Finanse i Praca

Zarobki urzędników w NBP. Powinny być jawne? Pyta Filip Chajzer

Ostatnio gruchnęła wiadomość, że dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji w Narodowym Banku Polskim podobno zarabia tylko nieznacznie mniej od kanclerz Angeli Merkel, ale za to dużo więcej od premiera Wielkiej Brytanii, prezydenta Francji i Rosji. Według niektórych doniesień prasowych Martyna Wojciechowska - bo o niej jest mowa - może zarabiać nawet 80 tys. złotych. Nie wiadomo jednak, ile dokładnie, ponieważ NBP - zgodnie z polskim prawem - wysokości zarobków pani dyrektor ujawnić nie chce. Jak wyglądają takie pieniądze? Co Polacy zrobiliby z taką sumą? Sprawdził to dla nas reporter Dzień Dobry TVN Filip Chajzer. A w naszym studiu, wraz z socjologiem Tomaszem Sobierajskim, zastanawialiśmy się, czy zarobki urzędników powinny być jawne i dlaczego Polacy niechętnie rozmawiają o wysokości własnego wynagrodzenia.

Zarobki Martyny Wojciechowskiej w NBP

W grudniu ubiegłego roku prasa podała, że dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji W NBP Martyna Wojciechowska, w 2016 r. mogła zarabiać średnio ok. 65 tys. zł miesięcznie. Kwota wyliczona została na podstawie jej oświadczenia majątkowego, które złożyła jako radna mazowieckiego sejmiku.

Nie wiadomo, ile pani dyrektor zarobiła w kolejnym roku, ponieważ ostatniego dnia składania oświadczenia majątkowego za 2017 rok, złożyła mandat radnej i dzięki temu nie była już zobowiązana przedstawić deklaracji majątkowej.

Media ujawniły także, że oprócz pensji z Narodowym Banku Polskim, Martyna Wojciechowska - za zasiadanie w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego - dostawała w 2017 r. 11 tys. zł miesięcznie, a w ubiegłym roku - ok. 12 tys. zł.

Wiadomości te zbulwersowały część opinii publicznej, a także polityków - także z obozu rządzącego. Domagano się więc ujawnienia zarobków pani Wojciechowskiej.

Podczas konferencji zwołanej przez Narodowy Bank Polski wicedyrektor Departamentu Kadr Ewa Raczko przekonywała, że żaden z dyrektorów banku centralnego nie zarabia tyle, ile podano w mediach. Jednak kwota, jaką otrzymuje Martyna Wojciechowska nie padła.

Czy zarobki urzędników w NBP powinny być jawne?

Według socjologa dra Tomasza Sobierajskiego odpowiedź na to pytanie powinna brzmieć - tak.

Jeśli ktoś jest wynajęty do służby publicznej, nawet tak jak ja jako wykładowca akademicki, to przyzwoitością jest, aby jego zarobki były jawne.

Jeśli więc znamy płacę danego urzędnika, to możemy wymagać od niego więcej bądź mniej.

Zobacz także:

Czy zarobki powinny być jawne?

Dlaczego nie lubimy rozmawiać o swoich zarobkach?

Może to wynikać z obawy, że jeśli przyznamy się do wysokich zarobków, to możemy być posądzeni o kradzież lub kombinowanie, a jeżeli do niskich, to że jesteśmy nieudacznikami.

W Polsce nie rozmawiamy o pieniądzach również tego powodu, że istnieją duże dysproporcje między zarobkami kobiet i mężczyzn – na tych samych stanowiskach.

Kolejnym powodem, dla którego nie lubimy rozmawiać o zarobkach jest ochrona przed zawiścią i agresją.


Co sądzisz o tym artykule?
1
0
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0