Chciał zapłaty za swoją pracę, został pobity przez studenta. "Chcę, żeby poniósł jakiekolwiek konsekwencje"

Uwaga! TVN. Chciał zapłaty za swoją pracę, został pobity przez studenta
Chciał zapłaty za swoją pracę, został pobity przez studenta. "Chcę, żeby poniósł jakiekolwiek konsekwencje"
Źródło wideo: Uwaga! TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google

- To była noc z 13 na 14 marca. Zaczynałem pracę około 20. Dostałem zamówienie pod pasaż Niepolda, to dosyć znana we Wrocławiu imprezownia. Kurs zamówił pan z Ukrainy. Czekałem na niego, kiedy podszedł inny mężczyzna i zapytał, czy mogę go zabrać. Zapytał, czy może się dosiąść i zabrać się z kimś, bo ma problem z aplikacją. Odpowiedziałem, że jeżeli klient wyrazi zgodę, to tak. I jakoś się dogadał z zamawiającym taksówkę – opowiada pan Mariusz.

Uwaga! TVN. Pobicie taksówkarza we Wrocławiu

Nasz rozmówca ma 55 lat, przez dłuższy czas pracował jako taksówkarz. Tej nocy zauważył, że klient, który dosiadł się do osoby zamawiającej taksówkę przez aplikację, jest pod silnym wpływem alkoholu. Pan Mariusz, jeżdżąc głównie nocą, doskonale znał ten problem.

- Mówiłem, że jak mu będzie niedobrze, to się zatrzymam. Pijanych klientów zawsze informowałem, że sprzątanie auta będzie kosztować 500-600 zł – mówi mężczyzna.

Klient, który zamawiał taksówkę przez aplikację, wysiadł pierwszy, a pan Mariusz ruszył w dalszą drogę z Kamilem I.

- Pan Kamil dostał torsji i zapaskudził mi całe auto. Powiedziałem: "Zapłacisz, nie ma problemu. Zawiozę cię do domu i rozstajemy się". Jak byliśmy w połowie drogi do jego mieszkania, powiedział, żebym się zatrzymał, bo źle się czuje. Zatrzymałem się. Wtedy on wysiadł z taksówki, stwierdził, że nie ma przy sobie pieniędzy, niech zapłacą za niego koledzy. On był w takim stanie, że nie miał świadomości, że jedzie sam. W końcu mi uciekł – opowiada pan Mariusz.

Kamil I. ma 22 lata. W momencie pobicia był – a obecnie nadal jest – studentem Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Jak się okaże, to istotna informacja. Tymczasem wróćmy do wydarzeń tamtej nocy.

- Pomyślałem, że nie podaruję mu. Za kurs nie zapłacił, a w aucie są szkody. Pojechałem na tę ulicę, na którą zamówiłem kurs. Czekałem na niego jakieś 45 minut. Podbiegłem i powiedziałem: "Może byś zapłacił za kurs i sprzątanie!". Zaatakował mnie, co było widać na filmie z monitoringu – opowiada pan Mariusz.

- Po tym zdarzeniu widziałem potrójnie, ciężko było mi wybrać 112, ale udało się. Przyjechała policja. Powiedziałem, że jadę do domu, na co policjantka: "Pan chyba siebie nie widział. Nigdzie pana nie puszczę". Wezwali ambulans i stamtąd zawieźli mnie na SOR – opowiada pan Mariusz.

- Tata do mnie zadzwonił, że leży w szpitalu na neurochirurgii. Jako jego syn, ale także jako lekarz, byłem przerażony. Zdaję sobie sprawę, jakie mogło to mieć konsekwencje. Był spuchnięty, miał zmienione rysy twarzy – opowiada pan Paweł, syn pana Mariusza.

- Kartoteka ze szpitala jest dosyć gruba – pokazuje pan Mariusz.

"Krwiaki okularowe, niewielki krwiak przymózgowy. Krwiak lewego płata czołowego, dwumiejscowe złamanie łuski lewej kości czołowej. Złamanie ścian oczodołu prawego oraz stropu oczodołu lewego. Wieloodłamowe złamania zatoki szczękowej lewej. Złamanie lewego łuku jarzmowego", napisano w szpitalnym wypisie pana Mariusza.

Półtora roku po tamtej nocy życie pana Mariusza nie przypomina tego sprzed pobicia. Z powodu paraliżującego strachu był zmuszony zrezygnować z pracy taksówkarza. Dotąd zmaga się z piskami w uszach, stanami lękowymi i problemami ze wzrokiem.

Decyzja prokuratury w sprawie pobicia taksówkarza

Ponieważ mężczyźnie w wieku 55 lat trudno jest znaleźć stałą pracę, musiał pożyczać pieniądze. Najbardziej jednak zaskoczyła go postawa prokuratury, a potem sądu.

