Polacy na wyprawie polarnej. Mówią o największych zagrożeniach. "Chodzimy z bronią"

Polacy na wyprawie polarnej. Mówią o największych zagrożeniach. "Chodzimy z bronią"
Białe święta z białym niedźwiedziem
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Źródło zdj. gł.: Dzień Dobry TVN
Krzesimir Tomaszewski jest hydrochemikiem i kierownikiem 48. wyprawy polarnej. Towarzyszy mu m.in. meteorolog Małgorzata Pijanowska, która jest jego zastępczynią. Naukowcy znajdują się w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie. Jak wygląda ich życie i praca w dalekiej Arktyce? O tym opowiedzieli w Dzień Dobry TVN w rozmowie z Marcinem Sawickim.

Polska Stacja Polarna na Spitsbergenie

Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego jest położona w południowo-zachodniej części Spitsbergenu - największej wyspie archipelagu Svalbard, za północnym kołem podbiegunowym. Miejscem tym zarządza Instytut Geofizyki PAN. Właśnie trwa 48. wyprawa polarna.

- Podróż tutaj zajęła 8 dni, a to dlatego, że podróżowaliśmy statkiem wraz z całym ładunkiem, wszystkimi sprzętami, zapasem jedzenia - tłumaczyła Małgorzata Pijanowska.

- To miejsce znajduje się 2 500 kilometrów od Warszawy - dodał Krzesimir Tomaszewski.

Czy jest coś, czego naukowcy nie spakowali do swoich bagaży i teraz żałują?

- Żałuję, że nie spakowałam statywu do robienia zdjęć, bo zorza polarna to jest naprawdę bardzo wdzięczny obiekt do zdjęć. Statywy oczywiście są na stacji i niektóre osoby mają własne, ale jak jest zorza, to każdy chce ze swojego skorzystać. Wtedy ja muszę robić zdjęcia z ręki i to nie wychodzi tak fajnie albo muszę pożyczać. Zorza jest tutaj częstym gościem teraz, jak już jest ciemno. Jest naprawdę spektakularna. Z kolei indywidualne środki kosmetyczne to każdy bierze w zapasie dla siebie. Pod koniec wyprawy, jak słyszałam, bo jeszcze tego nie przeżyłam, odbywa się czasem handel. Ktoś ma więcej pasty do zębów, ktoś inny ma więcej czegoś. Trzeba sobie radzić, bo tutaj pieniędzy nie wydajemy, pieniądze przestają mieć znaczenie. Znaczenie ma tylko towar - podkreśliła meteorolog.

Życie i praca na stacji polarnej

Dlaczego Małgorzata Pijanowska zdecydowała się wziąć udział w rocznej ekspedycji?

- Moim marzeniem było przyjechać tutaj, doświadczyć tej Arktyki, zobaczyć to wszystko na własne oczy. Chciałam zobaczyć na żywo zorzę polarną, niedźwiedzia polarnego i to wszystko się spełniło. To, co mnie zaskoczyło, to jak tu jest różnorodnie i jest ciekawiej, niż się spodziewałam - przyznała naukowczyni.

Jakie niebezpieczeństwa są związane z tą pracą?

- Takie podstawowe niebezpieczeństwo to są niedźwiedzie polarne. Każde wyjście poza stację, każde wyjście w teren rządzi się szeregiem zasad bezpieczeństwa. Chodzimy z bronią, nie chodzimy w pojedynkę, skanujemy teren. Szczególnie teraz, jak jest ciemno, też musimy wykonywać obowiązki, a dużo mniej widać, to jest takie niebezpieczeństwo, które nam towarzyszy na co dzień. Ale jesteśmy przygotowani, oswojeni - stwierdziła nasza rozmówczyni.

Więcej informacji można znaleźć w materiale wideo.

Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Justyna Piąsta
Reporter: Marcin Sawicki