Kilkanaście lat prowadził firmę w Ukrainie. Wszystko zostawił z dnia na dzień. "Pracownicy rano dają znać, że żyją"

Panorama Kijowa
Jak wyglądało życie w Kijowie?
Źródło zdj. gł.: Arthur Zych / EyeEm / Getty Images
Jacek przez wiele lat dzielił życie pomiędzy Polskę, gdzie mieszka jego rodzina, a Ukrainę, która stała się domem dla jego firmy. W czwartkowy poranek 24 lutego spakował się w jedną walizkę i zostawił za sobą olbrzymią część życia. - Wojna jest po prostu zła, niezależnie od tego, z której strony na nią patrzysz - podkreśla w rozmowie z serwisem dziendobry.tvn.pl.

Życie w Ukrainie

W naszej świadomości utarło się przeświadczenie, że Polska dla obywateli Ukrainy była przez lata rodzajem ziemi obiecanej. Ta zależność jest jednak obopólna. I jak Rzeczpospolita przez lata była atrakcyjnym kierunkiem emigracji zarobkowej, tak w odradzającym się państwie inwestorzy zauważyli szansę na rozwój. Zupełnie tak jak w pełnej aspiracji Polsce lat 90.

Wojna w Ukrainie

Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Ewakuacja dzieci z Charkowa
Ewakuacja dzieci z Charkowa
Teraz oglądasz
Z planu filmowego prosto na wojnę
Z planu filmowego prosto na wojnę
Teraz oglądasz
Uciekły przed wojną, wciąż walczą o życie
Uciekły przed wojną, wciąż walczą o życie
Teraz oglądasz
Ul. Wołoska 7 – miejsce wsparcia dla uchodźców z Ukrainy
Ul. Wołoska 7 – miejsce wsparcia dla uchodźców z Ukrainy
Teraz oglądasz
Mali wolontariusze dla Ukrainy
Mali wolontariusze dla Ukrainy
Teraz oglądasz
Dziennikarze na froncie w Ukrainie
Dziennikarze na froncie w Ukrainie
Teraz oglądasz
Bądź bezpieczna!
Bądź bezpieczna!
Teraz oglądasz
Wojna w Ukrainie
Wojna w Ukrainie
Teraz oglądasz
Jak pomagać uchodźcom z Ukrainy?
Jak pomagać uchodźcom z Ukrainy?
Teraz oglądasz
Razem z Ukrainą
Razem z Ukrainą
Teraz oglądasz
Wraca na Ukrainę, aby stanąć do walki
Wraca na Ukrainę, aby stanąć do walki
Teraz oglądasz
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Wojna rozdzieliła ich z bliskimi
Teraz oglądasz
Ukraińska tożsamość a rosyjskie ambicje
Ukraińska tożsamość a rosyjskie ambicje
Teraz oglądasz
Lady Pank dedykuje utwór Ukrainie
Lady Pank dedykuje utwór Ukrainie
Teraz oglądasz
Atak Rosji na Ukrainę
Atak Rosji na Ukrainę
Teraz oglądasz
Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę
Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę
Teraz oglądasz

- Kiedy się tam przeprowadziłem, to był kraj skorumpowany, bliski relacjom z Rosją, zamknięty, mentalnie i gospodarczo daleki od Europy - wspomina Jacek. - Szczególnie wschodnie rejony, to naprawdę były tereny prorosyjskie. Szokowało mnie, jak bardzo w tym czasie Polska poszła do przodu, a oni zostali w tyle. Patrzyłem na to pod kątem tego, co zmieniło się u nas i zdawałem sobie sprawę z tego, że będzie mi trudno w Ukrainie prowadzić biznes - dodaje.

Kilkanaście lat temu realia życia za wschodnią granicą były diametralnie różne od tego, jak wyglądała codzienność w Polsce. Sporym wyzwaniem okazało się znalezienie lokum.

- Było trudno znaleźć normalne mieszkanie, które spełniałoby minimum standardów, których oczekiwalibyśmy w Polsce - przyznaje. - Oczywiście była woda, prąd, ale z internetem był już spory problem. Do tego brud, takie typowe sowieckie mieszkania. Przez te lata, które tam spędziłem, Ukraina niesamowicie się zmieniła. Chodzi przede wszystkim o mentalność. Stała się wolnym krajem, otwartym. Na początku pojechałem tam po prostu do pracy, nie raz żałowałem, mówiąc: po co ja to zrobiłem. Zmiana poziomu życia była drastyczna. Teraz pokochałem Ukrainę: ludzi, miasta, atmosferę. Oczywiście infrastruktura nie jest taka jak w Unii Europejskiej, ale to wszystko ma swój urok. To jest kraj europejski, chcą do Europy i są naprawdę daleko od Rosji. Mam znajomych Rosjan i oni mają zupełnie inne rozumowanie niż Ukraińcy - zaznacza.

