Jest nazywany "biegowym Jurkiem Owsiakiem". Jego przyjaciele: "To anioł chodzący po ziemi"

Styl życia

Aktualizacja:

Chociaż nie miał łatwego życia, postanowił, że będzie niósł pomoc innym. Bliscy nazywają go biegającym aniołem, a on po prostu robi "swoje". Poznajcie Janusza Bukowskiego.

Janusz Bukowski – biegający anioł

To historia, która pokazuje, że na świecie są dobrzy ludzie. Janusz Bukowski wspomina, że wychowało go podwórko. Jego życie nie było usłane różami – został porzucony przez swoich rodziców.

- Obcy ludzie mnie wychowywali. Brakowało mi przytulenia, czułości. Każdy człowiek tego potrzebuje. Co ciekawe, nie mam żalu do nich. Dziękuje losowi, że odwrócił to wszystko. 30 lat temu postanowiłem wstawać o rosie i biegać. To bieganie zaczęło mnie zmieniać. Zacząłem zupełnie inaczej myśleć. Przyszła refleksja – czy potrafię się dzielić z drugim człowiekiem? - tłumaczy.

Zdecydowanie potrafi. Janusz Bukowski jest nazywany "biegowym Jurkiem Owsiakiem". To sportowiec amator i pracownik warszawskiej gazowni, dla którego niemożliwe nie istnieje. Od wielu lat udziela się charytatywnie. Jest między innymi pomysłodawca imprezy "Wybiegaj sprawność", oraz laureatem nagrody Serce dla sportu. Przy każdym biegu towarzyszy mu hasło "Widzieć więcej niż czubek własnego nosa".

Jego przyjaciel, Bogdan Wasilkiewicz choruje na porażenie mózgowe czterokończynowe. Jak tłumaczy, dzięki panu Januszowi biega.

- Powiedział mi, że mogę to robić. Wziąłem sobie jego słowa do serca i zacząłem biegać. Pomógł mi (…) ma dar docierania do ludzi (…). To jest anioł chodzący po ziemi – mówi pan Bogdan.

Dla innych wszystko

Niestety, 17 lat temu zmarła ukochana żona pana Janusza. Mimo że jego świat się zawalił, on po pierwszym szoku postanowił się nie poddawać. Wiedział, że musi żyć i opiekować się swoimi dziećmi. Potem przyszedł pomysł organizowania imprez charytatywnych.

- Jak chce osiągnąć coś, to jest w stanie pójść do największych prezesów i wyciągnąć od nich kasę, żeby pomóc ludziom - mówi Karolina Rychlińska, córka.

Podczas jednego z charytatywnych biegów, które organizował poznał panią Anię – swoją narzeczoną.

- Dzisiaj nie wyobrażam sobie, być samemu, bez Ani. Połączyła nas miłość, szczęście, i tym szczęściem dzielimy się z innymi – tłumaczy.

- Czasami wystarczy z kimś porozmawiać, podać mu dłoń i pogłaskać, przytulić. To może się okazać najcenniejszą pomocą, jaką człowiek może w życiu otrzymać – dodaje.

Zobacz też:

Kiedyś szukała kanapek w koszu, dziś jest wolontariuszką Szlachetnej Paczki: "Wiem, że mam realny wpływ, żeby komuś pomóc"

#TVNpomagajmysobie – wspólnie możemy zrobić dużo dobrego

W Katowicach rusza sklep socjalny, w którym można kupić produkty tańsze o połowę. "Chcemy przywrócić człowiekowi godność"

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Autor: Anna Korytowska

Reporter: Szymon Brózda