Pracowały w sztabach, szpitalach, biurach plebiscytowych i walczyły z bronią w ręku – jak Marta Dworowa, Matylda Ogórek i Anna Sarnowska. W Powstaniach Śląskich w 1919, 1920 i 1921 r. – jak obliczyli historycy – wzięło udział około 2 tysięcy kobiet.

Dziś z okazji Święta Wojska Polskiego w Katowicach odbywa się uroczysta defilada "Wierni Polsce", która oddaje hołd Powstańcom Śląskim. Jednak ważne jest zachowanie pamięci także o kobietach, które także z bronią w ręku walczyły o niepodległość. W Katowicach otwarta została wystawa  poświęcona roli kobiet w Powstaniach Śląskich.

Rola kobiet w Powstaniach Śląskich

"W każdej z form działalności powstańczej i plebiscytowej odnajdujemy kobiety. Walczyły z bronią w ręku – choć to zjawisko marginalne i epizodyczne, czasem chyba nawet legendarne - kopały okopy, opatrywały rannych i się nimi opiekowały, wykonywały prace biurowe, były kurierkami, obsługiwały telefony i telegrafy, prały, gotowały, sprzątały, szyły, były tłumaczkami" – powiedział PAP dr Paweł Parys, kurator wystawy w Muzeum Śląskim w Katowicach.

"Dały się poznać jako grupa niezwykle oddana, odpowiedzialna, karna i zdyscyplinowana, a pod ich adresem kierowano wiele pochwał" – dodał.

Z bronią w ręku

Historycy znaleźli w dokumentach i relacjach tylko trzy kobiety, walczące z bronią w ręku. Marta Dworowa wzięła udział w walkach III powstania na terenie Gliwic, Rudy i Zabrza, uczestnicząc w zdobywaniu budynków szkolnych, gdzie ukrywali się Niemcy. Anna Sarnowska w okresie II powstania współpracowała z grupą operacyjno-saperską w Steblowie w powiecie lublinieckim. Podczas III powstania wzięła udział w walkach pod Lichynią i w okolicach Góry św. Anny.

Matylda Ogórek (po mężu Zang) jest jedyną kobietą odznaczoną za udział w powstaniach śląskich Krzyżem Walecznych. Jej udział w III powstaniu po prawie dwudziestu latach wspominał dowódca grupy dywersyjnej Tadeusz Puszczyński, ps. "Wawelberg": "Na korytarzu natknąłem się na jakąś dziewoję w męskich spodniach i z karabinem w ręku. Okazało się, że jest to maszynistka sztabu dywizji, która oświadczyła mi, że w dowództwie nikogo już nie ma, wszyscy udali się na front, więc i ona, jako że nie ma nic do pisania, również idzie na front (po godzinie wróciła zresztą, ranna w palec)".

Znane są przykłady, kiedy kobiety stanęły do kopania okopów - tak było na przełomie maja i czerwca 1921 r. w Jemielnicy w powiecie strzeleckim oraz w Suminie w powiecie rybnickim. Czas pracy wahał się od 1,5 do 7,5 dni roboczych. O ile w Jemielnicy kobiety i mężczyźni pracowali za jednolitą stawkę ustaloną na 32 marki, to w Suminie mężczyznom obiecano 50, natomiast "dziewczynom" 35 marek.

Kucharki i łączniczki

Dziewczęta i kobiety były pracownicami herbaciarni, prowadziły kantyny i kasyna, gdzie powstańcy zmierzający na front mogli się posilić i odpocząć. Były kucharkami gotującymi strawę dla powstańców, "robotnicami kuchennemi" oraz "podawaczkami do stołu". Brały również udział w transportach broni – w dokumentach przetrwało nazwisko jednej pani woźnicy. Parały się też wywiadem – było im łatwiej, niż mężczyznom, przekraczać linię frontu, gdyż wzbudzały mniej podejrzeń, były więc kurierkami i łączniczkami. Bezcenna była pomoc maszynistek w sztabach dowództw nieprzyjacielskich, które jako konfidentki dostarczały ważne odpisy tajnych dokumentów.

W trakcie rokowań pokojowych w Błotnicy Strzeleckiej w czerwcu 1921 r. pomiędzy dowództwem powstańczym, reprezentowanym przez kpt. Remigiusza Grocholskiego a alianckim z gen. Julesem Gratierem na czele, kobiety pełniły funkcje tłumaczek. Szyły też opaski powstańcze i "śmiertnice" – przyodziewek dla poległych, a także haftowały sztandary, co znalazło nawet odzwierciedlenie w jednej z pieśni powstańczych: "siedzi ona na małym stołeczku, białe orły wyszywa".

