetle prawa nie ma szans na odszkodowanie

Zdrowie

Autor:
Adam
Barabasz
Źródło:
interia.pl
sala operacyjna i chirurdzy

Historia pani Wandy jest najlepszym dowodem na to, że przepisy nie są w stanie przewidzieć wszystkich zrządzeń losu. Za pozostawienie w jej jamie brzusznej skorodowanej igły, nie można nikogo pociągnąć do odpowiedzialności. Dwie dekady życia z bólem uległy bowiem przedawnieniu.

Narzędzie chirurgiczne zaszyte w brzuchu

Opowieść rozpoczyna się w 1996 roku, kiedy pani Wanda po raz pierwszy trafia pod nóż. 42-letnia wówczas kobieta przeszła operację podwieszenia macicy. Rana była trudna i goiła się długo, co lekarze tłumaczyli upałem i nadciśnieniem pacjentki. Trzy lata później podjęto decyzję o wycięciu narządu i pacjentka ponownie wylądowała na stole operacyjnym. Po wyjściu ze szpitala zaczęła skarżyć się na dolegliwości bólowe.

- Tu już komplikacji nie było. Ale chociaż operacja się udała, cały czas coś mi doskwierało - powiedziała w rozmowie z Irminą Brachacz z serwisu wydarzenia.interia.pl, która nagłośniła sprawę. - Chodziłam od lekarza do lekarza, bo tu mnie bolało, tam mnie kłuło, ale ci zawsze mówili: nic się nie dzieje, taka pani uroda. Męczyłam się, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy dlaczego cierpię - dodała.

Uwaga! TVN

Uwaga! TVN: Nie żyje rodzeństwo z Płocka. Jak doszło do tragedii?
Uwaga! TVN: Nie żyje rodzeństwo z Płocka. Jak doszło do tragedii?
wideo 2/27

Na znalezienie prawdziwego źródła bólu czekała kolejnych dwadzieścia lat. W 2021 kobieta uległa wypadkowi. W Dzień Babci przewróciła się na cmentarzu. Obolała trafiła do lekarza. Ten zlecił RTG, które wykonano w lutym. W opisie wyraźnie zaznaczono, że jest widoczny przedmiot: "ciało obce? Igła chirurgiczna? Inne?" - można przeczytać w dokumentacji medycznej. Pacjentka po raz kolejny znalazła się w szpitalu. W czasie zabiegu lekarze wydobyli jej brzucha skorodowany przedmiot.

Walka o odszkodowanie

Zszokowana kobieta postanowiła poszukać porady prawnej. Jej pełnomocnik jest przekonany, że doszło do ewidentnego zaniedbania. W 2018 roku pacjentka poddała się plastyce pochwy, jednak szpital, gdzie odbywał się zabieg wyjaśnił, że narzędzie, które zalegało we wnętrznościach kobiety jest starego typu i nie ma możliwości, by do incydentu doszło podczas tej operacji. Podejrzenie padło na jednostkę, gdzie odbywały się poprzednie interwencje chirurgiczne.

I tutaj rozpoczynają się schody. Placówka nie istnieje, ale prawnik jest przekonany, że można pociągnąć do odpowiedzialności instytucję, która wchłonęła dawny szpital. Problem polega na tym, że poszkodowana o tym, że żyje z igłą w brzuchu, dowiedziała się za późno. Roszczenia tego typu przedawniają się 3 lata po ujawnieniu, jednak musi to nastąpić 10 lat od momentu, kiedy doszło do domniemanych zaniedbań. Drugi warunek uniemożliwia skuteczne ubieganie się o rekompensatę.

W sprawie bulwersujący jest również inny fakt. Żyjącej z bólem kobiecie przez 20 lat wmawiano, że tak już musi być, a trafna diagnostyka okazała się być dziełem przypadku.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Zobacz także:

Autor:Adam Barabasz

Źródło: interia.pl

Źródło zdjęcia głównego: Georgiy Datsenko / EyeEm / Getty Images

Pozostałe wiadomości