Technologia

Po nowym wyroku TSUE nie uda nam się zniknąć z całego internetu

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w wydanym 24 września 2019 r. wyroku orzekł, że możemy być zapomniani w sieci, ale tylko na terytorium Unii Europejskiej, a nie na całym świecie. Czy ten wyrok zmniejsza nasze bezpieczeństwo? Na te pytania odpowiedział w Dzień Dobry TVN ekspert, prawnik dr Maciej Kawecki.

Wyrok TSUE w sprawie bycia zapomnianym w Google

Wyrok wydany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jasno stwierdza, że możemy być zapomniani w sieci, ale tylko na terytorium Unii Europejskiej. Oznacza to, że jeśli usuniemy dane ze strony źródłowej, to znikną one z opcji wyszukania tylko na terenie UE, a nie na całym świecie.

Może być tak, że Dorota Wellman i Marcin Prokop przestają prowadzić Dzień Dobry TVN i znikają ze strony internetowej programu. Wówczas dla Europejczyków rzeczywiście znikną z sieci, a dla kogoś, kto korzysta wyszukiwarki ze Stanów Zjednoczonych - już nie.

- wyjaśnił nasz gość.

>>> Zobacz także:

Trybunał tą decyzją zmienił swoje postanowienie z przed kilku lat, wówczas wyszukiwarkę (Google) zobowiązano do usuwania na żądanie użytkowników informacji z wyszukiwarek na całym świecie.

Zdaniem dra Macieja Kaweckiego, po wczorajszych wyrokach TSUE zasada, że sami jesteśmy strażnikami swojej prywatności oraz że treść raz udostępniona w sieci, już z niej nigdy nie znika nabiera jeszcze większego znaczenia. TSUE, mówiąc w skrócie, przesądził, że prawo do bycia zapomnianym ma wymiar terytorialny i obejmuje działania spółki na terytorium Unii Europejskiej.

Geolokalizacjai kreowanie rzeczywistości

Według dra Kaweckiego nie te treści wyroku są najbardziej kontrowersyjne. To, że organy Unii Europejskiej mają ograniczony terytorialnie zakres działania, jest oczywiste. Wynika to z traktatów. Najbardziej kontrowersyjny jest ten fragment wyroku: "w trakcie postępowania przed Trybunałem spółka Google wyjaśniła, że po przedstawieniu wniosku o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym wprowadziła nowy sposób wyświetlania krajowych wersji swojej wyszukiwarki, w ramach której nazwa domeny wprowadzona przez internautę nie określa już krajowej wersji wyszukiwarki, do której uzyskuje on dostęp. Internauta jest więc teraz automatycznie przekierowywany do krajowej wersji wyszukiwarki Google, która odpowiada miejscu, z którego najprawdopodobniej przeprowadza wyszukiwanie, a rezultaty tego wyszukiwania są wyświetlane w zależności od tego miejsca, które jest określane przez spółkę Google za pomocą procesu geolokalizacji".

W praktyce oznacza to, że TSUE potwierdził, że to Google decyduje o tym, co widzimy w wyszukiwarce w zależności od tego gdzie przebywamy. Innymi słowy, Google - korzystając z systemów geolokalizacji - pokaże inne wyniki na przykład dotyczące Donalda Trumpa osobie korzystającej z wyszukiwarki w Europie, i inne komuś, kto szuka tej frazy w Stanach Zjednoczonych.

Niepokojące jest to, że jeśli będę jednak chciał zobaczyć, jakie wyniki pod tym hasłem widzi użytkownik z USA, to ich nie zobaczę, ponieważ Google przesądził, że jestem Europejczykiem i mam widzieć określone treści. I koniec kropka. Z jakiego medium najczęściej korzystamy gromadząc wiedzę? Pisząc artykuły? Przygotowując materiały prasowe? Z Google! W tym zdaniu TSUE przyznał, że Google kreuje naszą regionalną, drugą, albo pierwszą rzeczywistość.

- stwierdził nasz gość.

Co sądzisz o tym artykule?
91
9
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0