Wnuk wrócił na Madagaskar śladami dziadka Arkadego Fiedlera
Arkady Fiedler to wybitny pisarz i podróżnik. Debiutował w 1917 cyklem wierszy "Czerwone światło ogniska" na łamach poznańskiego "Zdroju". W 1926 wydrukował w odziedziczonym po ojcu zakładzie chemigraficznym reportaż ze swej wyprawy: "Przez wiry i porohy Dniestru. W swoim 90-letnim życiu odbył 30 wypraw i podróży. Do każdej przygotowywał się niezwykle starannie, studiując mapy , atlasy, czytając książki o krajach, do których się wybierał, korespondując z tamtejszą Polonią.
Teraz śladami dziadka postanowił ruszyć Marek Fiedler.
- Dziadek kochał świat, kochał podróżowanie i stał się znanym takim pisarzem, podróżnikiem przed II wojną światową. I jak był na łożu śmierci, bardzo schorowany, to powiedział mojemu tacie, że gdyby mógł odbyć jeszcze jedną wyprawę to na Madagaskar, do tej wsi Ambinanitelo. Nikt od nas z rodziny nie był na Madagaskarze, wpadłem na taki pomysł, że pojadę tam do tej wsi, poszukać ducha dziadka i zabrałem tam ze sobą swoją żonę.
Jak przyznał, żona była nie tylko kompanem podróży, ale i zabezpieczeniem.
- Stefania była przede wszystkim, aby mnie uratować. Dlaczego? Bo tam jest taki lokalny zwyczaj, że jeżeli przyjeżdża mężczyzna albo kobieta lokalny wódz ofiaruje tam rytualną żonę albo rytualnego męża. Do mojego kolegi przyjechała ciotka, 60-letnia. I jak oni się na tych wioskach dowiedzieli, że ona nie ma męża, to dostała 17-letniego rybaka - wspomina.
Wyprawa śladami dziadka
Na miejscu Marek wraz z żoną odwiedzili miejsca, w których dawniej przebywał dziadek.
- Co ciekawe, mój dziadek miał tam żonę Velemody w tej wsi. I napisał do mnie taki Niemiec, który w 1986 roku zakończył studia, że przeczytał książkę, bo ta książka i w 1986 roku wybrał się na Madagaskar. Trafił do tej wsi i odszukał żonę dziadka, 70-kilkuletnią kobietę. Powiedział, że to była najbardziej światowa kobieta, która tam mieszkała w tej wsi – wspomina.
Jak podróż wyglądała oczami Stefanii?
- Ta podróż zmieniła moje życie. Po pierwsze Marek bardzo mocno przeżywał i cieszę się, że mogłam mu towarzyszyć. Też mnie zdziwiło, że ci ludzie mają bardzo dużo w sobie takiej pokory. Bo my czasami też ze swojej perspektywy patrzymy na ten świat. Czasami nam się wydaje, że ci ludzie może są biedniejsi od nas. Doświadczyliśmy na tej wiosce, że oni kochają ten byt, który mają. Oczywiście są tam ciężkie warunki, no bo nie ma wody. Nie ma te warunki, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Rozmowa z tymi ludźmi, w ogóle ten kontakt, to było coś niesamowitego.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Antalya to prawdziwa mozaika kulturowa. Co łączy Turków i Polaków?
- Te zakazy w europejskich kurortach mogą zaskoczyć turystów. Za co można dostać mandat na urlopie?
- Wakacje Polaków w cieniu wojny na Bliskim Wschodzie. "Bezpiecznik został przez ministra uruchomiony"