Sanitariuszki i pielęgniarki

Setki kobiet w okresie w okresie powstańczo-plebiscytowym zaangażowało się w działalność służb sanitarnych. Jeszcze w czasie walk I powstania zaopatrzenie sanitarne świadczyła miejscowa ludność, na miarę swoich skromnych możliwości, ale już w maju 1920 r. na teren Górnego Śląska przyjechały z Warszawy Halina Wojciechowska, Antonina Rokicka i Bożena Sołtysówna. Wyznaczono im tereny pracy: Wojciechowskiej powiat zabrski, Sołtysównie katowicki, a Rokickiej bytomski, a później toszecko-gliwicki. Rozpoczęły pracę od nawiązania kontaktów w lokalnymi kołami Związków Towarzystw Polek i towarzystwami śpiewu. Na zebraniach kół prowadziły szkolenie sanitarne w formie wykładów i ćwiczeń. Dziewczęta i kobiety zdawały potem egzaminy przed lekarzami, a następnie otrzymywały zaświadczenia o ukończeniu kursu sanitarnego. W III powstaniu pełniły role sanitariuszek i pielęgniarek.

Jedyną dyplomowaną lekarką Górnoślązaczką była Maria Rajda (później po mężu Kujawska), która dyplom uzyskała w 1920 r. Pomoc rannym niosła też "medyczka" Wanda Baraniecka, która dyplom uzyskała dopiero w 1925 r. i "podlekarki", czyli studentki medycyny Maria Zdziarska (później po mężu Zaleska) i Zofia Rzeczycka. Nie należy także zapominać o "posługaczkach", "robotniczkach" oraz praczkach szpitalnych, pracujących m.in. w szpitalu polowym w Toszku czy szpitalu w Mysłowicach.

Urzędniczki i sekretarki

W powstańczych sztabach dość znaczny odsetek stanowił personel żeński zajmujący się pracami biurowymi. Kobiety były biuralistkami i "pomocami biurowemi", kancelistkami, stenotypistkami, protokolantkami, urzędniczkami, sekretarkami. Znane są pojedyncze przykłady daktylografek, jak Zofia Dziurkiewiczówna i redaktorek - Olga Zarzycka. Dla pierwszej z nich przełożony w maju 1921 r. prosił Komendę Kwaterunkową w Szopienicach o "łaskawe, definitywne wyznaczenie odpowiedniej porządnej kwatery, gdyż Pani ta od dwóch dni sypia w szkole na ławce".

Znany jest również przypadek, gdy kobieta – Maria Ciesiołka - była dozorczynią więzienia, gdzie przebywali zatrzymani Niemcy. Sporą grupę stanowiły też telefonistki i telegrafistki. Część z nich wykonywała ten zawód przed powstaniami, niektóre z nich wyjechały na kursy do Wielkopolski w kwietniu 1921 r., a na wieść o wybuchu zrywu przybyły na teren Górnego Śląska i wstąpiły w szeregi powstańcze.

Kobiety odznaczyły się dużym poświęceniem i odwagą podczas plebiscytu – historycy oszacowali, że stanowiły ok. 20 proc. personelu plebiscytowego. Prowadziły działalność agitatorską, były mówczyniami na wiecach, pracowały też jako kurierki i kolporterki roznoszące ulotki, pocztówki, broszury, gazety, pisma, rozlepiały plakaty. Przed głosowaniem plebiscytowym sporządzały wyciągi roczników osób uprawnionych do głosowania. Pilnowały, by na listy wyborcze nie wpisano "martwych dusz" oraz osobiście sprawdzały adresy wyborców. Przyjmowały na dworcach emigrantów, którzy przyjechali na głosowanie, przydzielały im kwatery, troszczyły o ich wyżywienie, a także gościły w swoich mieszkaniach. W dniu plebiscytu - 20 marca 1921 r. - weszły w skład komisji plebiscytowych pełniąc funkcje "mężów zaufania" i dyżurując przy urnach wyborczych. W tym dniu zwoziły również do lokali wyborczych osoby chore, ułomne i osłabione wiekiem.

