- Realia PRL-u od dekad pozostają jednym z ważniejszych tematów podejmowanych przez polskich filmowców.
- Jakie filmy - dawne i współczesne - warto obejrzeć, by więcej dowiedzieć się o ówczesnej codzienności?
- Sprawdź nasze zestawienie.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Filmy Stanisława Barei – najlepsza satyra na absurdy PRL-u
Nie sposób mówić o filmach osadzonych w realiach PRL-u, nie wspominając o twórczości Stanisława Barei. Reżyser stworzył kultowe komedie, które od lat bawią kolejne pokolenia. Są one satyrą na bardzo konkretne realia tamtych czasów - m.in. wszechobecną biurokrację, braki w sklepach czy cenzurę.
Najbardziej kultowym dziełem Barei jest z pewnością "Miś". Historia prezesa klubu sportowego, Ryszarda Ochódzkiego, który próbuje przechytrzyć byłą żonę i urzędniczy system, stała się jedną z najczęściej cytowanych polskich komedii.
Równie dużą popularnością cieszy się obraz "Poszukiwany, poszukiwana". Główny bohater, niesłusznie oskarżony o kradzież obrazu historyk sztuki Stanisław Maria Rochowicz, ukrywa się przed milicją, podejmując pracę jako... gosposia domowa. Komedia opiera się na serii zabawnych pomyłek, ale przy okazji pokazuje codzienne życie Polaków w latach 70. oraz z charakterystycznym dla Barei humorem komentuje społeczne stereotypy. Bardzo mocnym elementem produkcji jest też świetna rola Wojciecha Pokory.
Na naszej liście nie może też zabraknąć "Bruneta wieczorową porą". To komedia kryminalna, w której spokojny Michał Roman niespodziewanie dowiaduje się z przepowiedni, że zostanie mordercą. Próbując za wszelką cenę uniknąć tragicznego scenariusza, wpada w kolejne absurdalne sytuacje. Bareja po raz kolejny udowodnił, że nawet kryminalną intrygę można wykorzystać do błyskotliwej satyry na rzeczywistość PRL-u.
Kryminały inspirowane prawdziwymi zbrodniami z czasów PRL-u
Codzienność Polski Ludowej miała również znacznie mroczniejsze oblicze. W ostatnich latach powstało kilka filmów inspirowanych autentycznymi sprawami kryminalnymi, które pokazują nie tylko samą zbrodnię, ale również realia prowadzenia śledztw w czasach socjalistycznych. Jednym z najciekawszych jest naszym zdaniem obraz "Jestem mordercą" w reżyserii Macieja Pieprzycy. Film z 2016 roku luźno nawiązuje do sprawy Zdzisława Marchwickiego, znanego jako "Wampir z Zagłębia", który w latach 60. i 70. miał terroryzować mieszkańców Śląska. Twórcy skupiają się jednak przede wszystkim na młodym milicjancie prowadzącym śledztwo i pokazują, jak ogromna presja polityczna mogła wpływać na przebieg dochodzenia oraz wymiar sprawiedliwości. Obraz warto obejrzeć również ze względu na Arkadiusza Jakubika, który tworzy w nim głęboką, pełną niuansów postać domniemanego mordercy. W niektórych scenach wzrusza niemal do łez.
Wśród produkcji kryminalnych osadzonych w PRL-u nie można też pominąć filmu "Czerwony Pająk" Marcina Koszałki. Produkcja została zainspirowana historią seryjnego mordercy Karola Kota, nazywanego "Wampirem z Krakowa". Reżyser nie odtwarza jednak wiernie prawdziwych wydarzeń – tworzy psychologiczny thriller o fascynacji złem, którego tłem są szare ulice i przygnębiająca atmosfera Polski lat 60. W rolach głównych wspaniali Adam Woronowicz i Filip Pławiak.
Bohaterowie PRL-u na wielkim ekranie
Filmowcy chętnie sięgają także po wydarzenia, które odegrały ważną rolę w historii PRL-u. Takie produkcje pozwalają spojrzeć na przełomowe momenty z perspektywy ludzi, którzy mieli wpływ na bieg wydarzeń. Jednym z najgłośniejszych obrazów tego typu jest "Wałęsa. Człowiek z nadziei" w reżyserii Andrzeja Wajdy. To biograficzna opowieść o drodze Lecha Wałęsy od stoczniowego elektryka do przywódcy "Solidarności" i jednego z symboli walki z PRL-owskim systemem. Film przedstawia zarówno najważniejsze wydarzenia polityczne, jak i życie rodzinne przyszłego prezydenta.
W tej kategorii warto też wymienić "80 milionów" Waldemara Krzystka. Film opowiada historię inspirowaną prawdziwą akcją działaczy dolnośląskiej "Solidarności", którzy tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego wypłacili z banku tytułowe 80 milionów złotych, by uchronić pieniądze związku przed przejęciem przez władze. Choć film opowiada o wydarzeniach historycznych, przypomina dynamiczne kino sensacyjne pełne pościgów, napięcia i ryzykownych decyzji.
Filmy o PRL-u. Co jeszcze warto obejrzeć?
Wśród filmów osadzonych w realiach PRL-u warto zwrócić uwagę również na "Pułkownika Kwiatkowskiego" Kazimierza Kutza. Akcja produkcji z Markiem Kondratem w roli głównej rozgrywa się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Wojskowy lekarz podszywa się pod wysokiego funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, by ratować ludzi ze stalinowskich więzień i zdobyć serce pięknej Krysi. Wykorzystuje do swych celów powszechny strach i chaos pierwszych lat budowania komunistycznego systemu. To inteligentna komedia z nutą refleksji o mechanizmach władzy i ludzkiej odwadze.
Zupełnie inny ton ma natomiast "Zaćma" Ryszarda Bugajskiego. Film opowiada o kulisach spotkania Julii Brystygierowej, jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci aparatu bezpieczeństwa PRL, z prymasem Stefanem Wyszyńskim. Zanim jednak do niego dojdzie, była funkcjonariuszka musi przekonać o swoim nawróceniu oślepionego księdza. Kameralna historia staje się pretekstem do rozważań o winie, odpowiedzialności i możliwości odkupienia. To jeden z bardziej wymagających filmów podejmujących temat powojennej Polski. Warto jednak się z nim zapoznać, by lepiej zrozumieć funkcjonowanie ówczesnego aparatu represji.
Osoby zainteresowane realiami PRL-u powinny też bez wątpienie sięgnąć po "Żeby nie było śladów", "Wszystko, co kocham", "Człowieka z marmuru" czy "Rejs". Nasze zestawienie nie obejmuje oczywiście wszystkich wartych uwagi produkcji opowiadających o tej epoce. Mogą być jednak świetnym punktem wyjściowym do zagłębienia się w historię polski, widzianą oczami filmowców - zarówno tych żyjących w tamtych czasach, jak i współczesnych.
Zobacz także:
- PRL na ekranie. Od serialowych klasyków po współczesne produkcje
- Muzyka w czasach cenzury. Sprawdź, jak wyglądały koncerty i festiwale w epoce PRL-u
- Śladami wakacji sprzed lat. Jak podróżowali Warszawiacy w PRL-u? "Paszport był na wagę złota"