Artykuł z cyklu ''Miłe wieści'' strona główna cyklu
Miłe wieści

Trzy historie, które przywracają wiarę w człowieka. Ten świat nie jest zły!

pomoc, pomocny, dobroczynność, pomaganie, para, podanie ręki, bezinteresowność

OJO Images/Getty Images

Miłe wieści

Trzy historie, które przywracają wiarę w człowieka. Ten świat nie jest zły!

pomoc, pomocny, dobroczynność, pomaganie, para, podanie ręki, bezinteresowność

OJO Images/Getty Images

Mówi się, że w dzisiejszych czasach, ludzie są bardzo skoncentrowani na sobie i nie patrzą na drugiego człowieka. Choć wielu z nich ceni rzeczy materialne, myśli o karierze i pieniądzach, są tacy, którzy udowadniają, że wcale tak nie jest. Poznajcie historie, które przywracają wiarę w człowieka.

Schronienie dla zwierząt

Anna Bęben od lat prowadziła organizację charytatywną Azyl Dla Koni Kucykowo, w której schronienie dotychczas znalazło wiele zwierząt - koni, psów, kotów, a nawet kóz. Nie zarabiała na tym, a wręcz borykała się z problemami finansowymi - będąc na zasiłku chorobowym całą jego kwotę przeznaczała na zwierzęta, równocześnie licząc na pomoc osób trzecich.

Przez 3 lata pani Anna wynajmowała miejsce, które budowała z własnych oszczędności. Niestety - groziło zawaleniem, a całkowity koszt remontu wyniósłby około 150 tysięcy. Nie było ją na to stać. W związku z zagrożeniem budowlanym (gdyż drzewa wokół budynku zaczęły się łamać, woda zalewać stajnie, a dach coraz niżej opadać), ewakuowała zwierzęta w ciągu 2 dni.

W nowym miejscu chciała zacząć od nowa. Pragnęła wybudować nowe boksy dla koni, ogrodzenie i całą infrastrukturę. Niestety - przez względy finansowe stało się to niemożliwe. Znalazła mężczyznę, który zaoferował wykonanie stajni za 30 tys. złotych, lecz nadal brakowało jej środków. Musiała prosić o pomoc

- Kochani, błagamy Was o pomoc w stworzeniu nowego bezpiecznego miejsca. Wszystko robimy własnymi siłami, nawet ja nauczyłam się obsługiwać narzędzia budowlane, aby one miały bezpieczny dom. Jednak sami nie zrobimy nic. Fronty mamy w bardzo atrakcyjnej cenie, jednak potrzebujemy bloczków betonowych, klei budowlanych, zapraw, kątowników, wsporników, drewna na ogrodzenie... - wymieniała Anna Bęben.

Jej dramatyczną prośbę dostrzegli internauci. Zaczęli udostępniać zdjęcia zwierzaków i nawoływać do wpłat. Post dotyczący Azylu Dla Koni Kucykowo obiegł wszystkie media społecznościowe. W szybkim tempie udało się zebrać nie tylko na nową stajnię, ale i inne udogodnienia. Darczyńcy wpłacili bowiem aż ponad 80. tysięcy złotych.

- Nie wierzę!!! Siedzę i ryczę. Kochani, zapraszam, odwiedźcie te cudowne zwierzęta, one są przekochane. Nie zapowiadajcie się, tylko przyjeżdżajcie. Dziękuję - pisała pani Anna.

Niepełnosprawny bloger

34-letni Wojtek Sawicki od lat w sieci burzy mity na temat życia osób z niepełnosprawnościami. Sam cierpi na dystrofię mięśni Duchenne'a i całe życie spędza na wózku, podłączony do respiratora. W swoich mediach społecznościowych udowadnia, że bez względu na przeciwności losu, można podróżować, znaleźć dziewczynę i po prostu spełniać marzenia.

- Mimo bardzo ciężkiego stanu zdrowia (oddycham przez respirator, odżywiam się dojelitowo), staram się korzystać z życia, jeździć na festiwale, wychodzić ze znajomymi i przełamywać stereotypy dotyczące osób na wózkach - pisał Wojtek.

Skończył studia filozoficzne, brał udział w konkursach poetyckich, pracował jako dziennikarz muzyczny, montował filmy i nauczył się pływać. Chciał zostać blogerem. Jego działalność w sieci została zauważona przez internautów. Z inicjatywy Filipa Poloski ruszyła akcja #obserwujmywojtka. Profil 34-latka w mediach społecznościowych zaczęły udostępniać największe gwiazdy, a także portale internetowe. Te działania przyniosły szybkie efekty.

Sukces tego przedsięwzięcia zupełnie przerósł moje oczekiwania, skrycie liczyłem na podwojenie liczby obserwatorów (zaczynaliśmy od pułapu 18k), a dotarliśmy do ponad 70k fanów. Wasza życzliwość dla projektu LoW totalnie mnie onieśmiela. (...) Do tej pory miałem wrażenie, że mam nad głową szklany sufit, dzięki Wam udało mi się go jednak skruszyć. Teraz nic mnie nie zatrzyma - wyznał później bloger.

Ratunek dla bezbronnych kotów

Na jachcie pływającym po morzu Andamańskim w okolicy należącej do Tajlandii wyspy Koh Lipe, wybuchł pożar. W konsekwencji łódź zaczęła tonąć. Pasażerowie statku wyskoczyli do morza i zostali uratowani przez załogę kutra rybackiego. Okazało się jednak, że nie wszyscy zostali uratowani. 

Na miejsce katastrofy wysłano tajlandzką marynarkę wojenną, która miała zabezpieczyć wrak statku i sprawdzić, czy nie doszło do wycieku ropy. Wówczas żołnierzy spotkało zaskoczenie. Okazało się, że na jednej z drewnianych belek wystających ponad poziom wody, siedziały cztery przestraszone koty.

Użyłem aparatu i powiększyłem widok łodzi. Wtedy zobaczyłem, jak jeden lub dwa koty wyskakują na powierzchnię - mówił podoficer Wichit Pukdeelon z dywizji obrony powietrznej i przybrzeżnej marynarki wojennej.

Los bezbronnych zwierząt nie był im obojętny. Żołnierze kierując się odruchem serca momentalnie ruszyli im na ratunek. Jeden z marynarzy wskoczył do wody i pojedynczo transportował zwierzęta na swoim ramieniu. Dzięki temu koty przeżyły i nabierają sił w jednostce marynarki wojennej, gdzie zajmują się nimi wojskowi.

W książce pt. "Droga do domu" Gabrieli Gargaś można przeczytać: "Dobro do nas wraca każdego dnia: w czyimś uśmiechu, ciepłym słowie, w promykach porannego słońca. Dobro to czyjaś dłoń wyciągnięta do nas w potrzebie, serdeczny uścisk i poklepanie po plecach, kiedy życie wydaje się beznadziejne". Warto zatem w ciężkiej chwili wesprzeć drugiego człowieka, bo potem my możemy być w trudnej sytuacji. Może akurat wtedy dobro i do nas wróci?

Zobacz też:


Artykuł sponsorowany
Co sądzisz o tym artykule?
51
6
Wybrane dla Ciebie
Komentarze
0