Kultowe teksty rodziców, które powtarzamy w dorosłości
Wydają się niewinne, a czasem wręcz zabawne. Mają w sobie coś, co zostaje z nami na lata. To krótkie formułki, które rodzice powtarzali nam automatycznie - często z troski, czasem z bezradności, a niekiedy po prostu dlatego, że sami je przed laty słyszeli. W efekcie tworzą swoisty międzypokoleniowy kod, który przechodzi z ust do ust, nawet jeśli obiecujemy sobie, że nigdy go nie użyjemy.
W studiu Dzień Dobry TVN Alżbeta Lenska, Artur Pontek i Piotr Szwedes przyznali, że wiele z tych powiedzonek wraca do nich dziś, gdy sami są rodzicami. Artur Pontek przywołał cały zestaw klasycznych odpowiedzi, którymi rodzice się posługiwali, gdy dziecko czegoś nie chciało, nie mogło albo po prostu marudziło.
- Mam wrażenie, że te teksty łączą się z takimi historiami, że czegoś nie chcę, nie mogę. Np. "Zaraz" - "Zaraz to taka wielka bakteria". "Nie mogę" - "To przez nogę...". "Po co?" - "Pocą się nogi nocą". Zawsze to była odpowiedź na coś, czego dziecko nie chce. "Nudzi mi się" - "To rozbierz się i pilnuj ubrania". Takie rady złote rodziców. Oczywiście zdarzały się tego typu teksty. Kiedy one wracają, ja to traktuję z przymrużeniem oka i nawet specjalnie ich używam dla żartów - zaznacza aktor.
"Włóż czapkę" jako symbol rodzicielskiej troski
Nie wszystkie rodzicielskie powiedzonka były traktowane wyłącznie humorystycznie. Część z nich wynikała z czystej troski - tej, która nie mija nawet wtedy, gdy dziecko dorasta. Piotr Szwedes zwrócił uwagę, że wiele uwag, które słyszał jako chłopiec, sam powtarza dziś swoim bliskim.
- To jest też podszyte strachem o dziecko. U mnie również pewne uwagi, które miałem w dzieciństwie, się pojawiają. Ja do tej pory pilnuję, żeby moje dzieci i moja żona nakładały czapki - wyznaje aktor. Nasz gość wspomniał również o bardziej dosadnych tekstach, które były w istocie wyrazem strachu o bezpieczeństwo dziecka. Rodzice często posługiwali się mocniejszym językiem, by podkreślić wagę sytuacji.
- Ja urodziłem się w Lidzbarku Warmińskim i było wokół pełno jezior, lasów, więc dosyć niesfornym dzieckiem bywałem. (...) Kiedy szliśmy nad jezioro, nie zawsze mama i tata wiedzieli. Ale jak mama dowiedziała się, to tylko taka uwaga była: "Utop się, a dostaniesz" - opowiada.
Teksty, które oddzielały dorosłych od dzieci
W wielu domach panował przed laty jasny podział: dorośli i dzieci to dwa różne światy. Dzieci miały słuchać, nie dyskutować, a pewne zdania rodziców kończyły każdą próbę rozmowy. Alżbeta Lenska przyznaje, że szczególnie mocno zapamiętała dwa teksty, które odbierały jej głos i poczucie sprawczości.
- "Dzieci i ryby głosu nie mają". A drugie to było: "Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie". Nienawidziłam tego po prostu. To są takie dwa teksty, które ucinały. Było duże, mam wrażenie, oddzielenie dorosłych od dzieci. Nie było połączenia, były dwa obozy - zauważa aktorka.
To doświadczenie nie jest odosobnione. Takie powiedzenia funkcjonowały jako szybki sposób na zakończenie dyskusji. Dziś patrzymy na nie inaczej - z dystansem, ale też ze świadomością, jak mocno mogły wpływać na relacje.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Kosmetyki anti-aging promowane wśród dzieci? Urzędnicy zbadają strategię reklamową dwóch firm
- Tanie ubranka dla dzieci mogą zawierać ołów. "Niewielu rodziców wie o tym problemie"
- To jeden z najczęstszych błędów rodziców. Dzieci płacą za niego wysoką cenę: "Może pojawiać się bunt"
Autorka/Autor: Berenika Olesińska
Źródło zdjęcia głównego: Paweł Wodzyński/East News