Jacek w związku z prowadzoną działalnością często odbywał podróże służbowe. A to wiązało się z tym, że często musiał korzystać z noclegów poza miejscem zamieszkania.

- Baza hotelowa była bardzo słaba - nie ukrywa. - W sklepach można było znaleźć naprawdę podstawowe produkty albo bardzo luksusowe. Nie było niczego ze średniej półki. Kulała sprzedaż detaliczna, która głównie opierała się na handlu na bazarach i ryneczkach, które niewiele wspólnego miały z higieną. To odrzucało. Przez pierwsze lata dużo rzeczy przywoziłem z Polski. Jakość rzeczy była kiepska, obsługa słaba, pierwsze markety, które się otwierały były nie najlepsze. Natomiast trzeba podkreślić, że ludzie byli zawsze życzliwi i nigdy nie czułem się dyskryminowany z powodu pochodzenia.

Zapytany o największą przemianę, która zaszła u naszych wschodnich sąsiadów, bez wahania wskazuje na dwie rzeczy.

- Wolność wypowiedzi i otwarcie na Europę - stwierdza. - Ukraina weszła do strefy ruchu bezwizowego, pojawiły się tanie linie lotnicze, to wszystko otwiera na świat. Pracownicy niższego szczebla mogli sobie pozwolić na weekendowe wypady za granicę. Oczywiście w budżetowej wersji, ale to otworzyło Ukrainę na cały świat. Pojawiły się zachodnie firmy, inwestycje, fabryki, sieci. To ucywilizowało rynek i za tym poszło wszystko. Jeśli ludzie wyjeżdżają i widzą jak żyje się w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, to chcą to przenieść na swój grunt. Euro 2012 bardzo przyśpieszyło rozwój. W ostatnich latach niesamowicie poprawiły się drogi - podkreśla.

Ucieczka z Kijowa

Tuż przed wybuchem wojny Kijów był tętniącą życiem metropolią, która nie ustępowała w niczym europejskim stolicom.

- Jest tam więcej sklepów luksusowych marek niż w Warszawie - żartuje. - Kijów zmienił się, jeśli chodzi o rozrywkę, gwiazdy już nie omijają Ukrainy podczas swoich tournée. Nowe stadiony, drogi. Kiedy widzę w telewizji, co dzieje się z tym miastem, to mam łzy w oczach. Naprawdę je pokochałem. To bardzo tolerancyjne miasto pod każdym względem: niezależnie od tego, czy chodzi o kolor skóry, ubiór czy wyznanie. Przylatując w nocy na lotnisk Boryspol widziałem światła miasta i myślałem sobie, że to wszystko idzie w naprawdę świetnym kierunku.

Wszystko zmieniło się 24 lutego.

- Obudził mnie telefon w czwartek rano - zdradza. - Do Kijowa przyjechałem na chwilę i czułem, że coś może się wydarzyć, ale chciałem dokończyć pewne rzeczy, zabezpieczyć mieszkanie. Planowałem tydzień lub dwa pobyć w Polsce i przeczekać najtrudniejsze momenty. Jeszcze na dwa tygodnie przed wybuchem wojny, ukraińskie media starały się o tym nie mówić, żeby nie wywoływać paniki. Więcej wiedzieliśmy w Polsce. Ludzie żyli normalnie, wypierając zagrożenie. Zresztą to jest tak surrealistyczne, że nikt nawet nie myślał o tym, że dojdzie do wojny. Kiedy przyleciałem w środę wieczorem, było czuć, że coś się dzieje. O 4:32 obudził mnie telefon od mojej pracownicy, która kazała mi uciekać, bo zaczynają się wybuchy w rejonie Boryspola. Starałem się zebrać myśli, nie wiedziałem, czy ruszać, czekać do następnego dnia, czy może to fałszywy alarm. Wieczorem wsiadłem do samochodu i ruszyłem z Kijowa. Wieczór płynnie przeszedł w noc. Stałem w sznurze samochodów na głównej arterii miasta, jechały ciężarówki, osobowe, autobusy, a po drugiej stronie, w kierunku centrum, było pusto. Wszyscy wyjeżdżali. Ciemność, wycie syren. Choć nie słyszałem wybuchów, to zaczęło być naprawdę poważnie. Na wyjeździe z Kijowa zaczęły się problemy na stacjach benzynowych. Nie brakowało paliwa, ale kolejki były ogromne, sięgały kilometra. Ludzie wyjeżdżali w panice, dzień wcześniej wrócili z pracy i nikt nie myślał o tym, żeby zatankować samochód do pełna. Nie było też wiadomo, co będzie dalej.

