- Siedmioro rodzeństwa rozdzielono w dzieciństwie z powodu patologicznej sytuacji, która miała miejsce w ich domu. Część dzieci trafiła do adopcji, część wychowała się w domu dziecka.
- Po 30 latach rozłąki rodzeństwu udało się odnaleźć i spotkać. Dziś utrzymują stały kontakt i wspólnie świętują rodzinne uroczystości.
Dalsza część tekstu poniżej.
Koszmar dzieci w rodzinie z problemem alkoholowym
Ich dzieciństwo upłynęło w małej wsi, w zrujnowanym domu po babci. Zamiast ciepła i miłości panował tam głód, alkohol i obojętność dorosłych. Gdy brakowało jedzenia, pomagała sąsiedzka litość - ktoś przyniósł chleb, ktoś inny ubranie.
- Nasz dom często odwiedzały panie z opieki, jednak rodzice nic sobie z tych wizyt nie robili. Chyba że się awanturowali, to wtedy mama dzwoniła na policję. A my skuleni w kącie, cichutko popłakiwaliśmy ze strachu i często z głodu - wspomina rodzeństwo.
Sąd rodzinny w końcu zdecydował o odebraniu dzieci rodzicom. Trafiły do placówki opiekuńczej, gdzie po raz pierwszy zaznały spokoju i regularnych posiłków.
Rozdzielone w wyniku adopcji rodzeństwo
Najstarsi z rodzeństwa, Krzysiek i Ania, już jako kilkuletnie dzieci przejęli obowiązki dorosłych.
- W domu to my szykowaliśmy jedzenie, ubieraliśmy i zajmowaliśmy się rodzeństwem - zaznaczają. W momencie, w którym trafili do domu dziecka, mieli 8 i 9 lat. Nie doczekali się adopcji, ponieważ byli już "za duzi". W dorosłym życiu odnaleźli stabilizację. Dziś mają własne rodziny i dzieci.
- Nigdy nie zapomnieliśmy, że mamy rodzeństwo. Tęskniliśmy i marzyliśmy, że pewnego dnia je odnajdziemy - mówią zgodnie.
Dwaj młodsi bracia, Grzesiek i Karol, zostali adoptowani i trafili do rodziny prowadzącej gospodarstwo rolne. Wychowali się w duchu miłości i pracy. Z wdzięcznością wspominają dom, w którym dorośli nauczyli ich odpowiedzialności i dali poczucie przynależności.
- Mamy wspaniałych rodziców, którzy pokochali nas i wychowali na dobrych ludzi - opowiadają.
Dopiero w dorosłości, gdy sami założyli rodziny, poczuli potrzebę odnalezienia swojego rodzeństwa. Dzięki determinacji znaleźli najstarszego brata, a przez niego - resztę członków rodziny.
Dwie siostry, Monika i Alicja, po adopcji wyjechały z rodzicami do Niemiec. Tam dorastały i zaczęły dorosłe życie.
- Wiedziałyśmy, że byłyśmy w domu dziecka i że mamy jakieś rodzeństwo, ale nie wiedziałyśmy, ile nas było - przyznają.
Ich adopcyjni rodzice stworzyli im bezpieczny dom, w którym nigdy nie zabrakło miłości. Z czasem jednak w siostrach narastała ciekawość, kim byli ich biologiczni bliscy. To Alicja rozpoczęła poszukiwania, które doprowadziły do przełomu. Dzięki ogłoszeniom w internecie odnalazły pozostałe rodzeństwo.
Karolina, dziś 31-letnia mama dwuletniego chłopca, była najmłodsza i jedyna, która została oddana przez matkę tuż po urodzeniu, w szpitalu. Rodzeństwo nie miało o jej istnieniu żadnego pojęcia. Dorastała w kochającej rodzinie adopcyjnej, ale od dziecka czuła, że musi poznać swoje korzenie.
- Marzyłam, że jestem przez nią [mamę - przyp. red.] kochana i że zły los sprawił, że musiała mnie oddać - wspomina.
Po uzyskaniu pełnoletności rozpoczęła poszukiwania. W ośrodku adopcyjnym dowiedziała się, że ma aż sześcioro starszego rodzeństwa. Ta informacja była dla niej wstrząsem, ale też impulsem do działania.
- Już nie zależało mi na odnalezieniu biologicznej matki, ale na rodzeństwie - tłumaczyła.
Siedmioro rodzeństwa odnalazło się po 30 latach
Kiedy najstarsi z rodzeństwa odnaleźli najmłodszą siostrę - Karolinę, wszyscy wiedzieli, że to moment, którego nie da się porównać z niczym innym.
- Wzruszenie odebrało mi mowę, łzy płynęły po twarzy. Tak bardzo marzyłam o tej chwili - opowiada Ania. Pierwsze spotkanie po latach było pełne emocji - łzy mieszały się ze śmiechem, a opowieści z minionych lat zdawały się nie mieć końca. W jednym miejscu zgromadziło się niemal 30 osób: rodzeństwo, ich dzieci i małżonkowie.
- Przegadaliśmy i przepłakaliśmy wiele godzin. I ciągle nam mało - mówią zgodnie.
Dziś rodzeństwo spotyka się regularnie. Bracia i siostry dzielą się codziennością, wspierają w trudnościach, planują wspólne święta. Ich dzieci wychowują się, wiedząc, że mają dużą, kochającą rodzinę.
- Chcemy spotykać się przy wigilijnym i wielkanocnym stole razem. Musimy nadrobić stracony czas - mówią odseparowani przez lata członkowie rodziny.
Zobacz także:
- Dają miłość najmłodszym, ale brakuje im miejsca. Grażyna Torbicka: "To ośrodek na 20 dzieci, a zawsze jest więcej"
- Za stara na bycie matką? Pani Edyta walczy o adopcję dziecka, które wychowuje od 2 lat
- Edyta Górniak chciała adoptować dziecko. Co ją powstrzymało? "Do dzisiaj myślę o tym"