|

Śladami wakacji sprzed lat. Jak podróżowali Warszawiacy w PRL-u? "Paszport był na wagę złota"

Fiat 126 P
Jak podróżowali Warszawiacy w PRL-u? - historia, ciekawostki
Źródło zdj. gł.: Tramino/GettyImages
W realiach Polski Ludowej podróż była czymś więcej niż tylko zmianą miejsca. Wymagała planowania, cierpliwości i często determinacji, ale pozostawała jednym z najważniejszych sposobów na wyrwanie się z codzienności. Mieszkańcy Warszawy regularnie wyruszali zarówno poza granice kraju, jak i do najpopularniejszych rodzimych kurortów. Dokąd jeździli? Jakie przeszkody napotykali? Jak spędzali czas i czym docierali na miejsce? Odpowiedzi na te pytania udzielił redakcji Dzień Dobry TVN Online Igor Niewiadomski, historyk i współtwórca instagramowego profilu Warsoholicy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

DD_20250625_Kolonie_rep_napisy
Dawnych kolonii wypoczynkowych czar - napisy
Źródło: Dzień Dobry TVN

Podróże zagraniczne Warszawiaków w epoce PRL-u - dokąd jeździli? Jak organizowali wyjazdy?

Choć w epoce PRL-u wyjazdy zagraniczne nie były tak proste i dostępne jak dziś, wielu Warszawiaków decydowało się opuścić kraj. Całymi rodzinami wyruszali na urlop, by zobaczyć kawałek świata i odpocząć od codzienności.

- W drugiej połowie rządów Gomułki popularne stały się coroczne wczasy Polaków w państwach Bloku Wschodniego. To wtedy właśnie rozpoczęły się wyjazdy na Węgry i do Bułgarii, na przykład do słynnych Złotych Piasków. W pewnym momencie mieszkańcy Warszawy udawali się również do Rumunii, a nawet Turcji - wylicza historyk, Igor Niewiadomski. Warto jednak pamiętać, że letni wypoczynek nie był jedynym celem takich podróży. Wyjazd za granicę dawał także szansę na dodatkowy zarobek.

- Wiele osób brało ze sobą tak zwane dewizy, czyli wszelkiego rodzaju produkty, ubrania czy żywność, które można było przehandlować. Za uzyskane w ten sposób środki można było z kolei prowadzić dalszą podróż lub przywieźć je ze sobą do kraju - wyjaśnia nasz rozmówca. Choć wiele osób organizowało wyjazdy samodzielnie, istniały również instytucje odpowiedzialne za ich przygotowanie. Nie były to jednak prywatne biura podróży w dzisiejszym rozumieniu, lecz państwowe podmioty.

- Tak zwane Orbisy organizowały wczasy m.in. na Węgrzech czy we wspomnianych już Złotych Piaskach. Pojawiały się też kierunki bardziej egzotyczne - zaznacza historyk. Nie każdy mógł jednak pozwolić sobie na zagraniczną podróż - i nie chodziło wyłącznie o kwestie finansowe.

- Paszport był na wagę złota. Zdobycie tego dokumentu było procedurą o wiele bardziej skomplikowaną i trudniejszą niż dzisiaj. Często też trzeba było mieć specjalną zgodę na podróż do określonego kraju. Niezwykle łatwo było także odebrać komuś paszport, co stanowiło jeden z elementów walki z opozycją - zauważa Igor Niewiadomski.

Podróże po kraju - dokąd wyjeżdżali Warszawiacy w PRL-u? Jak spędzali czas?

W PRL-u wielu mieszkańców stolicy wybierało również wypoczynek w kraju. Niektóre miejscowości cieszyły się ogromną popularnością.

- Spora część kurortów, miejscowości stricte turystycznych, była dobrze znana jeszcze przed wojną. Natomiast można powiedzieć, że w dużej mierze wiele miast wypoczynkowych swoją sławę zdobyło właśnie w okresie Polski Ludowej - zaznacza historyk - Jeśli chodzi o zimę, jest to okres masowych podróży do Zakopanego. Oczywiście miały one swój początek w II RP, ale generalnie po 1956 roku Zakopane stało się, jak to ujął profesor Jerzy Kochanowski, tak zwanym "Wolnym Miastem", wyróżniającym się na tle wielu ponurych miejscowości w PRL - dodaje. Co ciekawe, to właśnie mieszkańcy Warszawy szczególnie upodobali sobie ten kierunek.