Mieszkanie Jacka od rogatek miasta dzieli piętnaście kilometrów. Pokonanie tej odległości zajęło mu sześć godzin.

- Kolejne sto kilometrów do Żytomierza jechałem czternaście godzin - relacjonuje. - Później było trochę luźniej. Normalnie ta trasa zajmowała siedem godzin spokojnej jazdy z przerwą. Wtedy trwała dwadzieścia dwie godziny. Cała ta podróż to była jedną wielką trwogą.

W bagażniku wiózł walizkę, do której włożył - jak mu się wydawało - najpotrzebniejsze rzeczy.

- Nie da się na szybko spakować kilkunastu lat życia. Nie wiedziałem, ile będę jechał, ani które przejście graniczne wybiorę. Wydawało mi się, że zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, a kiedy otworzyłem walizkę w domu, stwierdziłem, że spakowałem się zupełnie bez sensu. Na przykład spakowałem przybory do golenia, ale nie wziąłem maszynki. Wrzucałem wszystko, jak leciało. Wyszedłem i zamknąłem drzwi na klucz. Zostawiłem książki, wyposażenie AGD, ubrania. Teraz trzeba zaczynać od nowa - mówi.

Wojenna rzeczywistość w Ukrainie

Z dnia na dzień zmieniła się nie tylko codzienność, ale też całe zawodowe życie. Zespół, który został w Ukrainie, błyskawicznie się zmobilizował, pozostając w kontakcie.

- Codziennie rano stawiają plusika w komunikatorze, to znaczy, że wszystko jest w porządku i żyją - zdradza Jacek. - Ci, którzy przebywają w centralnej Ukrainie lub na zachodzie, są w miarę bezpieczni. Natomiast osoby, które mieszkają w Kijowie, są w przeróżnym położeniu. Na obrzeżach, gdzie trwają walki, siedzą już kilka dni w schronach. Zaczyna brakować wody, chleba, nie mówiąc o środkach higieny. Najgorsza jest bezczynność i to, że w nie można im pomóc. Kiedyś wrócimy i odbudujemy to wszystko, ale tu naprawdę chodzi o ludzi. Nie jest mi dobrze z tym, że oni tam zostali, a ja mogłem wyjechać. Zresztą nawet nie było czasu, żeby się zorganizować, a gdybym chciał się wrócić w Kijowie, to po prostu bym tam utknął. Ogromne korki, ewakuacja, exodus.

Gdy dojechał do granicy, od przejścia dzieliła go 8-kilometrowa kolejka. Czas oczekiwania: doba.

- Byłem bezpieczny, byłem już prawie w domu, ale te sceny zostaną ze mną do końca życia - łamie mu się głos. - Mężowie przywozili żony z dziećmi i zostawiali je na granicy i wracali. Zgodnie z decyzją prezydenta mężczyźni w wieku 18-60 lat nie mogą opuścić Ukrainy. Zresztą oni też by nie wyjechali. Chcieli wracać, pilnować dobytku, organizować się na miejscu. Obok mnie stał samochód, a w nim matka z dwójką dzieci i noworodkiem. Prowadziła, zabawiała dzieci, w aucie spędziła trzydzieści godzin. Służby dawały z siebie wszystko, ale to musi trwać, choć procedury ograniczono do minimum. Na tym przejściu nie można było przekraczać granicy pieszo, więc ludzie z małymi dziećmi szli 10-15 km, szukając samochodu, który mógłby ich zabrać. Sam zabrałem matkę z dzieckiem i jeszcze jedną dziewczynę, żeby po prostu mogły przejechać na drugą stronę. Była w tym wszystkim duża solidarność. Prawdziwy łańcuch dobrej woli. To było bardzo budujące, ale nigdy więcej nie powinno się wydarzyć - podsumowuje.

Jesteśmy serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. Porady.

Imię bohatera zostało zmienione.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Adam Barabasz