Kartki w PRL-u
Poszczególne produkty można było kupić tylko w ograniczonych ilościach i po cenach ustalanych przez państwo. Na co wydawano kartki?
- Na mięso, na buty, na wódkę, na papierosy, na benzynę, na wiele takich rzeczy - wymienił w naszym materiale pamiętający PRL Krzysztof Skiba.
- Wtedy byliśmy uzależnieni tylko od państwa. Kartki były uciążliwe - ocenił aktor Zbigniew Buczkowski.
Aby wczuć się w realia poprzedniego ustroju, nasz reporter Szymon Brózda odwiedził Muzeum Życia w PRL-u. Siedząc w przestrzeni, w której odtworzono mieszkanie z 1960 roku, wsłuchiwał się w opowieści przewodnika.
- Było to, co było i koniec, kropka. Jak komuś nie pasowało, trudno. (...) Każdy obywatel dostawał kartkę. Nie daj Panie Boże zgubić tę kartkę, bo wtedy nie dostawało się drugiej - powiedział naszemu reporterowi Ryszard Kluge.
Przewodnik podkreślił, że reprezentanci różnych zawodów otrzymywali różne racje.
- Robotnik dostawał np. kartkę na mięso i na wędliny 4 kg, a pracownicy umysłowi, bo to tak bym wtedy powiedział, dostawali dużo mniej. W budowie socjalizmu, w tej awangardzie, byli robotnik i chłop ciężko pracujący - wyjaśniał przewodnik.
Historia kartek w PRL-u
W 1976 roku władze PRL wprowadziły kartki na cukier. Była to odpowiedź na pogłębiające się braki towaru i kryzys na rynku żywności.
- Władze w '76 roku wprowadziły kartki, mówiąc, że to jest narzędzie przeciwko spekulantom, chomikarzom, którzy wykupują cukier i go magazynują. Jak kartki wprowadzono, rzeczywiście cukier wrócił do sklepów. Ale w '81 roku kartki pojawiają się niemalże co tydzień. Mięso, masło, czekolada, cukierki, buty, zeszyty - wyjaśnił historyk prof. Andrzej Zawistowski.
Wprowadzenie kartek generowało długie kolejki do sklepów.
- Od godziny czwartej rano. Ludzie nawzajem się wspierali w ten sposób, że dziś ktoś stanął w kolejce rano za mięsem, a innego dnia ktoś stanął za dywanami drugiemu. Ludzie robili takie listy społeczne - powiedziała Bożena Woś, która w latach 70. rozpoczęła pracę w domu handlowym Sezam.
- Przeciętnie każda kartka miała 2,5 kg na kupno tego mięsa i wędliny. Kartek było dużo, ale załóżmy, jak klient życzył 0,5 kg czy 1 kg, to z danej kartki było wycinane. Były to problemy, bo przecież nie utrafiło się zawsze 2 kg. My byliśmy potem rozliczani z tego. Przychodziły do nas kontrole i to bardzo często. Sprawdzali ilość przyjmowanego towaru z ilością sprzedaną - dodała Alina Cacko, również zatrudniona w Sezamie.
Do czego doprowadziła reglamentacja towaru? Więcej na ten temat dowiecie się z materiału wideo na górze strony.
Nie oglądałeś Dzień Dobry TVN na antenie? Wszystkie odcinki znajdziesz na Player.pl.
Zobacz także:
- Ten kierunek był najpopularniejszy na wakacje w czasach PRL-u. Jak wygląda po latach?
- Wakacje rodem z PRL-u. Jak biwakowano w latach 60. i 70.? "Spało się na śledzia albo na łyżeczkę"
- PRL na ekranie. Od serialowych klasyków po współczesne produkcje