- Dla osób z zachodu kraju, na przykład Zielonej Góry, Gorzowa, Wielkopolskiego czy Wrocławia, najpopularniejszymi miejscowościami wypoczynkowymi były wtedy na przykład Szklarska Poręba czy Karpacz. Natomiast dla Warszawiaków najatrakcyjniejszym kierunkiem była ta część Tatr z Zakopanem. Wybierali też często Podkarpacie - wyjaśnia nasz rozmówca. Nie sposób tu również pominąć Mazur, które w okresie PRL-u przeżywały prawdziwy renesans. Region ten na trwałe wpisał się w kulturę - stając się tłem licznych filmów i książek.

- Można tu wymienić na przykład "Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego, gdzie Mazury i historia Prus Wschodnich są osią przynajmniej 3/4 części z powstałych 12 tomów - twierdzi Igor Niewiadomski. W tych utworach, podobnie jak w kilku popularnych filmach, pojawia się krytyka zachodniego, konsumpcyjnego stylu wypoczynku. Przeciwstawiona mu zostaje sielankowość, bliskość natury i spokój mazurskich letnisk.

- W "Panu Samochodziku i Winnetou"  Tomasz N.N., razem ze swoim kolegą Winnetou, wypowiada wojnę wszystkim turystom, którzy jeżdżą na motorówkach elektrycznych, dlatego że hałasują, śmiecą, szkodzą środowisku. Przejawia się w tej prozie bardzo głęboka dbałość o naturę, ekologię, o ciszę - zauważa nasz rozmówca. Taki właśnie sposób spędzania urlopu wybierało wielu Polaków, w tym mieszkańcy stolicy. Zamiast zwiedzać odległe kraje, opuszczali zatłoczoną Warszawę, i udawali się w miejsce, gdzie można było wynająć domek i odpocząć od zgiełku miasta.

- Wyjazdy na letnisko to praktyka znana jeszcze w II RP, jednakże wtedy były one dostępne głownie dla bardziej zamożnych. Dla osób dysponujących mniejszym kapitałem było natomiast działkowanie. W Polsce Ludowej wyjazdy na letniska stały się bardziej powszechne - wyjaśnia historyk.

Środki transportu - czym podróżowali Warszawiacy w czasach PRL-u?

W epoce PRL-u podstawowym środkiem transportu - zarówno w podróżach krajowych, jak i zagranicznych - był samochód. Przełomowym momentem okazał się rok 1973, gdy zmontowano pierwszego "malucha". Fiat 126p, produkowany na włoskiej licencji z oryginalnych części, stał się symbolem epoki i marzeniem wielu Polaków. W zbiorowej pamięci do dziś funkcjonuje obraz załadowanego po dach Fiata 126p, którym cała rodzina wyrusza na wakacje. Taki widok nie należał do rzadkości także na warszawskich ulicach.

- W Polsce Gierkowskiej rozpoczynają się podróże masowe Polaków samochodem, właśnie przez państwa bloku wschodniego. To też niekoniecznie musiał być "maluch". Czasami była to Syrena albo Warszawa, później też Fiat 125p. Jednak to Fiat 126p jest najbardziej emblematyczny - przypomina historyk, Igor Niewiadomski. Popularnym środkiem transportu był również pociąg. Choć sieć kolejowa nie była jeszcze tak rozwinięta jak dziś, wielu Warszawiaków wybierało właśnie tę formę podróży. Sam przejazd różnił się jednak od współczesnych realiów - nie tylko pod względem technologicznym, ale także organizacyjnym.

- Na wielu dworcach mieliśmy tak zwane przepustki. To znaczy, że bardzo często trzeba było mieć przepustkę, żeby w ogóle być na terenie stacji kolejowej - wyjaśnia nasz rozmówca. Historyk zwraca również uwagę na zupełnie inną kulturę podróżowania.

- Wskakiwanie do pociągów w ostatniej chwili to nie była tylko kwestia poruszana w filmach, brawurowa, mająca dodać dramaturgii. Rzeczywiście to się zdarzało. I to często - podsumowuje. W epoce PRL-u na masową skalę zaczęły się także podróże samolotem, które z czasem przestały być zarezerwowane wyłącznie dla nielicznych.

Zobacz także:

Autorka/Autor: Regina Łukasiewicz