Ofiary gwałtów i przemocy

Kobiety podczas powstań trafiały też do niewoli, padały ofiarą gwałtów, zostawały ranne i ginęły. Dwa wykazy poległych, sporządzone w 1936 i 1970 r., wymieniają odpowiednio dwanaście i siedemnaście poległych kobiet we wszystkich trzech powstaniach śląskich. Jak jednak podkreśla dr Parys, to na pewno nie wszystkie kobiety, które zginęły podczas powstań. Statystyka ta nie obejmuje m.in. ofiar masakry przed bramą kopalni Mysłowice z 15 sierpnia 1919 r., gdzie Niemcy zastrzelili siedmiu górników, dwie kobiety i 13-letniego chłopca, który przyszedł po wypłatę dla chorego ojca.

Według doniesień z I powstania "w Katowicach Niemcy zakłuli 20 kobiet za to, że ich mężowie są w powstaniu". W Szombierkach "rozstrzelano masowo powstańców nie oszczędzając kobiet i dzieci". Także w tym czasie żołnierze Grenzschutzu zabili "chłopca 18-letniego i kobietę Ceglarskową od 8 drobnych dzieci". W czasie III powstania w Chropaczowie powstaniec miejscowej straży obywatelskiej, Alojzy Kulik, "chciał nastraszyć wyglądającą z okna dziewczynę Karolinę Galos, do której wymierzył z karabina, przyczem padł strzał, i takowa została zabita, trafiona kulą w głowę".

Zdaniem dr. Parysa, zaangażowanie śląskich kobiet znalazło odpowiednie do swej skali odbicie w liczbie przyznanych im odznaczeń. Wśród wyróżnionych Odznaką Plebiscytową blisko 20 proc. stanowiły kobiety. W latach 1930–1938 prawie 20 tys. powstańców ubiegało się o nadanie Medalu Niepodległości lub Krzyża Niepodległości, a wśród nich było blisko 650 pań. Krzyż Niepodległości przyznano 17, a Medal Niepodległości 186 kobietom. Z powojennych materiałów Związku Bojowników o Wolność i Demokrację oraz katowickiego ZBoWiD-u na blisko 4000 powstańczych weteranów przypadają 172 wnioski kobiet (4,3 proc.). Wśród odznaczonych Śląskim Krzyżem Powstańczym kobiety stanowią 5,5 proc.

Wśród uczestniczek powstań przeważały młode dziewczęta w wieku 18-20 lat oraz "starsze dziewczęta" w wieku 23-24 lat, stanu wolnego. W szeregach powstańczych służyły również mężatki, niektóre z nich w ciąży, jak Wiktoria Relichowa, która w sierpniu 1920 r. dostarczała broń i żywność dla powstańców, a jej dziecko przyszło na świat w marcu 1921 r. Agnieszka Sojka z d. Duval, żona batalionowego Feliksa Sojki z Łabęd koło Gliwic, biorąc udział w III powstaniu, również była w stanie błogosławionym – ich córka Małgorzata urodziła się 26 grudnia 1921 r. Były również matki kilkorga dzieci, jak np. Maria Kościelna, kucharka z Szarleja - matka czworga dzieci, czy Brygida Najuch z Lipin - matka dwojga dzieci. Do powstania szły również wdowy - jak Marcjanna Maxelon i Maria Matulla, matki czworga dzieci.

Dr Paweł Parys zwraca uwagę, że na decyzje kobiet o udziale w powstaniach często zapewne miała wpływ atmosfera w rodzinie i udział w walce ojców czy braci. Wyruszały z tych samych miejscowości, ulic i familoków, idąc razem z krewnymi, sąsiadami. "Nie decydowała raczej wielka polityka, ale ta śląska klanowość - siła wpływu rodziny i patriotyzm, który wynosiły z domu, bo wyrosły na przywiązaniu do wiary i do języka, bo ojciec kolportował polską prasę, bo czytało się polskie książki. Jeśli chciały iść do powstania, to szły, nie rzucano im kłód pod nogi, a liczne zachowane pozytywne opinie na temat służby i zaangażowania kobiet świadczą o tym, że doceniano ich rolę" – podkreślił historyk.

"Oprócz tych, które walczyły, trzeba też pamiętać o tych, które zostawały – często na wiele lat, a czasem już do końca życia – jedynymi żywicielkami rodzin, co było tym trudniejsze, że ówczesne rodziny były wielodzietne. Za trudną historię, za czyjeś wybory płaciły bardzo trudnym i ciężkim życiem" – podsumował dr Paweł Parys.

Przygotowaną przez niego wystawę pt. "Niezapomniane. Kobiety w czasie powstań i plebiscytu na Górnym Śląsku" można oglądać do 5 stycznia przyszłego roku. 

Źródło: PAP |
Co sądzisz o tym artykule?
55
5
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0