Puerto Rico walczy o swoją tożsamość. Mieszkańcy alarmują: "To nie jest Ameryka"

Niezwykłe Stany Prokopa. Puerto Rico
Prokop w Puerto Rico: pod powierzchnią raju - napisy
Źródło wideo: Dzień Dobry TVN
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Puerto Rico od lat zachwyca rajskimi plażami, naturą i kulturą, ale mieszkańcy wyspy coraz głośniej mówią o zagrożeniach związanych z masową turystyką i inwestycjami hotelowymi. Lokalni aktywiści, surferzy i mieszkańcy obawiają się, że unikalne miejsca znikną pod komercyjną zabudową. Rozmawiał z nimi Marcin Prokop.
Kluczowe fakty:
  • Mieszkańcy Puerto Rico sprzeciwiają się rozbudowie hoteli i turystyki masowej.
  • Lokalni surferzy i aktywiści chcą chronić naturę oraz kulturę wyspy.

Playa Maria i walka o ochronę natury w Puerto Rico

Playa Maria od lat uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc surfingowych na świecie.

- To jest część rezerwatu morskiego, który jest chroniony. Ale są już plany zabudowy okolic w przyszłości. Jako społeczność (...) tutaj nie chcemy tego. Chcemy dzielić się naszą muzyką, naszym jedzeniem, naszymi zasobami naturalnymi i żeby ludzie cieszyli się z nami tym miejscem, ale zawsze z szacunkiem do nas, lokalnych mieszkańców. Do naszych zasobów naturalnych i do naszej kultury. Musisz zrozumieć, że to nie jest Ameryka. To jest Puerto Rico. Jesteśmy częścią Ameryki, ale mamy własną kulturę, własną muzykę. Mamy wszystko własne - powiedział Ramon Diaz, aktywista polityczny.

- Cóż, [Stany Zjednoczone - przyp. red.] myślą, że nie jesteśmy pracowici, że tylko bierzemy pomoc i pieniądze od nich. Myślą, że nie jesteśmy samowystarczalni, że nie potrafimy zarządzać własnymi pieniędzmi. Puerto Rico jest kolonią Stanów Zjednoczonych. A żadna kolonia na świecie nie istnieje dla dobra tego, kto jest kolonią - dodał.

Mieszkańcy Puerto Rico ostrzegają przed hotelami i betonową zabudową

Obawy związane z przyszłością wyspy słychać również po drugiej stronie Puerto Rico. Lokalni aktywiści alarmują, że inwestycje turystyczne mogą doprowadzić do zniszczenia terenów naturalnych i wypchnięcia mieszkańców z miejsc, w których żyją od pokoleń. W ich opinii walka o zachowanie lokalnej społeczności stała się symbolem oporu wobec zewnętrznych wpływów.

- Przez lata żadne zasoby nie trafiały do lokalnej społeczności albo były celowo trzymane z dala, aż do momentu, kiedy przychodzi właściwy czas dla kogoś, kto chce zagospodarować ten teren pod hotele albo przedsięwzięcia turystyczne. I wtedy widzisz, jak pojawiają się pieniądze na ten cel. Masz ludzi, którzy mówią: "och, wow, to jest pięknie, spójrz, jak jest cudownie. Niesamowite plaże, wydmy, palmy, mangrowce". Więc chcą tu budować, bo jest ładnie, nie biorąc pod uwagę ludzi, którzy tu mieszkają. Ludzie żyją tu od pokoleń, na tej samej ziemi - powiedziała Ashley Ortiz Chico, historyczka.

- Wiemy na przykład, że jeśli powstanie budowa na tych mangrowcach, będziemy mieć powódź. Wiemy to, doświadczyliśmy tego nieraz i zależy nam na życiu, więc nie pozwolimy, by to zostało zniszczone. Ale jeśli sprowadzisz tu kogoś, kto jest tutaj tylko na wakacje, to nie będzie się tym przejmować. To, że wciąż jesteśmy tutaj i budujemy dumę z bycia stąd, to jest akt przeciwko imperium i jest aktem ochrony tego niesamowitego miejsca. Mamy moc, żeby tu zostać. Przydałoby się nam trochę więcej wsparcia - podsumowała.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Oskar Netkowski
Reporter: M. Prokop, B. Zalewska