Kamil I. przyznał się do pobicia mężczyzny. Jednak z protokołu rozprawy wynika, że nieco inaczej pamięta wydarzenia. W trakcie zeznań twierdził na przykład, że pan Mariusz zaszedł go od tyłu, a on go nawet nie widział. Mówił, że nie widział także, by pan Mariusz upadł. Podkreślał, że studiuje na Akademii Wojsk Lądowych i w przypadku karalności musiałby z tych studiów zrezygnować. Prawdopodobnie to jest przyczyną, dla której prokuratura wniosła o warunkowe umorzenie postępowania wobec Kamila I.

- Warunkowe umorzenie, na okres trzech lat próby powoduje to, że w ciągu tych trzech lat od wyroku ten podejrzany musi się dobrze sprawować. Warunkowe umorzenie jest orzeczeniem o winie. W karcie karnej podejrzanego widnieje zapis o warunkowym umorzeniu, ale uznawany jest on za osobę niekaraną, co pozwala mu na przykład kontynuować naukę – tłumaczy Jakub Dłubacz z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

- Prokurator prowadzący to postępowanie, podobnie jak sąd rozpoznający tę sprawę, uznał, że warto dać temu człowiekowi szansę – dodaje prokurator Jakub Dłubacz.

- Od sądu usłyszałem: "Pan Kamil jest młodym człowiekiem, nie był karany. Po co młodemu człowiekowi rujnować życie?". A że ktoś mi zrujnował życie, ktoś to wziął pod uwagę? Nikt nie wziął tego pod uwagę, że ja mam teraz zrujnowane życie, a miałem normalne życie. Nie musiałem nikogo o nic prosić. Byłem samowystarczalny, mogłem pracować, mogłem zarabiać pieniądze – podkreśla pan Mariusz.

- Kamil I. był w stanie nietrzeźwości. Wyraził skruchę. Czy podbieganie do nietrzeźwego mężczyzny w środku nocy było do końca rozsądne? – stwierdza prokurator Jakub Dłubacz.

- Podbiegłem, bo on w samochodzie nie zachowywał się agresywnie. Nic nie wskazywało na to, że może mnie zaatakować. Był grzeczny. Jakby był wulgarny i źle się zachowywał, to w ogóle bym nie wziął go do taksówki – zaznacza pan Mariusz.

Rzeczniczka Akademii Wojsk Lądowych, gdzie studiuje Kamil I., nie chciała rozmawiać przed kamerą. Uczelnia wysyła do nas pismo, wielokrotnie podkreślając, że Kamil I. jest na Akademii studentem studiów cywilnych.

"Akademia powzięła informacje o zdarzeniu z mediów. Wobec tego rektor-komendant polecił rzecznikowi dyscyplinarnemu do spraw studentów wszcząć postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. W przypadku ustalenia, że doszło do naruszenia przepisów obowiązujących w uczelni lub popełnienia czynu uchybiającego godności studenta, komisja dyscyplinarna będzie mogła orzec wymierzenie studentowi studiów cywilnych karę dyscyplinarną", napisano.

Sąd pierwszej instancji – zgodnie z wnioskiem prokuratura – warunkowo umorzył postępowanie, ustalając trzyletni okres próby. W wyroku zasądził od sprawcy 15 tysięcy złotych tytułem nawiązki dla pana Mariusza. Pokrzywdzony zaskarżył ten wyrok, gdyż uznał, że jest on niesprawiedliwy chociażby z powodu doznanych obrażeń oraz przebiegu zdarzeń tamtej nocy. Apelację rozpoznał już sąd drugiej instancji i podwyższył nawiązkę do 30 tysięcy złotych. Zdecydował, że warunkowe umorzenie jest prawomocne.

- Zwrócimy się w tej sprawie do Rzecznika Praw Obywatelskich o rozważenie wniesienia przez niego nadzwyczajnego środka zaskarżenia do Sądu Najwyższego – mówi Radosz Pawlikowski, pełnomocnik pana Mariusza. I dodaje: - Nie chce mi się wierzyć, że sprawa tak poważnego pobicia zakończy się warunkowym umorzeniem.

- Nie domagam się, żeby on szedł do więzienia, ale żeby poniósł jakiekolwiek konsekwencje. Może to być praca w schronisku czy przy zieleni miejskiej. Niech zasuwa, tak jak ja będę musiał teraz zasuwać, by odpracować pożyczki. Na tym polega dorosłość – kwituje pan Mariusz.

Wszystkie reportaże Uwagi! można obejrzeć w Player.pl >>>

Zobacz także:

Źródło: Uwaga! TVN
Autorka/Autor: wg/MK
Reporter: Joanna Bukowska