Styl Życia

Pomaga rodzinom uciekającym z Czeczenii. „W każdym z nas jest dusza społecznika, ale to trzeba robić na wesoło”

Marina Hulia to Rosjanka, która od ponad 20 lat mieszka w Polsce. Jako wolontariuszka prowadziła zajęcia dla dzieci uchodźców z Czeczeni, które koczowały na dworcu w Brześciu. Wraz z Moniką Głuską-Durenkamp opisała swoje doświadczenia w książce pt. „Dzieci z dworca Brześć”. 

Szukanie pomocy

W opinii wielu ludzi, wojna w Czeczenii skończyła się już dawno temu. Jednak, jak powiedziała Marina Hulia:

Wojna ma różne oblicza. Wojna to nie tylko wybuchy, czołgi. Jest też wojna niewidzialna i w Czeczenii taka trwa. Tam ludzie giną, są porywani, jest reżim i ludzie są niesamowicie zastraszeni. Najciężej żyje się w Czeczenii kobietom, ponieważ kobieta jest niechroniona, bezbronna, jest tą, której nie wolno niczego. Nie wolno jej nawet powiedzieć tego, że jej mąż pije, bije, znęca się nad nią, czasami w obecności dzieci. Większość mam na dworcu w Brześciu to były kobiety, które uciekały przed przemocą. Ratując siebie, ratowały dzieci, bo dzieci na Kaukazie należą do rodziny męża

– wyjaśniła Marina Hulia, współautorka książki „Dzieci z dworca Brześć”.

Jedną z matek przebywających na dworcu w Brześciu była Madina Mazalieva. Wraz z trójką dzieci uciekła z Czeczenii przed mężem, który brał narkotyki i znęcał się nad rodziną. Od 3 lat Madina i jej rodzina układają sobie życie na nowo. Jej dzieci uczą się w szkole w Brwinowie, a ona jest prawą ręką Mariny i pomaga jej w organizacji wszystkich akcji.

To były bardzo trudne chwile, bardzo trudny okres w 2016 roku. Przyjechaliśmy do Brześcia, podejmowaliśmy różne próby. Ja mieszkałam tam cztery miesiące, ale niektórzy żyli tam nawet rok czy dwa lata. Pamiętam, jak po raz pierwszy przyjechała do nas Marina. Siedziałam jeszcze wtedy na dworcu. Widziałam, jak śpiewała piosenki i zastanawiałam się, co to za wariatka do nas przyjechała. My się po prostu baliśmy, staliśmy z boku i nie wiedzieliśmy do kogo podejść

– opowiedziała Madina o swoim pobycie w Brześciu.

Zapytana o to, jak teraz wygląda jej życie, odpowiedziała, że od kiedy poznała Marinę jest lepiej, w każdym obszarze. A jak postrzega Polaków?

Nie jesteście różni. Wszyscy są tacy sami. Jesteśmy ludźmi, których stworzył Bóg. Wszyscy jesteśmy tacy sami

– wyznała Madina.

O czym opowiada książka „Dzieci z Dworca Brześć”?

Książka Marinu Hulii i Moniki Głuskiej-Durenkamp „Dzieci z Dworca Brześć” to wzruszający zapis historii dzieci i mam, które miesiącami koczowały na białoruskim dworcu, czekając na wjazd do Polski. Chcąc ratować siebie i dzieci przed reżimem lub przemocą, uciekały z Czeczenii, zostawiając cały dobytek za sobą. Książka opowiada między innymi o tym, że jest szansa na ułożenie sobie życia w nowym kraju. Mówi również o Polsce – z ośrodkami dla uchodźców z jednej strony oraz przyjaznych i otwartych ludziach z drugiej.

Kim jest Marina Hulia?

Marina Hulia urodziła się na terenie dzisiejszej Ukrainy w rosyjsko-białoruskiej rodzinie. Karierę zawodową zaczęła jako nauczycielka, a następnie wicedyrektorka szkoły średniej. Od ponad dwudziestu lat mieszka w Polsce. Dawniej uczyła rosyjskiego, a teraz zajmuje się dziećmi skrzywdzonymi przez wojnę oraz uchodźcami dotkniętymi stresem pourazowym i szokiem kulturowym, głównie Czeczenami i Inguszami.

ZOBACZ: materiał o Marinie Hulii

W 2016 roku Marina zaczęła prowadzić szkołę demokratyczną dla dzieci czeczeńskich uchodźców koczujących na dworcu kolejowym w Brześciu. Obecnie pracuje charytatywnie z mamami i dziećmi oraz organizuje spotkania, na których wspólnie gotują, integrują się, poznają nowych ludzi i spędzają razem czas. Marina przykłada również wiele starań, żeby pomóc czeczeńskim uchodźcom zintegrować się z Polską i Polakami.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Pełne odcinki znajdziesz w serwisie Player.

Zobacz też:

Kobieta, która wypełnia kolorami życie dzieci z dworca Brześć

"Dzieci z dworca Brześć" w odwiedzinach u polskich przyjaciół

"Dobrze, że nas już tam nie ma"...

Co sądzisz o tym artykule?
84
8
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0