Siedmioro rodzeństwa odnalazło się po 30 latach rozłąki. "Przepłakaliśmy wiele godzin"

dwie siedzące tyłem, przytulające się kobiety
Siedmioro rodzeństwa odnalazło się po 30 latach
Źródło zdj. gł.: ljubaphoto/Getty Images
Po długich poszukiwaniach i trzech dekadach rozłąki siedmioro rozdzielonych przez adopcję, wychowujących się w innych częściach Polski i Niemiec dorosłych już dziś braci i sióstr odnalazło się, i odnowiło rodzinne więzi. Spotkanie pełne łez i wzruszeń stało się dla nich symbolicznym początkiem nowej, wspólnej historii. - Musimy nadrobić stracony czas - mówi zgodnie rodzeństwo.
Kluczowe zagadnienia:
  • Siedmioro rodzeństwa rozdzielono w dzieciństwie z powodu patologicznej sytuacji, która miała miejsce w ich domu. Część dzieci trafiła do adopcji, część wychowała się w domu dziecka.
  • Po 30 latach rozłąki rodzeństwu udało się odnaleźć i spotkać. Dziś utrzymują stały kontakt i wspólnie świętują rodzinne uroczystości.

Dalsza część tekstu poniżej.

Koszmar dzieci w rodzinie z problemem alkoholowym

Ich dzieciństwo upłynęło w małej wsi, w zrujnowanym domu po babci. Zamiast ciepła i miłości panował tam głód, alkohol i obojętność dorosłych. Gdy brakowało jedzenia, pomagała sąsiedzka litość - ktoś przyniósł chleb, ktoś inny ubranie.

- Nasz dom często odwiedzały panie z opieki, jednak rodzice nic sobie z tych wizyt nie robili. Chyba że się awanturowali, to wtedy mama dzwoniła na policję. A my skuleni w kącie, cichutko popłakiwaliśmy ze strachu i często z głodu - wspomina rodzeństwo.

Sąd rodzinny w końcu zdecydował o odebraniu dzieci rodzicom. Trafiły do placówki opiekuńczej, gdzie po raz pierwszy zaznały spokoju i regularnych posiłków.

Rozdzielone w wyniku adopcji rodzeństwo

Najstarsi z rodzeństwa, Krzysiek i Ania, już jako kilkuletnie dzieci przejęli obowiązki dorosłych.

- W domu to my szykowaliśmy jedzenie, ubieraliśmy i zajmowaliśmy się rodzeństwem - zaznaczają. W momencie, w którym trafili do domu dziecka, mieli 8 i 9 lat. Nie doczekali się adopcji, ponieważ byli już "za duzi". W dorosłym życiu odnaleźli stabilizację. Dziś mają własne rodziny i dzieci.

- Nigdy nie zapomnieliśmy, że mamy rodzeństwo. Tęskniliśmy i marzyliśmy, że pewnego dnia je odnajdziemy - mówią zgodnie.

Dwaj młodsi bracia, Grzesiek i Karol, zostali adoptowani i trafili do rodziny prowadzącej gospodarstwo rolne. Wychowali się w duchu miłości i pracy. Z wdzięcznością wspominają dom, w którym dorośli nauczyli ich odpowiedzialności i dali poczucie przynależności.

- Mamy wspaniałych rodziców, którzy pokochali nas i wychowali na dobrych ludzi - opowiadają.

Dopiero w dorosłości, gdy sami założyli rodziny, poczuli potrzebę odnalezienia swojego rodzeństwa. Dzięki determinacji znaleźli najstarszego brata, a przez niego - resztę członków rodziny.

Dwie siostry, Monika i Alicja, po adopcji wyjechały z rodzicami do Niemiec. Tam dorastały i zaczęły dorosłe życie.

- Wiedziałyśmy, że byłyśmy w domu dziecka i że mamy jakieś rodzeństwo, ale nie wiedziałyśmy, ile nas było - przyznają.

Ich adopcyjni rodzice stworzyli im bezpieczny dom, w którym nigdy nie zabrakło miłości. Z czasem jednak w siostrach narastała ciekawość, kim byli ich biologiczni bliscy. To Alicja rozpoczęła poszukiwania, które doprowadziły do przełomu. Dzięki ogłoszeniom w internecie odnalazły pozostałe rodzeństwo.

Karolina, dziś 31-letnia mama dwuletniego chłopca, była najmłodsza i jedyna, która została oddana przez matkę tuż po urodzeniu, w szpitalu. Rodzeństwo nie miało o jej istnieniu żadnego pojęcia. Dorastała w kochającej rodzinie adopcyjnej, ale od dziecka czuła, że musi poznać swoje korzenie.

- Marzyłam, że jestem przez nią [mamę - przyp. red.] kochana i że zły los sprawił, że musiała mnie oddać - wspomina.

Po uzyskaniu pełnoletności rozpoczęła poszukiwania. W ośrodku adopcyjnym dowiedziała się, że ma aż sześcioro starszego rodzeństwa. Ta informacja była dla niej wstrząsem, ale też impulsem do działania.

- Już nie zależało mi na odnalezieniu biologicznej matki, ale na rodzeństwie - tłumaczyła.

Siedmioro rodzeństwa odnalazło się po 30 latach

Kiedy najstarsi z rodzeństwa odnaleźli najmłodszą siostrę - Karolinę, wszyscy wiedzieli, że to moment, którego nie da się porównać z niczym innym.

- Wzruszenie odebrało mi mowę, łzy płynęły po twarzy. Tak bardzo marzyłam o tej chwili - opowiada Ania. Pierwsze spotkanie po latach było pełne emocji - łzy mieszały się ze śmiechem, a opowieści z minionych lat zdawały się nie mieć końca. W jednym miejscu zgromadziło się niemal 30 osób: rodzeństwo, ich dzieci i małżonkowie.

- Przegadaliśmy i przepłakaliśmy wiele godzin. I ciągle nam mało - mówią zgodnie.

Dziś rodzeństwo spotyka się regularnie. Bracia i siostry dzielą się codziennością, wspierają w trudnościach, planują wspólne święta. Ich dzieci wychowują się, wiedząc, że mają dużą, kochającą rodzinę.

- Chcemy spotykać się przy wigilijnym i wielkanocnym stole razem. Musimy nadrobić stracony czas - mówią odseparowani przez lata członkowie rodziny.

Zobacz także:

Źródło: "Gazeta Olsztyńska"
Autorka/Autor: Berenika Olesińska