Autoagresja wśród młodzieży
1 marca przypada Światowy Dzień Autoagresji. Badania pokazują, że zachowania autoagresywne dotyczą od 16 do ponad 20% nastolatków na świecie, a pierwsze symptomy pojawiają się najczęściej między 12. a 14. rokiem życia. Według WHO samookaleczenia należą do najpoważniejszych problemów zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży i bardzo często współwystępują z depresją, zaburzeniami lękowymi czy zaburzeniami odżywiania.
Z problemem tym zmagała się także Zuzanna Bartinicka. Już w wieku 12 lat zaczęły się pierwsze problemy związane ze zdrowiem psychicznym - zaburzony obraz siebie, zaburzenia jedzenia, początki bulimii. Rok później pojawiły się pierwsze próby samookaleczania.
- Chciałam wykrzyczeć, że mam dość, że jestem zmęczona i nie zasługuję na to, co spotkało mnie w życiu. Czułam ciągłą presję, że muszę dążyć do ideału, który sobie ubzdurałam w głowie i który był mi przedstawiany od dziecka. Teraz, gdy jestem starsza, widzę, że działania rodziców i dziadków były dobrą intencję, ale jak byłam młodsza, to mnie to przytłaczało. Nie zawsze mi wychodziło. Wtedy nie potrafiłam radzić sobie z porażką, czułam, że to mnie definiuje. W klasie zawsze czułam się wykorzystywana, bo dobrze się uczyłam – wspominała 21-latka.
Autoagresja bywa źle rozpoznawana, bo nie zawsze oznacza widoczne rany, to nie tylko cięcie się czy sięganie po substancje, ale też silna auto‑krytyka, nienawiść do własnego ciała i destrukcyjne myślenie o sobie. W wielu przypadkach jest to sygnał głębokiego cierpienia dzieci, a nie "szukanie uwagi".
- Zachowania autoagresywne mają to do siebie, że chcemy się niszczyć. Nie akceptujemy swojego ciała. W mediach społecznościowych jest bardzo dużo treści, które obniżają poczucie własnej wartości, doprowadzając do samookaleczeń czy prób samobójczych. Samouszkodzenia, samookaleczenia, działania autoagresywne wiążą się nie tylko z niską samooceną, ale także z chęcią ukaraniem samego siebie, z momentem, że mamy wrażenie, że nic z nas nie będzie – tłumaczyła dr Halszka Witkowska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, koordynatorka serwisu "Życie warte jest rozmowy".
Jak zatem pomagać dzieciom? Kiedy reagować? Zarówno eksperci, jak i osoby z problemami podkreślalają, że najważniejsza jest czujność. Rodzice powinni więc regularnie rozmawiać ze swoimi pociechami, by jak najszybciej zauważyć źródło problemu. Kolejnym krokiem jest terapia i znalezienie sposobu na regulowanie emocji, stresu i poczucia niskiej wartości.
- W ramach serwisu "Życie warte jest rozmowy" prowadzimy bezpłatne konsultacje dla rodziców. Każdy może skorzystać, wystarczy wejść na stronę. Rodzice boją się o swoje dzieci. Ważne, żeby pamiętać, że samouszkodzenia to nie są próby samobójcze. Ważna jest terapia, nauka mówienia o emocjach - podkreśliła ekspertka.
Ból, którego nie widać. Dlaczego młodzi ludzie się samookaleczają?
To wyjątkowo trudny temat, szczególnie dla rodziców. Budzi lęk, poczucie bezradności i pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. A jednak dotyczy coraz większej liczby dorosłych, młodzieży i dzieci. Samookaleczenie przestaje być zjawiskiem marginalnym. Dlatego tak ważne jest, by spróbować zrozumieć, dlaczego coraz więcej osób sięga po tę formę radzenia sobie z emocjami i co sprawia, że w końcu przestają.
- Mama zabrała mnie do psychiatry. Pierwszą wizytę odbyłyśmy we dwie, na rozmowie tylko między nami. Wyszłyśmy z tego gabinetu po prostu obie lżejsze i od tamtej pory mamy ze sobą super relacje – mówiła jedna z nastolatek.
Jej historia pokazuje coś niezwykle istotnego: rozmowa i wsparcie mogą stać się początkiem zmiany. Bo jeśli ktoś popadnie w uzależnienie od samookaleczania, bardzo trudno poradzić sobie z tym samodzielnie. To mechanizm, który wciąga, początkowo przynosi ulgę, ale z czasem staje się pułapką. Wtedy potrzebna jest pomoc specjalisty i bezpieczne wsparcie bliskich.
- Samookaleczenie było taką formą, powiedzmy, ucieczki. Jak ktoś czuje ogromny ból psychiczny, to próbuje to przełożyć na ból fizyczny, żeby sobie jakoś ulżyć w tej głowie. Bardzo wiele osób nie potrafi tego zrozumieć – zaznaczyła Noemi.
Dlaczego tak się dzieje? Ból psychiczny bywa niewidoczny i trudny do nazwania. Napięcie, lęk, poczucie pustki czy beznadziei potrafią narastać do granic wytrzymałości. Fizyczny ból staje się wtedy czymś konkretnym, namacalnym. Daje chwilowe poczucie kontroli i ulgi. Problem w tym, że to ulga krótkotrwała, a w jej miejsce pojawiają się wstyd, poczucie winy i jeszcze większe osamotnienie.
- Był to taki okres w moim życiu, że miałam po prostu poczucie, że nic dobrego mnie nie czeka. Miałam 11 lat. To była taka moja odskocznia. I robiłam to, żeby uśmierzyć ten ból psychiczny. W tamtym czasie były lekcje zdalne, więc dużo czasu spędzałam w Internecie. I właśnie tam poznałam część osób. Wiem, że robiły to. Miałam takie poczucie, że jeżeli oni to robią, jeżeli to jest ich sposób na zapomnienie o problemach, o trudnościach w życiu codziennym, to stwierdziłam, że może też mi to pomoże w jakiś sposób - opowiadała Alicja.
Jej słowa pokazują jeszcze jeden ważny aspekt: wpływ środowiska, w tym Internetu. W czasie izolacji wiele młodych osób szukało wsparcia online. Niestety, w sieci można natknąć się na treści, które normalizują samookaleczenie, a nawet przedstawiają je jako sposób radzenia sobie z emocjami.
- Samookaleczenie to nie tylko cięcie się. To jest też drapanie, przypalanie. Teraz jest taki trend, żeby dezodorantem się kaleczyć – powiedziała Sandra Dzierzęcka, psycholog.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl
Zobacz także:
- Nie żyje 16-latek. Rodzice nastolatka pozywają twórcę chatbota
- Policjanci uratowali życie 16-latce w kryzysie psychicznym. "Uniknąć efektu Wertera"
- Pomoc dla osób w kryzysie – gdzie i jak jej szukać?
Autorka/Autor: Nastazja Bloch
Reporter: B. Dajnowski, S. Witas
Źródło zdjęcia głównego: Wojciech Olkuśnik/East News