Zdrowie

Coraz więcej ofiar healthismu. Starania o zdrowy styl życia przybierają niebezpieczną formę

Zdrowie

AntonioGuillem

Zdrowy tryb życia, na który składa się przede wszystkim zrównoważona dieta i aktywność fizyczna, to w ostatnim czasie bardzo popularny temat. Pandemia skłoniła wiele osób do refleksji nad troską o swoje samopoczucie, coraz częściej decydujemy się zmienić codzienne nawyki, by cieszyć się dobrą kondycją i doskonałym nastrojem. Może się jednak zdarzyć, że starania o osiągnięcie wymarzonej sylwetki zmienią się w utrudniającą życie obsesję. O problemie nazywanym healthismem rozmawialiśmy z psychodietetykiem Agatą Jasińską.

Decyzja o zmianie nawyków żywieniowych i wprowadzeniu do codziennej rutyny treningów, zwykle oparta jest na potrzebie osiągnięcia upragnionej sylwetki. Zdarza się także, że ma ona służyć poprawie naszego stanu zdrowia, wzmocnieniu odporności organizmu. Zdrowe nawyki powinny jednak przede wszystkim sprawiać nam przyjemność. Jeśli przestają one cieszyć i zmieniają się w stresujący reżim, rzutujący na normalne funkcjonowanie, może to być oznaka poważnego zaburzenia.

Czym jest healthism?

Nadmierna koncentracja na swoim zdrowiu, związana z precyzyjnym planowaniem posiłków, liczeniem kalorii i nadmiernym wysiłkiem fizycznym, to podstawowa cecha postawy określanej mianem healthismu. Niestety, trudno określić moment, w którym kult zdrowego trybu życia zaczyna nosić znamiona obsesji, a nawet fanatyzmu. Przygoda ze zdrowym odżywianiem i sportem zwykle zaczyna się niewinnie, ma przecież na celu poprawę naszego samopoczucia, a nie jego pogorszenie. Ofiary healthismu rzadko kiedy zdają sobie sprawę z tego, że ich starania o lepszą jakość życia przybrały niebezpieczną formę.

Osoby dotknięte kultem zdrowia zaczynają wprowadzać zmiany w życie z dobrymi intencjami. Chcą o siebie zadbać, chcą lepiej wyglądać, chcą lepiej się czuć, żyć długo w zdrowiu. Co może być sygnałem ostrzegawczym? Kiedy widzimy, że kult zdrowia zaczyna przypominać obsesję, a dbanie o zdrowie staje się ważniejsze, niż wszystko inne w życiu. To jest już znak, że zmierzamy w niebezpiecznym kierunku. Spędzamy wtedy dużo czasu na kupowaniu organicznego jedzenia, liczeniu kalorii, dbaniu o odpowiedni poziom makroskładników, a wszystko to realizujemy z aptekarską precyzją. Aktywność fizyczna zaczyna być przymusem. Ćwiczymy nawet wtedy, gdy źle się czujemy. Przestajemy słuchać naszego organizmu. Nasze relacje zaczynają na tym cierpieć, bo unikamy spotkań towarzyskich w obawie o konieczność jedzenia czegoś, co nie jest nam znane. Healthism to coś, co zaczyna się dobrą intencją, a potem staje ciężarem

- mówi doświadczona specjalistka w dziedzinie żywienia. Dodaje też, że healthism to zaburzenie, któremu można przypisać cechy uzależnienia behawioralnego, dlatego niesie za sobą poważne zagrożenia. Obsesyjne myślenie o zdrowiu przekłada się na pogorszenie jakości życia, może nawet prowadzić do chorób, związanych chociażby z nieustannie towarzyszącym nam stresem. Negatywnie wpływa też na relacje z bliskimi, pracę oraz rozwój duchowy czy fizyczny.

Healthism - problem, którego nie widać

Problem healthismu staje się coraz bardziej powszechny, jednak wielu z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. W dobie mediów społecznościowych nietrudno znaleźć inspirację, która motywuje nas do wprowadzenia zmian w swoim życiu. Często obserwujemy w Internecie życie innych osób, które wydają się szczuplejsze, zdrowsze, bardziej spełnione i szczęśliwe. Taki obraz może nakłaniać do podjęcia starań o lepszą kondycję, ale może też stać się źródłem kompleksów, które w ostateczności doprowadzą nas do choroby. Zdaniem Agaty Jasińskiej, ofiary healthismu często uznawane są za wzór do naśladowania.

Osoby dotknięte healthismem pojawiają się w moim gabinecie rzadko. Mam wrażenie, że w Polsce jeszcze zbyt mało mówi się o tym problemie. Wręcz przeciwnie. Często te osoby są podziwiane i stawiane za wzór. Widzimy ich idealne posiłki, idealne ciała i efekty treningów na profilach społecznościowych. Te osoby długo nie dostrzegają, że w ich przypadku dbanie o zdrowie przeradza się w obsesję. Kiedy trafiają do mnie z takim problemem, zwykle zaczynają od tego, że czują, że "coś jest nie tak". Wyznają, że zbyt dużo energii idzie na obszar odżywiania i aktywności fizycznej. Często działają też w schemacie zero-jedynkowym: albo coś jest idealne, albo beznadziejne. Nie ma nic pośrodku. Te osoby nie potrafią złapać balansu. Nie potrafią zjeść ciastka bez wyrzutów sumienia

- opisuje swoje spostrzeżenia ekspertka. Co ciekawe, osoby wyznające kult zdrowia nie zawsze podchodzą do swoich pozornie pragmatycznych nawyków na tyle poważnie, by konsultować się z dietetykiem czy trenerem. Najczęściej samodzielnie wyszukują w sieci informacje dotyczące odżywiania i ćwiczeń, śledzą badania naukowe, przyglądają się opiniom publikowanym na forach internetowych. Chcą dzięki temu osiągnąć perfekcję, mieć wystarczający zasób informacji, nadążać za trendami. Nierzadko okazuje się jednak, że trafiają na fake newsy i porady, które nie mają nic wspólnego z racjonalnym podejściem do sposobu odżywiania i sportu.

Agata Jasińska uważa, że zgłoszenie się do gabinetu psychodietetyka to pierwszy krok do rozwiązania problemu, jednak czasem niezbędna jest także wizyta u psychoterapeuty. Zależy to od nasilenia objawów i świadomości występowania zaburzenia. Często to osoby z najbliższego otoczenia jako pierwsze dostrzegają, że coś się dzieje, zwracają uwagę na niepokojące zachowanie osoby dotkniętej healthismem. Jeśli jednak ona sama nie zechce podjąć leczenia, wyjście z tego błędnego koła nie będzie możliwe.

Zobacz także:

Zobacz wideo: Czy zdrowy brzuch to umięśniony brzuch?

Autor: Magdalena Brzezińska

Pozostałe wiadomości