Motoryzacja

Uwielbia ekstremalną jazdę na motocyklu: Ręce mi się trzęsą i krzyczę "raz się żyje"

Motoryzacja

Autor:
Daria
Pacańska
Reporter:
Daria Pacańska
"Inspirujące kobiety". Dominika 333 Orlik
"Inspirujące kobiety". Dominika 333 Orlik
wideo 2/6

Dominika 333 Orlik jest motocyklistką, pasjonuje się też łowieniem ryb. W cyklu Darii Pacańskiej "Inspirujące kobiety" dla dziendobry.tvn.pl pokazała, jak wyglądają jej treningi oraz opowiedziała o najtrudniejszych momentach w jej karierze.

Dominika 333 Orlik - motocyklistka

Dominika 333 Orlik jest licencjonowaną zawodniczką, która wielokrotnie stawała na podium. Przed każdym wyścigiem musi się odpowiednio przygotować. - Treningi motocyklowe polegają nie tylko na jeździe motocyklem, co jest dla dużej liczby osób zaskoczeniem. Bardzo dużo muszę pływać, biegać, jeździć na rowerze, wzmacniać moje mięśnie, żeby mieć podnieść ten motocykl jak się wywróci - powiedziała Dominika Orlik. - Treningi na motocyklu robię tyle razy, ile mogę i jak długo mogę, w każdym możliwym momencie. Poza jazdą na motocyklu prowadzę też inne biznesy, więc staram się ten czas na maksa zagospodarować - dodała.

Motocyklistka od dziecka pasjonowała się motoryzacją. Bardzo szybko zorientowała się, że to właśnie jej chce się poświęcić. Szczególny udział w rozwijaniu tego zamiłowania miał tata Dominiki, który zabierał ją na kartingi czy przejażdżki terenówką, kiedy była pięciolatką.

- Kiedy miałam 16 lat zobaczyłam mecz żużlowy. Jak to zobaczyłam, poczułam, to powiedziałam: "to jest moje miejsce, chcę to robić". Od tamtej pory motocykle są całym moim życiem, są przy mnie zawsze. Mój tata pokazał mi motoryzację, a ja pokazałam mu motocykle - podkreśliła Orlik.

Robert Orlik, tata Dominiki w rozmowie z dziendobry.tvn.pl powiedział, że miał obawy, kiedy córka wybrała motocykle, ale "była bardzo przekonująca". Dzięki wspólnej pasji mogą razem spędzać czas. - Często rodzice, jak dziecko ma kilkanaście czy dwadzieścia lat, już ten kontakt tracą. Przez ten sport, bo na zawodach potrzeba kilku osób, żeby to dopilnować, możemy dłużej spędzać ten czas razem - powiedział tata Dominiki.

Dominika 333 Orlik i jej rodzina

Motocykle to nie tylko pasja Dominiki 333 Orlik. W jej aktywność sportową zaangażowała się cała rodzina. Na zawodach wspierają ją zawsze rodzice oraz ukochany pies. - Tworzymy zgrany team. Zawsze mówię, że to nie jest mój sukces, to jest nasz sukces. To nie ja jestem mistrzynią Polski, tylko mój kochany team jest mistrzowski. Potrafimy spędzić tydzień w kamperze, ale nikt nie narzeka - powiedziała Dominika 333 Orlik.

Niestety ekstremalna jazda na motocyklu, oprócz tego, że jest ekscytująca, należy też do bardzo niebezpiecznych sportów. Najlepiej wie o tym mama Dominiki, której za każdym razem towarzyszy ogromny stres.

- Był moment, kiedy Dominika miała ciężką kontuzję. Mówiłam: "może skończmy to, bo jest to stresujące, może szkoda tego zdrowia". Dominika postanowiła inaczej, a my postanowiliśmy ją wspierać - powiedziała Sabina Orlik, mama Dominiki.

Zawodniczka podkreśliła, że wiele razy doświadczyła sytuacji, w których naprawdę się bała. - Na przykład podjeżdżam do zjazdu, ręce mi się trzęsą, serce podchodzi mi tutaj i wtedy krzyczę: "raz się żyje" i jadę. Kocham ten moment, kocham moment, kiedy przełamuję swoje bariery, kiedy przekraczam swoje granice. W tym momencie czuję, że mogę zrobić wszystko, ale oczywiście wszystko z głową - wyznała.

Pasja do łowienia ryb

Motoryzacja i jazda na motocyklach to nie jedyna pasja Dominiki Orlik. Ma własne łowisko, na które przyjeżdżają ludzie z całej Polski i spoza granic naszego kraju. - Mój dziadek kochał wędkarstwo. Miał łódkę na Zalewie Bledzewskim i moja cała rodzina jest fanatykami wędkarstwa. Pierwszy raz na rybach byłam jeszcze w brzuszku mojej mamy. Od dziecka kochałam ten spokój. Jestem osobą, która kocha adrenalinę i to jest dla mnie taki reset - podkreśliła Dominika Orlik.

Kiedy po raz pierwszy pojechała na karpie, zakochała się i doszła do wniosku, że otworzy własne łowisko karpiowe.

- Śmieję się, że jestem taką karpiową mamusią i dbam o moje dzieci. Karpiarstwo to jest taka trochę religia, tutaj wszyscy kochamy te ryby, obchodzimy się z nimi z szacunkiem. Naszych ryb się nie je, jesteśmy łowiskiem "no kill". Rybę łowimy, jeśli miała imię, to sprawdzamy, ile przyrosła, dajemy jej buzi, robimy szybką sesję zdjęciową - zaznaczyła Orlik. - Jeśli złapiemy rybę, która pierwszy raz będzie miała ślad po ukłuciu, to możemy wybrać jej imię - dodała.

Zobacz także:

Autor:Daria Pacańska

Reporter: Daria Pacańska

Źródło zdjęcia głównego: Dzień Dobry TVN Online

Pozostałe wiadomości